1 listopada kojarzy nam się przede wszystkim z dniem Wszystkich Świętych, ale to też ważna data dla mieszkańców Warszawy i całej Polski z zupełnie innego powodu. Chodzi o stołeczne lotnisko.
Pierwsze lotnisko w Warszawie powstało w 1910 roku. Zlokalizowane było na terenie poligonu Carskiej Kawalerii, czyli dzisiejszym Polu Mokotowskim w Warszawie. Po I wojnie światowej nastąpił gwałtowny rozwój lotnictwa, zaczęły powstawać pierwsze cywilne linie lotnicze. I tak na przełomie 1928 i 1929 roku zainaugurowały działalność Polskie Linie Lotnicze LOT. Z biegiem czasu lotnisko na Polu Mokotowskim robiło się coraz bardziej "ciasne" dla szybko rosnącego ruchu, wokół powstawała zabudowa mieszkalna i wiadomym stało się, że dotychczasowy port będzie musiał zostać przeniesiony.
1 listopada 1933 roku lotnisko z dawnego poligonu Carskiej Kawalerii zostało przeniesione do osady Okęcie, znajdującej się wówczas poza granicami Warszawy. Już w 1924 roku państwo zakupiło tam 460 hektarów gruntów. W XVI wieku w miejscu tym istniał majątek ziemski rodziny Okęckich i to od ich nazwiska utworzono m.in. nazwę lotniska.
Uroczyste otwarcie Centralnego Portu Lotniczego nastąpiło oficjalnie pod koniec kwietnia 1934 roku. "Międzynarodowy Port Lotniczy Warszawa-Okęcie obejmował łącznie 200 ha. Ponad nim górowała 50-metrowa wieża z latarnią, która była widoczna w promieniu 100 km. W pierwszym roku działalności lotnisko obsłużyło 10 tysięcy pasażerów. A w 1939 r. 'Okęcie' miało regularne połączenia m.in. z Gdańskiem, Katowicami, Lwowem i Wilnem, a także z Atenami, Berlinem, Bukaresztem, Sofią, Helsinkami, Salonikami czy też Tel Avivem, a nawet Bejrutem" - czytamy na stronie internetowej magistratu dzielnicy Warszawa-Włochy. Koszt budowy lotniska na Okęciu wyniósł ówczesne 10 mln złotych.
W czasie II wojny światowej na Okęciu funkcjonowała niemiecka szkoła lotnicza, na tych terenach zlokalizowany był także zakład naprawczy dla Luftwaffe. Po wojnie Okęcie wymagało odbudowy, powstały m.in. dwa nowe pasy lotnicze. W marcu 2001 r. uroczyście nadano portowi imię Fryderyka Chopina.
Dzisiaj warszawskie lotnisko bije absolutnie wszystkie polskie rekordy, jeśli chodzi o obsługę pasażerów - od początku 2023 roku do sierpnia było to aż 10 mln pasażerów. Szacuje się, że w bieżącym roku lotnisko obsłuży w sumie około 18 mln podróżnych.
W ostatnich tygodniach przez Polskę znów przetacza się dyskusja o tym, czy budować Centralny Port Komunikacyjny w Baranowie, czy też nie. Plan budowy CPK to oczko w głowie obecnego rządu. Powstaje jednak pytanie, co z projektem zrobi dotychczasowa opozycja, gdyby udało jej się utworzyć rząd. - Na pewno "Chopin" jest już za mały, nawet przeciwnicy CPK przyznają, że trzeba będzie coś zrobić. Bo szczególnie w sezonie widać, że to lotnisko jest już na krawędzi wydolności, żeby nie powiedzieć, że poza nią. Debata o budowie lotniska przesiadkowego jest już opóźniona o kilka lat. Zaś decyzja o ewentualnej rozbudowie "Chopina" oznacza de facto zamknięcie go na jakiś czas - mówił w "Studio Biznes" Sebastian Mikosz, były prezes LOT, dziś doradca prezydenta Lewiatana ds. transportu. Czytaj więcej na ten temat TUTAJ.
Już po wyborach parlamentarnych Marcin Horała, pełnomocnik rządu do spraw budowy CPK, poinformował, że wyłoniono inwestora strategicznego dla Centralnego Portu Komunikacyjnego. To konsorcjum dwóch firm: Vinci Airports i IFM Global Infrastructure Fund.
Do zadań inwestora strategicznego należy wniesienie mniejszościowej części kapitału niezbędnego do budowy lotniska, a także wsparcie Centralnego Portu Komunikacyjnego swoim doświadczeniem i know-how na realizacji, a po jej zakończeniu w operowaniu portem lotniczym zgodnie z najwyższymi standardami w branży. - Jest to co najmniej nie okej, że w momencie kiedy wiadomo, że będzie nowy rząd i ten projekt jest kontrowersyjny i wywołuje duże emocje, a tu robi się coś na zasadzie: wy nie chcecie, to ja wam dorzucę jeszcze taką decyzję tydzień po wyborach. Uważam, że teraz najlepsze, co można by zrobić, to zatrzymać projekt, zaudytować i zrobić jakiś "okrągły stół" wokół tej inwestycji i osiągnąć jakiś kompromis. Taki projekt nie może powstać wbrew decyzjom politycznym - ocenił Sebastian Mikosz.
Partie opozycyjne poruszały temat Centralnego Portu Lotniczego w trakcie kampanii wyborczej i nie były to pozytywne komentarze. "Zweryfikujemy projekt Centralnego Portu Komunikacyjnego. Zatrzymamy bandyckie wywłaszczenia i naprawimy krzywdy już wywłaszczonym. Zablokujemy sprzedaż lotniska Okęcie" - pisała m.in. Platforma Obywatelska w swoich programowych "100 konkretach". Również sam Donald Tusk podkreślał, że po wyborach trzeba będzie zweryfikować ten projekt. W podobnym tonie wypowiadała się Lewica. Głębsze przyjrzenie się temu projektowi zapowiadał również Szymon Hołownia, a Władysław Kosiniak-Kamysz deklarował, że "dość finansowania megalomańskich projektów". Tymczasem Marcin Horała przekonuje, że rezygnacja z projektu, to byłyby "gigantyczne koszty". - Gdyby opozycja skasowała projekt CPK, to koszty będą gigantyczne, trudne do oszacowania. To kilka zmarnowanych miliardów na prace projektowe, planistyczne i pierwsze prace przygotowawcze oraz budowlane, wynikające ze zerwanych umów. Trzeba by oddać około pół miliarda złotych unijnego dofinansowania - przekonywał polityk PiS.