Zapytany o ustalenia Najwyższej Izby Kontroli ws. fuzji Orlenu oraz Lotosu premier Donald Tusk był bardzo powściągliwy. - Nie chce wyprzedzać faktów - podkreślał, choć między wierszami zdradził, że, nie tylko NIK zajmuje się tym, co działo się w Orlenie i Lotosie. Sprawie mają przyglądać się także inne służby państwowe.
- Mówimy nie tylko o fuzji. Byliśmy przecież świadkami wielu bulwersujących zdarzeń wokół aktywności Orlenu i pana Obajtka - mówił dalej Donald Tusk. Podkreślał, że wszystko, co dotychczas wie, a bazuje jedynie na materiałach przygotowanych przez poprzedników, stawia prezesa Orlenu Daniela Obajtka oraz ówczesnego ministra aktywów państwowych Jacka Sasina "w paskudnym świetle".
- Proszę o chwilę cierpliwości. Będziemy wyciągać konsekwencje prawne i organizacyjne, ale nie chce epatować państwa. Nie robimy tego po to, żeby mieć temat na konferencje prasowe. To dotyczy bardzo poważnych interesów, dlatego ostrożność jest wskazana - podkreślał Donald Tusk.
Premier zapowiedział jednak, że możemy być pewni, iż "już niedługo opinia publiczna pozna szokujące aspekty działania niektórych przedstawicieli rządu oraz szefostwa Orlenu w kontekście lotosu, oraz planów inwestycyjnych czy energetycznych". - Nawet dla kogoś takiego jak pan Kamiński to było niedopuszczalne, co robili jego koledzy z rządu i o tym też polska opinia publiczna wkrótce się dowie - dodał na koniec premier.
Przypomnijmy, że na początku tygodnia światło dzienne ujrzał raport Najwyższej Izby Kontroli o działalności Orlenu. Główny zarzut dotyczył tego, że koncern "zbył podmiotom prywatnym aktywa co najmniej o 5 mld zł poniżej szacowanej przez NIK ich wartości, w tym zbycie udziałów Rafinerii Gdańskiej na rzecz Aramco nastąpiło poniżej wartości wyceny o ok. 3,5 mld zł". We wtorek Orlen wystosował publiczne stanowisko, w którym podkreślił, że transakcji dokonano zgodnie z ceną rynkową, a zarzuty NIK "nie mają uzasadnienia".