Obligacje zakupione w trakcie pandemii przez Narodowy Bank Polski znalazły się w centrum politycznych wydarzeń. Ireneusz Dąbrowski, członek Rady Polityki Pieniężnej zapowiadał, że ich sprzedaż jest realna i NBP może to wkrótce rozważać. Ich nieprzemyślana wyprzedaż mogłaby doprowadzić do zachwiania polskimi finansami. Natychmiast podniosły się głosy, że może to być "bat" na rząd Donalda Tuska i narzędzie, mające odstraszyć nową ekipę przed postawieniem przed Trybunałem Stanu Adama Glapińskiego. Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion w rozmowie z Next.gazeta.pl uspokaja, że jedno z drugim nie ma nic wspólnego.
- Gdyby NBP ramach wpływu na ograniczenie inflacji stopniowo, podkreślam słowo stopniowo, wyprzedawał te 144 mld zł obligacji, które kupił w trakcie pandemii, wcale by mnie to nie dziwiło. Wielkiego szoku, by z tego powodu nie było i krzyk polityczny, że NBP chce załatwić rząd, uważałbym za totalnie bezsensowny. Oczywiście gdyby, a niektórzy tak to traktują, NBP rzucił te 140 parę miliardów jednym ruchem, to doprowadziłoby do zadłużenia. Ale na 99,(9) proc. to się nie stanie - uspokaja Kuczyński. Ekonomista przypomina, że w ten sposób zaczął już działać m.in. Europejski Bank Centralny czy Fed, które systematycznie wyprzedają obligacje.
Banki centralne używają bowiem dwóch metod walki z inflacją. Albo podnoszą stopy procentowe, albo wyprzedają obligacje. Mogą też robić jedno i drugie. Aktualnie inflacja spada. W grudniu wyniosła 6,2 proc., a Adam Glapiński na ostatniej konferencji prasowej zapowiadał, że w kolejnych miesiącach może nawet spaść poniżej 3 proc. W drugiej połowie roku zapowiedział jednak odbicie - Inflacja na pewno wzrośnie, może nawet znacząco, do 6-7 proc. - przewidywał prezes NBP. Trudno jednak powiedzieć jak zareaguje na te wahania inflacyjne Rada Polityki Pieniężnej.
- Wszystko zależy od tego, jak Rada Polityki Pieniężnej podejdzie do kwestii inflacji, czy należy z nią walczyć - zacieśniając politykę monetarną, na przykład wyprzedając obligacje, czy nie. To nie jest przesłanie płynące z góry od Boga. To jest decyzja dotycząca polityki pieniężnej i wpływu inflacji na gospodarkę - mówił Kuczyński zapytany o to, jaka jest szansa, że RPP zacznie wyprzedawać rzeczone obligacje. Przypomnijmy, że od października ubiegłego roku stopy procentowe są na poziomie 5,75 proc.
Doniesienia o tym, że NBP wyprzeda obligację "na złość Tuskowi" ekonomista nazywa "niepoważnymi". - Oczywiście to ładnie brzmi i rzeczywiście wpływałoby na podwyższenie rentowności długu rządowego, bo wtedy rząd musiałby sprzedawać z nieco wyższą rentownością niż NBP. To by oczywiście tak działało, ale jeżeli by to miało na celu walkę z inflacją i byłaby to stopniowa redukcja bilansu NBP, to ja bym w tym nie widział nic złego - przekonuje Piotr Kuczyński.