Gdyby nie było wyborów i eskalacji wojny na Bliskim Wschodzie, to byłaby kontynuacja obniżek stóp. Ale teraz to się zmienia. Nie mówię czy to jest przerwa w obniżkach czy zatrzymanie, i na jaki czas
- mówił prezes NBP Adam Glapiński na czwartkowej konferencji prasowej. Pełny zapis relacji na żywo z tego wydarzenia jest dostępny na next.gazeta.pl pod tym linkiem. W środę RPP pod przewodnictwem Glapińskiego zdecydowała się pozostawić stopy procentowe bez zmian, główną na poziomie 5,75 proc.
Generalnie prezes NBP podał dwa główne powody, dla których stopy procentowe w listopadzie już nie zostały obniżone. Są one zbieżne z tym, co w środę napisano w komunikacie po posiedzeniu RPP.
Po pierwsze, chodzi o to, że we wrześniu i październiku stopy już mocno spadły (we wrześniu o 75 punktów bazowych, miesiąc później o 25 punktów bazowych). Po nich przestrzeń do dalszych obniżek się zmniejszyła.
Nadgoniliśmy to, co było niezbędne, żeby nie dusić gospodarki i kredytobiorców
- powiedział Glapiński.
Drugi powód to szeroko pojęta niepewność. Jest ona związana m.in. z sytuacją geopolityczną (Glapiński wspomniał konflikt na Bliskim Wschodzie) i możliwą recesją w Niemczech, a więc naszego głównego partnera gospodarczego. Ale bodaj przede wszystkim niepewność w RPP budzą plany nowego rządu.
Nie wiemy jaka będzie polityka fiskalna i regulacyjna rządu w 2024 r. Były wybory i teraz nieznana jest polityka tego czy innego rządu - jakie tarcze antyinflacyjne pozostaną, jakie zapowiedzi wyborcze będą realizowane itd. Nie wiemy jakie będą ceny energii, jaka będzie dynamika płac w sektorze publicznych, jakie będą podatki, czy będzie nadal VAT 0 proc. na żywność
- wyjaśniał szef NBP. W kontekście tej niepewności Glapiński dał do zrozumienia, że obniżka stóp w grudniu jest bardzo mało prawdopodobna. Szef NBP zapewniał przy tym, że z każdym rządem - niezależnie kto go stworzy - będzie współpracował tak samo jak dotychczas.
Nasza najnowsza, listopadowa projekcja inflacyjna wskazuje, że cel inflacyjny 1,5-3,5 proc. [a w tym przypadku konkretnie poziom 3,5 proc. - red.] osiągniemy dopiero pod koniec 2025 r. Inflacja będzie dalej spadać, ale wolniej
- mówił Glapiński. Powiedział też, że w listopadzie i grudniu inflacja będzie zbliżona do tej z października (6,5 proc. rok do roku). - Jeśli spadek to niewielki, a możliwy jest nawet mały wzrost - wskazywał szef NBP, powołując się na analizy ekonomistów banku centralnego.
Z najnowszej listopadowej projekcji inflacyjnej NBP, wynika, że średnioroczna inflacja w 2024 r. wyniesie - według prognozy centralnej - ok. 4,7 proc. To nieco mniej niż w poprzedniej, lipcowej projekcji (wtedy 5,25 proc.). Jednocześnie delikatnie w górę podniesiono prognozę średniorocznej inflacji w 2025 r. - z 3,6 proc. do 3,75 proc.
Jednocześnie Glapiński zwracał uwagę, że najnowsza projekcja inflacyjna NBP obarczona jest większą niepewnością niż zwykle, bo nie wiadomo, jaka będzie polityka fiskalna nowego rządu. Mówił, że wiele wyjaśni się do marca 2024 r., gdy powstanie kolejna projekcja inflacyjna banku centralnego.
Natychmiast będziemy wprowadzać do naszych modeli informacje, które będą pewne, przyjęte decyzją rządową i parlamentarną. Najlepiej jak będzie to nowelizacja budżetu
- mówił Glapiński. Słowem - wygląda na to, że kolejne decyzje RPP ws. stóp będą uzależnione od ruchów rządu, np. czy i na jakich warunkach przedłuży tarczę antyinflacyjną oraz jakie i kiedy reformy wprowadzi (wśród obietnic są choćby podwyżka kwoty wolnej od podatku, powrót do ryczałtowej składki zdrowotnej, duże podwyżki dla budzetówki oraz znacznie więcej pieniędzy z budżetu na ochronę zdrowia i edukację).
Glapiński odniósł się także do wzajemnych nieuprzejmości na linii: członek zarządu NBP Paweł Mucha a inni członkowie zarządu banku centralnego. Przypomnijmy: szefostwo polskiego banku centralnego w stanowisku (przyjętym 2 listopada) przesłanym mediom poinformowało, że Mucha "wytwarza atmosferą zagrożenia, rozliczeń, konfliktu". Miały mu zostać obcięte premie i nagrody. Z kolei Mucha uważa, że to stanowisko zostało przyjęte z pogwałceniem prawa, a jemu blokuje się dostęp m.in. do protokołów z posiedzeń RPP.
Pan Mucha żąda niebotycznych kwot za swoją pracę, a sposób jej wykonywania tego nie uzasadnia. Spór jest wyłącznie o nagrody i premie, reszta to didaskalia. Nie ma żadnego konfliktu, po prostu jeden z członków zarządu jest niezadowolony ze swojego wynagrodzenia. Pan Mucha przesłał mi przedsądowe wezwanie do zapłaty premii i nagród
- powiedział prezes Glapiński na konferencji prasowej. Dodawał, że "nie mówi, że Mucha nic nie robi, ale nie sprawuje nadzoru nad żadną komórką NBP".
Pełny zapis relacji na żywo z konferencji Glapińskiego można przeczytać POD TYM LINKIEM.
***
Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu: