"Widmo wojny handlowej krąży nad światem". Trump sięgnie do wypróbowanych metod

"Widmo krąży nad światem, widmo wznowienia wojny handlowej" - wieszczą ekonomiści Pekao. Powodem są oczywiście nadchodzące wybory prezydenckie w USA i zapowiedzi Donalda Trumpa.
USA-ELECTION/TRUMP-BIDEN
Fot. REUTERS/Sam Wolfe

Powrót Donalda Trumpa na stanowisko prezydenta USA - a sondaże dają mu na to spore szanse - może oznaczać nie tylko zmianę podejścia Stanów Zjednoczonych do zobowiązań płynących z artykułu 5. NATO (co Trump w weekend jawnie sugerował). Ekonomiści Pekao przypominają, że oznaczałoby to także nową odsłonę wojen handlowych.

Zobacz wideo Aleksander Kwaśniewski: Przywódcy europejscy powinni ustalić plan działań na wypadek wygranej Trumpa

Trump zapewne rozpocząłby tę wojnę od drastycznych podwyżek ceł importowych.

W przestrzeni publicznej krążą przynajmniej trzy propozycje: 60-procentowe cło na wszystkie towary z Chin, 10 proc. cła na cały import i odebranie Chinom statusu uprzywilejowanego partnera handlowego (co implikowałoby podniesienie ceł do ponad 40 proc.)

- pisze Pekao. Eksperci przypominają podobne działania na mniejszą skalę z lat 2018-2019, gdy USA podniosły cła na ogniwa fotowoltaiczne, pralki, stal i aluminium oraz towary z Chin. To spotkało się z odwetem ze strony m.in. Chin, Unii Europejskiej, Kanady, Meksyku i Indii. Łącznie podwyżki amerykańskich ceł podniosły na jeden rok przeciętną stawkę niemal dziesięciokrotnie, z 1,6-1,7 proc. do ok. 14 proc.

Cła? "Ekonomicznie to kit, ale politycznie to hit"

Jeśli Trump wygra, prawdopodobnie spełni swoje obietnice wznowienia wojny handlowej. Cła są przetestowanym instrumentem. Ekonomicznie to kit, ale politycznie to hit

- oceniają ekonomiści Pekao. Powołują się na badania wskazujące, że per saldo Amerykanie stracili na wojnie handlowej w latach 2017-2019 miliardy dolarów. Chińskie działania odwetowe na amerykańską politykę celną miały "zdecydowanie destrukcyjny dla miejsc pracy w USA". Wojna celna nie tylko podbiła ceny, lecz także zmniejszyła dostępność niektórych towarów. 

Wprowadzenie cła i wywołane przez nie działania odwetowe były jednoznacznie niekorzystne dla dobrobytu amerykańskich konsumentów. Politycznie były jednak udanym projektem, nawet jeśli prezydentowi Trumpowi nie udało się w 2020 r. uzyskać reelekcji. Co więcej, stało się tak pomimo tego, że najsilniej dotknięci tymi działaniami byli najpewniej jego właśni wyborcy. Dotyczy to przede wszystkim działań odwetowych innych krajów, które w dużej mierze skupiały się na produktach rolnych - tu badacze są zgodni, że wpływ był tym większy, im większe poparcie dla Partii Republikańskiej i prezydenta Trumpa

- czytamy w analizie Pekao. Jak zauważają analitycy, "teoretycznie wojna handlowa powinna dla republikanów i Trumpa być polityczną trucizną", ale jednak tak się nie stało. 

Wojna handlowa była politycznie korzystna dla republikanów, dlatego - zdaniem ekonomistów z Pekao - należy oczekiwać jej kolejnej odsłony po ewentualnym powrocie Donalda Trumpa na fotel prezydenta USA. Tym bardziej że - jak przekonują - ekspansja Chin np. w przemyśle samochodowym zwiększa szanse, że Trump znajdzie sojuszników w swojej wojnie handlowej poza Stanami Zjednoczonymi.

Wszystko to oznacza, że prezydent Trump (jeśli zostanie ponownie wybrany) będzie miał wszelkie bodźce do tego, żeby w nowej kadencji podwoić stawkę i sięgnąć do wypróbowanych już metod, czyli prowadzić politykę protekcjonistyczną

- oceniają ekonomiści Pekao.

***

Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu:

Więcej o: