Specjalny pociąg dla europosłów pomylił drogę. Politycy trafili do Disneylandu

Specjalny pociąg z Brukseli na sesję Parlamentu Europejskiego do Strasburga pomylił drogę i dojechał do Disneylandu pod Paryżem. Pasażerowie, czyli europosłowie, z dystansem przyjęli pomyłkę i obrócili ją w żart. W tle jest jednak inny problem.
Specjalny pociąg z Brukseli na sesję Parlamentu Europejskiego do Strasburga pomylił drogę i dojechał do Disneylandu
FOT. WOJCIECH OLKUSNIK / Agencja Wyborcza.pl // X: Eddy Wax

Pociąg z Brukseli do Strasburga, którym jechali ważni politycy na sesję Parlamentu Europejskiego, przyjechał na miejsce z godzinnym opóźnieniem. Okazało się, że przypadkowo zamiast do oficjalnej siedziby Unii Europejskiej dojechał do Marne-la-Vallée, przystanku Disneyland Paris. "The Guardian" wyjaśnił, że przyczyną zmiany trasy był błąd sygnalizacji na stacji TGV Roissy Charles-de-Gaulle, przez co maszynista skręcił w złym kierunku. Pasażerowie całe zamieszanie przyjęli jednak z uśmiechem.

Zobacz wideo Paweł Wojciechowski: Wpływ na środowisko, sprawy społeczne, to wszystko ma ogromny wpływ na decyzje inwestycyjne

Politycy żartują z błędu maszynisty

"Drużyna Disneylandu" – napisała holenderska eurodeputowana Samira Rafaela, pozując do zdjęcia z innym europosłem w wagonie bufetowym. "Kiedy magia ożywa - slogan Disneya wkrótce stanie się hasłem Parlamentu Europejskiego?" - pytał z kolei Emmanuel Foulon, który współpracuje z zespołem prasowym parlamentu. Niemiecki eurodeputowany Daniel Freund zażartował, że "nie jesteśmy parlamentem Myszki Miki". Beata Płomecka, korespondentka Polskie Radia dodaje, że trudno nie wspomnieć słów premierki Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher sprzed kilkudziesięciu lat, do których zapewne nawiązywał Freund. Thatcher nazwała Parlament Europejskim "klubem Myszki Miki". 

Przy tej okazji media zwracają jednak uwagę na innych szczegół. Mianowicie samą sensowność tego połączenia. Każdego miesiąca specjalny pociąg dowozi europosłów, ich asystentów i urzędników na sesję plenarną do stolicy Alzacji. W ten sposób unika się potężnego konwoju samochodów. Innym problemem jest jednak to, że nie ma bezpośredniego połączenia z Brukseli, co zmusza podróżnych do przesiadania się albo w Paryżu, albo na stacji w pobliżu kompleksu Disneylandu - zwraca uwagę "The Guardian". 

Kontrowersyjny pociąg do Strasburga

Ciągłe podróże z Brukseli do Strasburga raz w miesiącu na 4-dniowe sesje plenarne są z tego powodu regularnie wyśmiewane i krytykowane. Mówi się o obwoźnym cyrku i marnotrawieniu pieniędzy Europejczyków. "Wizerunek Parlamentu Europejskiego jako perypatetycznego cyrku staje się z godziny na godzinę coraz bardziej realny" - komentował wpadkę z Disneylandem Alberto Alemanno, założyciel The Good Lobby, organizacji wspierającej NGOsy.

Były petycje, by zlikwidować drugą siedzibę Europarlamentu i przenieść wszystkie sesje do Brukseli, gdzie odbywają się dwudniowe mini-sesje. Jednak do tego potrzeba zmiany unijnych traktatów, bo dwie siedziby Parlamentu Europejskiego są w nich zapisane. Na razie jednak nie ma wymaganej jednomyślności, bo zmianom sprzeciwia się Francja, której siedziba w Strasburgu przynosi prestiż i dochody.

Więcej o: