-12,6 pkt - tyle w styczniu wyniósł tzw. bieżący wskaźnik koniunktury konsumenckiej, według najnowszych danych GUS. Najogólniej rzecz biorąc, mierzy on nasz zakupowy optymizm, m.in. ocenę sytuacji ekonomicznej (swojej i kraju) oraz skłonność do dokonywania ważnych zakupów. Cały wskaźnik (oraz jego poszczególne składowe) może przybierać wartość od 100 (gdy wśród konsumentów panuje idylliczny optymizm) do -100 (gdy absolutnie wszyscy widzą pogarszającą się sytuację).
Wynik -12,6 pkt może nie wygląda olśniewająco, niemniej jest najlepszy od wybuchu pandemii w 2020 r. Słowem, od niemal czterech lat Polacy nie byli w tak dobrych nastrojach konsumenckich jak obecnie.
Co więcej, można się spodziewać, że to jeszcze nie koniec. Tzw. wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej - który bada nie aktualną ocenę, ale przewidywania na najbliższych 12 miesięcy - też jest już na poziomie najwyższym od pandemii, a wręcz bardzo bliski odczytom z ostatnich miesięcy przed jej wybuchem.
Na czteroletnim szczycie są "subindeksy" głównych wskaźników - m.in. oczekiwana zmiana sytuacji finansowej rodziny w najbliższych 12 miesiącach oraz poczucie gotowości do realizowania "ważnych zakupów" (GUS jako takie wymienia np. meble i sprzęt RTV/AGD). Jednocześnie - co również warto podkreślić - niemal najlepiej od połowy 2021 r. oceniamy nasze obecne i przyszłe możliwości oszczędzania. Ciekawe jest też to, że również zmianę ogólnej sytuacji ekonomicznej Polski w ostatnim roku oceniamy najlepiej od lipca 2020 r., a oczekiwania co do niej na najbliższy rok mamy najlepsze od wybuchu pandemii.
Wart uwagi jest nie tylko sam poziom naszych nastrojów, ale też tempo ich odbudowy. Jeszcze w październiku 2022 r. biliśmy historyczne rekordy pesymizmu. Bieżący wskaźnik był wtedy gorszy nawet niż po wybuchu pandemii. Wskaźnik wyprzedzający niżej niż jesienią 2022 r. był tylko w kwietniu i maju 2020 r., czyli w okresie największego lockdownu. Inflacja pod koniec 2022 r. rosła, pojawiały się obawy o ceny i dostępność opału, gazu, ciepła i energii zimą. "Trzymały" nas wciąż też strachy o bezpieczeństwo militarne kraju - było kilka miesięcy po pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę.
Po nieco ponad roku jesteśmy w znacznie lepszym położeniu - przynajmniej w naszych opiniach. Inflacja wyraźnie spadła i - jak też pokazuje badanie - coraz mniej nas zajmuje. W końcu realnie, czyli szybciej od cen, rosną nasze dochody (przynajmniej średnio rzecz biorąc). Jakkolwiek brutalnie to zabrzmi, spowszedniała nam też wojna w Ukrainie i obawy o los naszej ojczyzny również odeszły na dalszy plan.
Żeby nie było wątpliwości - na tle kilku ostatnich lat przed wybuchem pandemii obecne wskaźniki optymizmu wciąż nie wyglądają szczególnie imponująco. Obrazuje to choćby poniższy wykres. Niemniej po wybuchu pandemii tak wysoko bieżący i wyprzedzający wskaźnik nastrojów zakupowych Polaków jeszcze nie był.
Ekonomiści spodziewają się, że poprawa koniunktury konsumenckiej powinna wspierać dalszy wzrost konsumpcji gospodarstw domowych. Słowem - mamy najlepsze w tej dekadzie nastroje do wydawania pieniędzy. Właśnie konsumpcja ma być zdaniem ekonomistów motorem napędowym polskiej gospodarki w 2024 r.
Sam optymizm jednak nie wystarczy, trzeba mieć jeszcze co wydawać. A w zasadzie na odwrót - gdy mamy co wydawać (albo liczymy, że wkrótce będziemy mieli), to rośnie nasz apetyt na zakupy. Dlatego ekonomiści swoje prognozy co do istotnego wzrostu konsumpcji prywatnej w Polsce w 2024 r. (o około 4-5 proc.) opierają m.in. na powrocie do realnego wzrostu średnich wynagrodzeń, zapowiedzianych podwyżkach dla nauczycieli i budżetówki, dużym wzroście płacy minimalnej i również sporej (około 12-procentowej) waloryzacji emerytur i rent w marcu. Do tego dochodzi m.in. podniesienie 500 plus do 800 zł na dziecko oraz zapowiedziane "babciowe" (czyli świadczenie 1500 zł miesięcznie dla rodzin dzieci do 3 lat, wypłacane po powrocie matki na rynek pracy). Ekonomiści Santander Banku skalę wzrostu dochodów do dyspozycji gospodarstw domowych w Polsce w 2024 r. oszacowali na aż 250 mld zł.
***
Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu: