Awantura w Sejmie, posłowie PiS wyszli, Andrzej Domański mówi o budżecie: Powstał w cztery dni

Posłowie PiS starli się z marszałkiem Szymonem Hołownią, a następnie wyszli z sali. Zrobili to tuż przed wystąpieniem Andrzeja Domańskiego. Minister Finansów przedstawiał ustawę budżetową na przyszły rok. Mówił m.in. o prognozach dla inflacji.
Andrzej Domański w Sejmie
fot. Ministerstwo Finansów

Czwartkowe obrady Sejmu zaczęły się od sporych emocji. Gdy o 9.30 na sejmową mównicę wyszedł Roman Giertych, posłowie PiS zaczęli skandować "do więzienia, do więzienia". Chwilę później wtargnął tam Mariusz Błaszczak, który domagał się głosu. - Pan nie ma nic wspólnego z demokracją i praworządnością - stwierdził polityk PiS. - Traktuję to jako obstrukcję - odpowiadał Szymon Hołownia. Do mównicy podszedł też Marek Suski, który marszałka Sejmu nazwał "oszustem". Posłowie PiS zablokowali mównicę, a następnie, tuż przed wystąpieniem Andrzeja Domańskiego, opuścili salę sejmową. 

Zobacz wideo Błaszczak, Kamiński i Macierewicz w natarciu na Hołownię! "Jest pan oszustem!"

Pierwsze czytanie budżetu w Sejmie

Minister finansów przedstawiał ustawę budżetową, którą rząd przyjął we wtorek 19 grudnia i która w czwartek trafiła do pierwszego czytania w Sejmie. 

Budżet ten powstawał w wyjątkowych okolicznościach w ciągu czterech dni, dzięki wielkiemu zaangażowaniu pracowników Ministerstwa Finansów, za które serdecznie dziękuję

- mówił Andrzej Domański. 

Minister finansów mówił, że zmiana władzy "wywołała pozytywną reakcję gospodarki i rynków finansowych". Zwrócił uwagę na umocnienie się złotego, który od wyborów jest jedną z najsilniejszych walut na świecie. Przytoczył też dobre wyniki giełdy, czyli wzrost indeksu WIG o 17 proc., a WIG20 o 19 proc. Podkreślił też, że zmorą polskiego gospodarki w ostatnich latach była inflacja i dodał, że "najbliższe miesiące dają nadzieję na stabilizację sytuacji w tym zakresie". Jako główną przyczyn podał normalizację stosunków z Unią Europejską oraz oczekiwany napływ środków z KPO

- Ze względu na poprawę dynamiki wzrostu gospodarczego zwiększy się także popyt na pracę. W efekcie przeciętne zatrudnienie w gospodarce narodowej wzrośnie o 1,2 proc. W efekcie nominalny wzrost przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w przyszłym roku wyniesie 9,8 proc., a więc o ponad 3 punkty procentowe powyżej prognozowanej inflacji. Polskie gospodarstwa domowe będą zatem odrabiać straty wywołane drożyzną ostatnich lat - mówił Andrzej Domański. 

Przewidujemy, że średnioroczna inflacja w 2024 roku wyniesie 6,6 proc., a więc wyraźnie mniej niż w ostatnich latach. Niepewność co do prognoz w tym zakresie jest jednak wysoka

- mówił minister.

Dodał, że "czynnikiem ryzyka dla przyjętego scenariusza makroekonomicznego jest koniunktura w otoczeniu zewnętrznym Polski, w szczególności koniunktura w Unii Europejskiej, będącej naszym największym partnerem handlowym". 

Domański wspomniał też o wydatkach, które zawarto w nowym budżecie. - Podkreślić należy bezprecedensowy wzrost wynagrodzeń nauczycieli oraz pracowników państwowej sfery budżetowej, wzrost świadczenia wychowawczego do 800 złotych także program "Aktywny rodzic", znany jako popularne, tak zwane "babciowe" - mówił. 

Rząd przyjął ustawę budżetową

Według nowej ustawy budżetowej dochody mają wynieść 682 miliardy złotych, wydatki - 866 miliardów, co oznacza deficyt budżetowy na poziomie 184 miliardów złotych. Minister finansów Andrzej Domański poinformował, że budżet tworzony jest przy założeniu trzyprocentowego wzrostu PKB w przyszłym roku oraz inflacji na poziomie 6,6 procent.

Potrzeby pożyczkowe netto sięgną w 2024 roku 250 miliardów złotych. Premier Donald Tusk poinformował, że rząd zapewnił w budżecie 30-procentowe podwyżki dla nauczycieli i 20-procentowe dla sfery budżetowej. Trzy miliardy 200 milionów złotych zostanie przeznaczonych na część rozwojową i w ramach subwencji trafi do samorządów. Premier poinformował też, że w projekcie budżetu na 2024 roku są środki na finansowanie świadczenia 800 plus, 13. i 14. emerytury oraz podwójną waloryzację rent i emerytur, jeśli inflacja przekroczy 5 procent.

Więcej o: