"Forbes" oszacował majątek Charlie Mungera na koniec życia na 2,6 mld dolarów. Za to miliarder mógłby kupić sobie kilka ekskluzywnych willi w całych Stanach Zjednoczonych. Zamiast tego przez 70 lat mieszkał w jednym i tym samym domu w Los Angeles - donosi "Fortune". Stało za tym konkretne przekonanie.
Otóż Charlie Munger uważał, że mieszkanie w rezydencjach pełnych przepychu nie prowadzi do szczęścia. Swoją opinię opierał na doświadczeniu swoich zamożnych przyjaciół. "Fortune" opisuje, że Munger obserwował ich, jak się bogacili, a później wydawali swoją fortunę na nieruchomości i stawali się mniej szczęśliwi. Dodatkowo większy dom oznaczał większe wydatki. Przed zakupem wielkiej rezydencji powstrzymywała go również obawa o dzieci. Miliarder nie chciał, żeby jego potomni byli przyzwyczajeni do bogactwa, bo bał się, że to ich zepsuje.
Charles Munger urodził się 1 stycznia 1924 roku. Jako dziecko pracował na część etatu w sklepie spożywczym prowadzonym w Omaha w stanie Nebraska przez dziadka znanego inwestora, Warrena Buffetta. Później studiował matematykę na Uniwersytecie Michigan oraz prawo na Harvardzie. Służył także w marynarce wojennej USA. Do 1968 roku zajmował się nieruchomościami, a potem podjął decyzję, że bardziej interesuje go inwestowanie i w połowie lat 70. rozpoczął współpracę z Warrenem Buffettem. Zmarł 28 listopada w wieku 99 lat. Rodzina przekazała, że odszedł w spokoju, w szpitalu w Kalifornii.