We wtorek Donald Tusk po pierwszym posiedzeniu rządu zapowiadał, że media publiczne nie otrzymają dofinansowania z budżetu, do momentu ich uzdrowienia. Później się okazało, że w ustawie okołobudżetowej na 2024 rok na ten cel zapisano aż 3 mld zł, między innymi dla TVP. Minister Finansów Andrzej Domański tłumaczy teraz w mediach, że tych pieniędzy telewizja wcale nie musi dostać.
Pieniądze dla mediów publicznych, dla TVP zostały wstrzymane. Powiem to jasno i wyraźnie - żadna złotówka w ramach tego, co mamy tutaj zapisane w budżecie, a dokładniej mówiąc, żadna obligacja do TVP nie popłynie. Wszyscy wiemy dlaczego, przez ostatnie osiem lat widzieliśmy tę fabrykę kłamstwa
- zadeklarował w piątek Domański w TVN24 w programie "Jeden na jeden".
- Dokonamy audytu TVP. Zobaczymy, jakie można zrobić tam oszczędności i wtedy będziemy podejmować potencjalne dalsze kroki. Natomiast jest dla mnie ewidentne, że oszczędności w TVP są niezbędne i możliwe. Ale dopiero po audycie będziemy dokonywać kolejnych kroków - mówił minister finansów.
Na uwagę, że 3 mld zł to ogromna kwota, Domański powiedział, że tyle proponował wcześniej PiS. Później tłumaczył, że choć rząd nie zmienił jej wysokości, to w przepisach doszło do ważnej zmiany, którą trudno zauważyć. - W projekcie PiS minister finansów był zobligowany, aby na wniosek KRRiT przekazać TVP obligacje. W tej chwili minister finansów może (ale nie musi - red.) przekazać te obligacje. Chciałbym zapewnić, że nie ma takiej intencji. Przynajmniej do momentu, gdy dokonamy audytu finansów oraz zobaczymy, czy są możliwe oszczędności - stwierdził minister finansów. Dodał, że rozmawiał o tym już z ministrem kultury, Bartłomiejem Sienkiewiczem.
Jeśli ta kwota w ogóle popłynie, to będzie istotnie niższa
- zadeklarował Domański.
We wtorek rząd zaprezentował nowy budżet. Potrzeby pożyczkowe sięgną 250 mld zł, na co złoży się w głównej mierze deficyt. Ten wyniesie 184 mld zł, czyli 20 mld zł więcej, niż w projekcie ustawy budżetowej PiS, co politycy opozycji skrzętnie wytykali nowym władzom.
Od momentu przegrania wyborów, PiS złożył projekty lekko szacując na 50-60 mld zł dodatkowych wydatków. Ważne żeby powiedzieć, że ten dodatkowy deficyt to niemal w całości podwyżki dla nauczycieli. (...) To są pieniądze, które my traktujemy jako pieniądze na długoterminowy wzrost gospodarczy, Polski nie stać, żeby nauczyciele zarabiali tak słabo
- powiedział Domański w TVN24.
Minister Finansów wyjaśnił, że podwyżki dla nauczycieli będą kosztować budżet 25 mld zł. 2,3 mld zł, o których wspominał premier Donald Tusk, to koszt podwyżek dla nauczycieli przedszkolnych. - Żeby była jasność, rząd nie miał obowiązku zabezpieczyć tych środków. W przeszłości, gdy podnoszono wynagrodzenia nauczycieli, to ciężar przedszkoli spadał na samorządy. My zrobiliśmy inaczej, nie chcemy dokładać samorządom nowych zadań finansowych, nie zapewniwszy finansowania - mówił Domański.
Dopytywany o rosnące wydatki wyjaśnił ponownie, że są to pieniądze na podwyżki dla nauczycieli, budżetówki, ale również większe środki na "utylizacje wysypisk śmieci". - Znaleźliśmy kilka miejsc, gdzie można te środku wydać w bardzo efektywny sposób. Chociażby pół miliarda złotych na finansowanie procedury in vitro, 150 mln zł na modernizację akademików - wyliczał Domański.
- Mieliśmy cztery dni (na stworzenie budżetu - red.), ale myślę, że ta najważniejsze potrzeby związane z naszym programem, z ustaleniami z umowy koalicyjnej udało nam się do tego budżetu włożyć - stwierdził minister finansów.
Likwidacja funduszu kościelnego była jednym z 100 konkretów Koalicji Obywatelskiej. W budżecie zapisano jednak na ten cale rekordowe 257 mln zł. Domański mówił, że ich postulat nie znalazł się w umowie koalicyjnej.
- Jako rząd koalicyjny nie mogliśmy skreślić tego funduszu od tak, skoro takiego kroku nie ma w umowie koalicyjnej. W tej chwili nie ma zgody w koalicji na likwidację funduszu kościelnego. Były od Trzeciej Drogi zgłaszane zastrzeżenie odnośnie likwidacji funduszu kościelnego. Nie będę zdradzał argumentacji, to jest pytanie do polityków Trzeciej Drogi. KO ma ten punkt w 100 konkretach, natomiast w umowie koalicyjnej tego nie ma i ewentualne zmiany mogą być dokonywane dopiero na poziomie prac parlamentarnych - wyjaśnił minister finansów.
Domański tłumaczył, że wzrost nakładów na Kościół wynika ze wzrostu płacy minimalnej, która przekłada się na wyższe składki. - Fundusz kościelny w zdecydowanej większości odpowiada za odprowadzanie składek duchownych - mówił Domański. Stwierdził też, że wysokość dopłaty może zostać ograniczona na etapie prac parlamentarnych.