Pięcioletnia Arya Białek występuje w reklamach telewizyjnych. Jest twarzą znanych marek, m.in. Allegro, Nestle, Reserved, Smyk i Zalando. Jednak z powodu problemów finansowych jej rodziców, Urząd Skarbowy zdecydował o zajęciu konta.
Anita Białek, mama Aryi, jest właścicielką firmy transportowej. Z powodu nieuczciwych firm, które nie zapłaciły za usługi, kobieta straciła ok. 130 tys. zł. Na tym się nie skończyło. Firma Anity Białek skorzystała z usług firmy faktoringowej FaktorOne, która umożliwiała szybsze otrzymanie płatności. Wtedy rodzina odkryła, że ich firma transportowa miała wpisane zadłużenie w wysokości ponad 500 tys. zł w Biurze Informacji Kredytowej (BIK), mimo że ich limit zadłużenia wynosił tylko 100 tys. zł i 12 tys. euro - pisze "Wprost".
Chociaż firma FaktorOne zapewniała, że ogromna kwota wynikała z błędu systemu, to wpis o potężnym zadłużeniu widniał w BIK przez cztery lata. Dopiero po tak długim czasie rodzina Białków zorientowała się, że błąd nie został usunięty. Tymczasem zgodnie z prawem, instytucje finansowe powinny aktualizować takie wpisy co siedem dni.
Z powodu błędu Urząd Skarbowy zajął prywatne i firmowe konta. Co więcej, fiskus wysłał list do agencji reklamowej, z którą pięcioletnia Arya ma podpisaną umowę, w którym przekazał, że pieniądze mają być wpłacane na konto urzędu. Wcześniej ten sam urząd zajął Aryi 19 wypłat ze świadczenia 500 plus w łącznej kwocie 9,5 tys. zł. Urząd Skarbowy przejął również wynagrodzenie pięciolatki za jedną z kampanii reklamowych, które wynosiło zaledwie 642 zł - informuje "Wprost".
Anita Białek złożyła zażalenie w sprawie odebrania świadczenia 500 plus. "To wprost nieprawdopodobne, moje dziecko zostanie okradzione przez państwo, które już wiele razy pozwoliło okraść mnie innym oszustom? Doprawdy silne i potężne to państwo, które jedną ręką daje, a drugą zabiera" - napisała w piśmie. Jednak fiskus nie odpowiedział na zażalenie, a pieniędzy dziecka wciąż nie udało się odzyskać.
Eksperci oceniają, że urząd popełnił fatalny błąd. - Urząd Skarbowy nic nie może mieć do tych pieniędzy. To są pieniądze dziecka, które nie podlegają żadnemu zajęciu - skomentował prof. Robert Gwiazdowski dla "Wprost". Z kolei Marek Isański, przedsiębiorca i założyciel Fundacji Praw Podatnika dodał, że "dziecko nie odpowiada za długi matki i każdy urzędnik o tym doskonale wie".
Sprawą zainteresowała się Rzeczniczka Praw Dziecka. Monika Horna-Cieślak, która "zdecydowała o niezwłocznym podjęciu działań".