Zaczęło się od wpisu Jacka Sasina, w którym starał się podważyć twierdzenia o tym, że Orlen na polskim rynku paliw monopolistą. "Często słyszę ze strony opozycji, że Grupa Orlen stała się monopolistą? Jakim monopolistą? Przecież na polskim rynku działają wielkie koncerny paliwowe, mają tu swoje stacje benzynowe. Nie ma mowy o żadnym monopolu, jest mowa o tym, że polski podmiot może skutecznie konkurować z zagranicznymi koncernami. Rozumiem, że to niektórych boli, że niektórzy chcieliby, aby Polska była tylko kolonią wielkich koncernów. My mamy inną filozofię" - napisał były minister.
Na ten wpis postanowił odpowiedzieć Jacek Krawiec, który szefował Orlenowi w latach 2008-2015. "Panu Sasinowi pomyliła się pozycja monopolistyczna, którą Orlen kontrolujący 100 proc. produkcji paliw w Polsce niewątpliwie posiada, ze sklepami monopolowymi obecnymi na stacjach wszystkich koncernów paliwowych, gdzie polityka cenowa jest zdecydowanie bardziej rynkowa" - stwierdził.
Potem były minister aktywów państwowych przeszedł do zdecydowanego ataku. Napisał, że Jacek Krawiec "ręcznie zaniżał ceny na stacjach Orlenu" po to, "żeby robić dobrze Tuskowi przed wyborami 2011 roku". Sasin zarzucił przy tym swojemu oponentowi, że działo się to "ze stratą dla wyników Orlenu".
W odpowiedzi mógł przeczytać, że "polityka cenowa Orlenu w latach 2008-2015 (w przeciwieństwie do lat 2016-2023) była wielokrotnie kontrolowana przez niezależny wówczas UOKiK". A także, że taka kontrola przeprowadzana była także "dla roku wyborczego 2011".
Pana kłamstwa o tym, że ręcznie zaniżałem ceny oraz że działo się to ze stratą dla wyników Orlenu, nie mają żadnego pokrycia w faktach, a są tylko żałosną próbą rozmycia odpowiedzialności za wielomiliardowe straty Orlenu w wyniku sztucznego zaniżania cen paliw przed wyborami 2023
- dodał w kolejnym wpisie Krawiec i zapowiedział, że podejmie w związku z tym kroki prawne przeciwko Sasinowi.
W listopadzie Jacek Krawiec w rozmowie z magazynem "Forbes" ostro skrytykował Daniela Obajtka i kierowany przez niego Orlen. - Prezes dał się poznać jako człowiek totalnie podporządkowany interesom jednej partii politycznej. To prezes, który zlikwidował w Orlenie wszelkie procedury, co widać było wyraźnie przy okazji manipulowania cenami paliw przed i po wyborach. Oceniam, że w przypadku standardów zarządzania Orlen został cofnięty o jakieś 20 lat. Obajtek sprawił, że firma, która była przez lata wizytówką Polski za granicą, wielokrotnie nagradzaną na arenie międzynarodowej, jest dziś sterowana ręcznie, pod dyktando oczekiwań partii politycznej - ocenił.
Pomimo rosnących cen ropy na światowym rynku oraz paliw drożejących w innych państwach europejskich, przed wyborami koszt zakupu benzyny na stacjach Orlenu regularnie spadał. Niższe ceny paliwa na stacjach polskiego koncernu według części obserwatorów mogły być wynikiem wyprzedaży zasobów strategicznych. Cena za litr spadła w pewnym momencie nawet poniżej 6 zł. Zdaniem wielu analityków, to działanie Orlenu podyktowane było zbliżającym się okresem wyborczym i miało na celu zwiększenie poparcia dla partii rządzącej. Eksperci ostrzegali, że po wyborach ceny wystrzelą i tak się rzeczywiście stało. Efekt możemy obserwować dziś na stacjach paliw.