Konferencję członków zarządu NBP zapowiedziano w ubiegłym tygodniu na poniedziałek 4 grudnia na 15.40. Zaproszenie nie zawierało tematu konferencji. Dotyczyła ona Adama Glapińskiego i potencjalnego postawienia go przed Trybunałem Stanu. Konferencja była rozwinięciem listu otwartego, który w poniedziałek przed konferencją zarząd NBP wystosował w tej sprawie do marszałka sejmu Szymona Hołowni. Konferencję można obejrzeć poniżej:
Tak jak w liście do marszałka Sejmu, członkowie zarządu NBP zaczęli od zarzutów w sprawie działań, jakie podjął bank centralny w sprawie walki z inflacją. Posłowie opozycji uważają, że NBP sobie z tym nie poradziło. Marta Kightley, wiceprezeska banku na konferencji podkreślała, że jest to próba upolitycznienia NBP. Zwrócono też uwagę, że wzrost cen był spowodowany czynnikami zewnętrznymi - kryzysem popandemicznym oraz pełnoskalową inwazją Rosji na Ukrainę.
W drugiej części Paweł Szałamacha odnosił się do zarzutów o skup obligacji emitowanych lub gwarantowanych przez Skarb Państwa w okresie COVID-u. Jak podkreślał członek zarządu NBP, są to zarzuty, które odnoszą się nie tylko do prezesa Adama Glapińskiego, ale do całej zarządzanej przez niego instytucji. - Nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że są potrzebne działania niestandardowe, nadzwyczajne. Te działania są w pełni zgodne z konstytucją RP - mówił Szałamacha.
- Konstytucja stwierdza, że NBP przysługuje wyłączne prawo ustalania i realizowania polityki pieniężnej. Jesteśmy jedyną instytucją w kraju, która może podejmować działania w tym zakresie - mówił dalej członek zarządu NBP. - Co więcej w celu realizacji polityki pieniężnej ustawa o Narodowym Banku Polskim mówi czarno na białym, że NBP może sprzedawać i skupować różne papiery wartościowe w operacjach otwartego rynku. W związku z tym zarzut bezprawia jest całkowicie nieuzasadniony - tłumaczył Szałamacha.
Przedstawiciel NBP odniósł się też do zarzutów, jakoby działania NBP pośrednio łamały konstytucję. Chodzi o przepis, zgodnie z którym ustawa budżetowa nie może pokrywać deficytu poprzez zaciąganie zobowiązania w centralnym banku państwa. - Ta norma jest skierowana nie do banku centralnego, ale do Rady Ministrów, która uchwala projekt budżetu, a następnie do większości parlamentarnej, która uchwala ten budżet. Ona nic nie zakazuje bankowi centralnemu - wyjaśnił Szałamacha.
Dodał, że norma ta wynika z praktyki lat 90., która przewidywała, że określona część deficytu "będzie pokryta przez kredyt w centralnym banku państwa". - Jeżeli ktoś uważa, że należy taki zakaz wprowadzić, to należy zmienić konstytucję. W obecnym stanie prawnym NBP jest w pełni władny i nie ma ograniczeń wobec tego typu działań - stwierdził członek zarządu NBP.
- Takie instrumenty stosują od lat wiodące banki centralne: FED, EBC, Bank Anglii. NBP gros swojej aktywności w tym zakresie, mniej więcej 3/4 zrealizował w 2020 roku, pierwszym COVID-owym i ona miała wygasający charakter i została zatrzymana całkowicie jesienią 2021 roku. Była prowadzona w sposób całkowicie przejrzysty, zgodnie z najlepszymi standardami dokonywania takich działań. O comiesięcznych aukcjach informowaliśmy rynek w serwisach Reutersa, serwisach Bloomberga. Przekazywaliśmy o przewidywanych do skupu papierach, terminie rozliczenia transakcji. Wszystkie banki, które miały możliwości techniczne, mogły uczestniczyć w tych operacjach. Akceptowaliśmy część ofert, te najgorsze były przez nas odrzucane - mówił Szałamacha.
- Te działania były pozytywnie ocenione przez m.in. Międzynarodowy Fundusz Walutowy, a także nie zostały w żaden sposób podważone przez Europejski Bank Centralny, który monitoruje takie działania przeprowadzone przez kraje Unii. W związku z tym uważamy, że twierdzenie o naruszeniu konstytucji w tym kontekście jest całkowicie bezpodstawne, jest próbą oskarżenia zarządu i prezesa NBP o działania, które miały na celu ratowanie nasz wszystkich w okresie bardzo poważnego zagrożenia. Oskarżenie za takie działanie jest bez precedensu. Uratowanie kraju przed zapaścią gospodarczą w tych dramatycznych latach pokazuje na odwagę, wzorowe wypełnianie obowiązków - mówił Szałamacha.
Marta Kightley powtórzyła też, że działania prezesa Adama Glapińskiego były "oparte o najlepszą wiedzę ekonomiczną" oraz realizowały polski interes ekonomiczny. Następnie Rafał Sura mówił o przepisach, które gwarantują niezależność NBP. Zarzuty wobec instytucji nazwał "mglistymi". Zaznaczył też, że decyzje NBP nie były decyzjami samego Adama Glapińskiego, bo te są podejmowane kolegialnie. Opowiadał też o tym, że wcześniej nikt nie posunął się do pozywania prezesa NBP na podstawie tych przepisów. Prosił też o podanie konkretnych rzeczy, jakie niezgodnie z prawem zrobił prezes Adam Glapiński. Jednocześnie bronił go, mówiąc, że w Polsce nikt nie jest sądzony za słowa, a zarzuty dotyczą właśnie tego, co Adam Glapiński mówił. Stwierdził, że oskarżenia są oderwane od faktów i nie mają podstaw prawnych.
W ubiegłym tygodniu grupa posłów z partii Jarosława Kaczyńskiego złożyła wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności z ustawą zasadniczą zapisów ustawy o Trybunale Stanu dotyczących pociągnięcia do odpowiedzialności konstytucyjnej prezesa NBP. Jednym z punktów we wniosku jest m.in. zbadanie ustawy o TS i zapisu, który mówi, że "z chwilą podjęcia przez Sejm uchwały o pociągnięciu konkretnej osoby do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu osoba ta zawieszana jest w czynnościach związanych z wykonywaną funkcją czy stanowiskiem". Kontroli miałby być również poddany przepis o większości bezwzględnej potrzebnej do "podjęcia uchwały Sejmu o postawieniu przed Trybunałem Stanu m.in. Prezesa Narodowego Banku Polskiego".
Wniosek dotyczący postawienia przed Trybunałem Stanu może złożyć w Sejmie prezydent lub co najmniej 115 posłów. Potem trafia on do komisji odpowiedzialności konstytucyjnej. Uchwałę o postawieniu przed TS Sejm podejmuje się bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.