Korowód traktorów pod Bramą Brandenburską. Niemieccy rolnicy są wściekli na rząd

Do Berlina w poniedziałek wjechały tysiące traktorów. Niemieccy rolnicy protestowali przeciwko decyzjom rządu. Obawiają się, że koszty ich działalności drastycznie wzrosną.
Protest niemieckich rolników
Fabian Sommer / AP

W kilku niemieckich miastach w czwartek ruszyły protesty przeciwko obniżkom dopłat do paliwa i zniesieniu ulg podatkowych dla pojazdów rolniczych. Największa demonstracja odbyła się w Berlinie. Zapowiedziane przez rząd cięcia w rolnictwie wynikają ze zmian w budżecie, wymuszonych wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego.

Traktory wjechały do Berlina. Niemcy protestują

Już od wczesnego rana drogi dojazdowe do Berlina były zapchane traktorami i maszynami rolniczymi. Szef Niemieckiego Związku Rolników Joachim Rukwied powiedział, że "miarka się przebrała", nie kryjąc oburzenia planami rządu. Według zapowiedzi do stolicy Niemiec miało przyjechać 3 tys. ciągników. 

Gniew protestujących wywołała decyzja koalicji rządowej o zniesieniu ulg podatkowych dla ciągników i dopłat do paliwa rolniczego. Zmiany mają przynieść rządzącym milionowe oszczędności i pomóc w załataniu dziury budżetowe po tym, jak w listopadzie Trybunał Konstytucyjny za niezgodne z prawem uznał przeniesienie tak zwanego długu covidowego do funduszu klimatycznego.

Według rolników rząd Olafa Scholza naraża ich na ogromne straty, co może poskutkować poważnym kryzysem na rynku żywności. Wstawił się za nimi minister rolnictwa Cem Özdemir. "To nie jest dobre rozwiązanie. Będę rozmawiał z ministrami o wycofaniu każdej decyzji, która osłabiłaby konkurencyjność niemieckiego rolnictwa w Europie" - zapewnił polityk Zielonych. Rukwied zapowiedział natomiast, że rolnicy będą w styczniu stawiać "zacięty opór" planom rządu, jeśli poniedziałkowe protesty nie przyniosą skutków. 

Napięta sytuacja w Niemczech

Nie tylko rolnicy mają problem z decyzjami niemieckiego rządu. W kraju nie cichnie debata na temat kryzysu budżetowego. W rozmowie z ARD szef resortu finansów, Christian Lindner zapewnił, że redukcja wydatków budżetowych i przestrzeganie hamulca długu nie obciążą osób pracujących. Zdaniem szefa FDP niektóre stawki podatku zostaną nawet obniżone.

Słowom tym sprzeciwiają się chadecy z opozycji, którzy utrzymują, że minister finansów "kłamie w żywe oczy". "To nie przypadek, że wysyp wyssanych z palca informacji następuje właśnie wtedy, gdy rząd walczy o przetrwanie" - mówi z przekąsem członek Komisji Budżetowej Bundestagu Mathias Middelberg.

Polityk CDU twierdzi, że obietnice podatkowe mają odwrócić uwagę od innych obciążeń finansowych, które czekają niemieckich obywateli. Restrykcje finansowe przewidują między innymi likwidację zwolnienia z podatku paliwa lotniczego stosowanego w przewozach krajowych i podwyższenie opłaty za emisję CO2. "Nadchodzi potężny cios w kieszenie Niemców" - dodaje Mathias Middelberg.

Niemiecka gospodarka kończy rok w najgorszej sytuacji od lat - oceniają analitycy z monachijskiego instytutu Ifo. Według nich wszystkie jej główne sektory pozostają w "obszarze recesyjnym". Zamówienia kurczą się szczególnie w przemyśle i budownictwie. Indeks instytutu Ifo osiągnął w grudniu wartość 86,4 punktów. To gorszy wynik od listopadowego, ale też od opublikowanych wcześniej prognoz. Eksperci spodziewali się odczytu na poziomie 87,8 punktów. W ich ocenie dane te mają również związek z kryzysem budżetowym. "Zapowiedź redukcji wydatków przestraszyła wielu przedsiębiorców" - tłumaczy makroekonomista Klaus Wohlrabe.

Spadek liczby nowych zamówień odnotowano głównie w branży budowlanej. Jak wynika z ustaleń instytutu Ifo, jest ona w najgorszej sytuacji od 18 lat. W pierwszej połowie 2023 roku liczba zezwoleń na budowę nowych mieszkań spadła o 27 procent w porównaniu z tym samym okresem w roku poprzednim. Do optymizmu nie skłaniają też prognozy na przyszły rok.

"To dla nas wszystkich jak zimny prysznic, niestety spodziewamy się dalszego zmniejszenia produkcji zarówno w budownictwie, jak i branży przemysłowej" - wróży ekonomista Commerzbanku Jörg Krämer, dodając, że recesja w Niemczech może się dać we znaki wszystkim gospodarkom regionu.

Więcej o: