"Gazeta Wyborcza" opublikowała w środę artykuł, w którym sugerowała, że Daniel Obajtek może liczyć na angaż w Narodowym Banku Polskim. Prezes Orlenu od 15 października ma regularnie spotykać się z prezesem NBP Adamem Glapińskim. W zarządzie Narodowego Banku Polskiego jest bowiem wolna posada. Przypomnijmy, że w kwietniu Daniel Obajtek zapowiedział, że jeśli Prawo i Sprawiedliwość wybory przegra (a tak się stało) to sam zrezygnuje ze stanowiska, bo ma "honor i godność".
Biuro prasowe Orlenu zaprzeczyło jednak jakoby Daniel Obajtek miał ubiegać się o miejsce w zarządzie Narodowego Banku Polskiego. "Stanowczo dementujemy informacje przekazane przez sygnalistę - prezes Orlenu nie zamierza ubiegać się o stanowisko w NBP" - przekazano "Gazecie Wyborczej". Głos zabrał też sam zainteresowany. "Na rewelacje o moim przejściu do zarządu NBP, które kolportuje "Wyborcza" i TOK FM, mogę tylko poradzić, by w redakcjach zmieniono magiczne kule i wróżki" - napisał Daniel Obajtek na platformie X (wcześniej Twitter).
Dziennikarze stołek w NBP nazwali "luksusowym spadochronem" dla prezesa Orlenu. Zarabia się tam nie mało. W ciągu sześcioletniej kadencji miesięczna pensja wynosi 50 tys. zł. To jednak nic przy zarobkach Obajtka jako szef Orlenu - w samym ubiegłym roku było to aż 2,4 mln zł. To cztery razy więcej niż zarobiły przez rok w zarządzie NBP. Tam mógłby liczyć na "zaledwie" 600 tysięcy zł.