Adam Glapiński szykuje straszak na rząd Tuska? "Bezsensowny krzyk polityczny"

Wyprzedaży obligacji przez Narodowy Bank Polski nie należy się bać. Piotr Kuczyński, analityk Xelion przekonuje, że gdyby robiono to stopniowo, byłoby to uzasadnione. Gorzej, gdyby wyprzedano je hurtowo - na raz, wtedy system finansowy mógłby się załamać. Taki scenariusz, według Kuczyńskiego, jest jednak praktycznie nierealny.
Adam Glapiński
Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Obligacje zakupione w trakcie pandemii przez Narodowy Bank Polski znalazły się w centrum politycznych wydarzeń. Ireneusz Dąbrowski, członek Rady Polityki Pieniężnej zapowiadał, że ich sprzedaż jest realna i NBP może to wkrótce rozważać. Ich nieprzemyślana wyprzedaż mogłaby doprowadzić do zachwiania polskimi finansami. Natychmiast podniosły się głosy, że może to być "bat" na rząd Donalda Tuska i narzędzie, mające odstraszyć nową ekipę przed postawieniem przed Trybunałem Stanu Adama Glapińskiego. Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion w rozmowie z Next.gazeta.pl uspokaja, że jedno z drugim nie ma nic wspólnego. 

Zobacz wideo Glapiński przed Trybunałem Stanu? Grzegorz Schetyna: To wymaga wcześniejszego audytu

Obawy przed sprzedażą obligacji nieuzasadnione

- Gdyby NBP ramach wpływu na ograniczenie inflacji stopniowo, podkreślam słowo stopniowo, wyprzedawał te 144 mld zł obligacji, które kupił w trakcie pandemii, wcale by mnie to nie dziwiło. Wielkiego szoku, by z tego powodu nie było i krzyk polityczny, że NBP chce załatwić rząd, uważałbym za totalnie bezsensowny. Oczywiście gdyby, a niektórzy tak to traktują, NBP rzucił te 140 parę miliardów jednym ruchem, to doprowadziłoby do zadłużenia. Ale na 99,(9) proc. to się nie stanie - uspokaja Kuczyński. Ekonomista przypomina, że w ten sposób zaczął już działać m.in. Europejski Bank Centralny czy Fed, które systematycznie wyprzedają obligacje.  

Banki centralne używają bowiem dwóch metod walki z inflacją. Albo podnoszą stopy procentowe, albo wyprzedają obligacje. Mogą też robić jedno i drugie. Aktualnie inflacja spada. W grudniu wyniosła 6,2 proc., a Adam Glapiński na ostatniej konferencji prasowej zapowiadał, że w kolejnych miesiącach może nawet spaść poniżej 3 proc. W drugiej połowie roku zapowiedział jednak odbicie - Inflacja na pewno wzrośnie, może nawet znacząco, do 6-7 proc. - przewidywał prezes NBP. Trudno jednak powiedzieć jak zareaguje na te wahania inflacyjne Rada Polityki Pieniężnej.  

Wszystko w rękach Rady Polityki Pieniężnej

- Wszystko zależy od tego, jak Rada Polityki Pieniężnej podejdzie do kwestii inflacji, czy należy z nią walczyć - zacieśniając politykę monetarną, na przykład wyprzedając obligacje, czy nie. To nie jest przesłanie płynące z góry od Boga. To jest decyzja dotycząca polityki pieniężnej i wpływu inflacji na gospodarkę - mówił Kuczyński zapytany o to, jaka jest szansa, że RPP zacznie wyprzedawać rzeczone obligacje. Przypomnijmy, że od października ubiegłego roku stopy procentowe są na poziomie 5,75 proc.    

Doniesienia o tym, że NBP wyprzeda obligację "na złość Tuskowi" ekonomista nazywa "niepoważnymi". - Oczywiście to ładnie brzmi i rzeczywiście wpływałoby na podwyższenie rentowności długu rządowego, bo wtedy rząd musiałby sprzedawać z nieco wyższą rentownością niż NBP. To by oczywiście tak działało, ale jeżeli by to miało na celu walkę z inflacją i byłaby to stopniowa redukcja bilansu NBP, to ja bym w tym nie widział nic złego - przekonuje Piotr Kuczyński.  

Więcej o: