Takich danych nie było od czterech lat. Dobrze wróżą naszemu wzrostowi gospodarczemu

Nasze bieżące nastroje zakupowe oraz oceny na przyszłość są najwyższe od wybuchu pandemii. Od lat Polacy tak dobrze (albo - tak mało źle) nie oceniali swojej sytuacji finansowej i gotowości do realizowania ważnych zakupów. Z historycznego dna, na którym byliśmy jeszcze kilkanaście miesięcy temu, wychodzimy coraz śmielej na powierzchnię.
Konwencja wyborcza PiS w Lublinie
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

-12,6 pkt - tyle w styczniu wyniósł tzw. bieżący wskaźnik koniunktury konsumenckiej, według najnowszych danych GUS. Najogólniej rzecz biorąc, mierzy on nasz zakupowy optymizm, m.in. ocenę sytuacji ekonomicznej (swojej i kraju) oraz skłonność do dokonywania ważnych zakupów. Cały wskaźnik (oraz jego poszczególne składowe) może przybierać wartość od 100 (gdy wśród konsumentów panuje idylliczny optymizm) do -100 (gdy absolutnie wszyscy widzą pogarszającą się sytuację). 

Zobacz wideo Jakie sposoby na oszczędzanie mają Polacy? [SONDA]

Wynik -12,6 pkt może nie wygląda olśniewająco, niemniej jest najlepszy od wybuchu pandemii w 2020 r. Słowem, od niemal czterech lat Polacy nie byli w tak dobrych nastrojach konsumenckich jak obecnie. 

embed

Nastroje na przyszłość też najwyższe od wybuchu pandemii

Co więcej, można się spodziewać, że to jeszcze nie koniec. Tzw. wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej - który bada nie aktualną ocenę, ale przewidywania na najbliższych 12 miesięcy - też jest już na poziomie najwyższym od pandemii, a wręcz bardzo bliski odczytom z ostatnich miesięcy przed jej wybuchem. 

Na czteroletnim szczycie są "subindeksy" głównych wskaźników - m.in. oczekiwana zmiana sytuacji finansowej rodziny w najbliższych 12 miesiącach oraz poczucie gotowości do realizowania "ważnych zakupów" (GUS jako takie wymienia np. meble i sprzęt RTV/AGD). Jednocześnie - co również warto podkreślić - niemal najlepiej od połowy 2021 r. oceniamy nasze obecne i przyszłe możliwości oszczędzania. Ciekawe jest też to, że również zmianę ogólnej sytuacji ekonomicznej Polski w ostatnim roku oceniamy najlepiej od lipca 2020 r., a oczekiwania co do niej na najbliższy rok mamy najlepsze od wybuchu pandemii.

embed

Wielka zmiana od jesieni 2022 r.

Wart uwagi jest nie tylko sam poziom naszych nastrojów, ale też tempo ich odbudowy. Jeszcze w październiku 2022 r. biliśmy historyczne rekordy pesymizmu. Bieżący wskaźnik był wtedy gorszy nawet niż po wybuchu pandemii. Wskaźnik wyprzedzający niżej niż jesienią 2022 r. był tylko w kwietniu i maju 2020 r., czyli w okresie największego lockdownu. Inflacja pod koniec 2022 r. rosła, pojawiały się obawy o ceny i dostępność opału, gazu, ciepła i energii zimą. "Trzymały" nas wciąż też strachy o bezpieczeństwo militarne kraju - było kilka miesięcy po pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę.

Po nieco ponad roku jesteśmy w znacznie lepszym położeniu - przynajmniej w naszych opiniach. Inflacja wyraźnie spadła i - jak też pokazuje badanie - coraz mniej nas zajmuje. W końcu realnie, czyli szybciej od cen, rosną nasze dochody (przynajmniej średnio rzecz biorąc). Jakkolwiek brutalnie to zabrzmi, spowszedniała nam też wojna w Ukrainie i obawy o los naszej ojczyzny również odeszły na dalszy plan. 

Żeby nie było wątpliwości - na tle kilku ostatnich lat przed wybuchem pandemii obecne wskaźniki optymizmu wciąż nie wyglądają szczególnie imponująco. Obrazuje to choćby poniższy wykres. Niemniej po wybuchu pandemii tak wysoko bieżący i wyprzedzający wskaźnik nastrojów zakupowych Polaków jeszcze nie był.

Nastroje konsumenckie najlepsze od lat, i co z tego?

Ekonomiści spodziewają się, że poprawa koniunktury konsumenckiej powinna wspierać dalszy wzrost konsumpcji gospodarstw domowych. Słowem - mamy najlepsze w tej dekadzie nastroje do wydawania pieniędzy. Właśnie konsumpcja ma być zdaniem ekonomistów motorem napędowym polskiej gospodarki w 2024 r. 

Sam optymizm jednak nie wystarczy, trzeba mieć jeszcze co wydawać. A w zasadzie na odwrót - gdy mamy co wydawać (albo liczymy, że wkrótce będziemy mieli), to rośnie nasz apetyt na zakupy. Dlatego ekonomiści swoje prognozy co do istotnego wzrostu konsumpcji prywatnej w Polsce w 2024 r. (o około 4-5 proc.) opierają m.in. na powrocie do realnego wzrostu średnich wynagrodzeń, zapowiedzianych podwyżkach dla nauczycieli i budżetówki, dużym wzroście płacy minimalnej i również sporej (około 12-procentowej) waloryzacji emerytur i rent w marcu. Do tego dochodzi m.in. podniesienie 500 plus do 800 zł na dziecko oraz zapowiedziane "babciowe" (czyli świadczenie 1500 zł miesięcznie dla rodzin dzieci do 3 lat, wypłacane po powrocie matki na rynek pracy). Ekonomiści Santander Banku skalę wzrostu dochodów do dyspozycji gospodarstw domowych w Polsce w 2024 r. oszacowali na aż 250 mld zł.

***

Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu:

Więcej o: