Pięć razy "tak". Komisja wyborcza wenezuelskiego referendum podała, że na każde z pięciu zamieszczonych w referendum pytań ponad 95 proc. uczestników plebiscytu odpowiedziało pozytywnie. To oznacza, że Wenezuelczycy popierają przejęcie Esequibo, regionu Gujany. To ogromny obszar, zajmuje aż dwie trzecie powierzchni sąsiada Wenezueli.
Szef wenezuelskiej komisji wyborczej podał informację o poziomie poparcia oraz o tym, że na "tak" było przynajmniej 10,5 mln głosujących. Nie sprecyzowano jednak, czy liczba ta odpowiadała liczbie wszystkich głosujących, czy łącznej liczbie głosów oddanych na "tak" w odpowiedzi na wszystkie pytania. Jak podaje agencja Associated Press, "przez cały okres głosowania w referendum składającym się z pięciu pytań można było zobaczyć niewielu wyborców". Podobnie stwierdza Agencja Reutera, której reporterzy przyglądali się frekwencji przed lokalami w całym kraju. "W wielu przypadkach w kolejce czekało niewiele osób lub nie było ich wcale" - pisze Reuters. Mimo to ogłoszono, że miejsca głosowania będą otwarte dwie godziny dłużej z powodu "masowego uczestnictwa" w referendum.
Spór o Esequibo trwa od lat. Wenezuela twierdzi, że to terytorium zostało jej skradzione ponad sto lat temu, kiedy wyznaczono granicę z Gujaną. Wenezuela była wtedy kolonią hiszpańską, a Gujana brytyjską. Caracas podnosi, że w czasach kolonialnych Esequibo było wenezuelskim obszarem, co zmieniono na mocy międzynarodowego orzeczenia w 1899 roku (arbitrowie pochodzili z Wielkiej Brytanii, Rosji i USA).
W Gujanie referendum podsyca obawy o zajęcie jej obszaru, i określane jest "zagrożeniem egzystencjalnym". Władze w Georgetown wezwały mieszkańców do spokoju, a prezydent Irfaan Ali w niedzielę wziął udział w wiecu o charakterze patriotycznym. Prezydent zapewniał, że Gujańczycy "nie mają się czego obawiać w ciągu najbliższych godzin, dni i miesięcy", a kraj działa na poziomie dyplomatycznym, by granice "pozostały nienaruszone".
Sporna ziemia ma powierzchnię blisko 160 tysięcy kilometrów kwadratowych - to obszar większy niż Grecja. Jednocześnie są to aż dwie trzecie terytorium Gujany. Porasta go gęsta dżungla i jest zamieszany przez 300 tysięcy osób (z ponad 800 tysięcy wszystkich mieszkańców kraju). U jego wybrzeży w 2015 roku ExxonMobil odkrył złoża ropy naftowej i gazu ziemnego w ilościach pozwalających na komercyjnie opłacalne wydobycie. Kilka tygodni temu gujańskie władze informowały o kolejnym odkryciu "znaczących" złóż. Łącznie rezerwy ropy i gazu Gujany szacowane są na nawet 11 miliardów baryłek. W Esequibo mają się też znajdować atrakcyjne minerały, takie złoto, diamenty, boksyty, mangan, uran, a także drewno.
W piątek Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości wezwał Wenezuelę, by nie podejmowała żadnych działań, które zmieniłyby status quo: kontrolę Gujany nad rejonem Esequibo (choć referendum nie zostało wymienione jako takie działanie).
CNN pisze, że praktyczne skutki niedzielnego referendum prawdopodobnie będą minimalne, a aneksja Esequibo to odległa w czasie możliwość. Nie wiadomo jednak, co zrobi teraz rząd wenezuelski. Można się jednak spodziewać, że próba zajęcia terytorium sąsiada spotka się z oporem na poziomie międzynarodowym.
Według części obserwatorów, na których powołuje się m.in. Reuters, referendum służyło celom wewnętrznym. Było plebiscytem popularności Nicolasa Maduro oraz próbą sprawdzenia siły jego władzy przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi. "Jeśli opozycja zjednoczy się i Wenezuelczycy wyrażą chęć udziału [w wyborach - red.], Maduro odpadnie" - powiedział agencji dodał analityk ds. bezpieczeństwa Rocio San Miguel. Jego zdaniem Maduro "uruchamia scenariusz konfliktu" być może po to, by zawiesić wybory.