- Wielu Polaków ma ambicje, żeby dogonić najwyżej rozwinięte gospodarki, m.in. niemiecką - przekonuje w rozmowie z Grzegorzem Siemionczykiem z "Parkietu" i "Rzeczpospolitej" członek Rady Polityki Pieniężnej Ireneusz Dąbrowski. Jak wyjaśnia, żeby tak się stało, Polska "musi stać się hubami w wielu aspektach".
Trzeba budować huby komunikacyjne i logistyczne, czyli m.in. CPK. Trzeba myśleć o przywróceniu żeglugi na Odrze, wzmacnianiu portów kontenerowych. Do tego dochodzą inwestycje w energetyce: budowa elektrowni atomowej, rozwój naftoportów, gazociągów itd. Należy też dążyć do tego, żeby powstał w Polsce hub technologiczny, no i oczywiście inwestować w siły zbrojne
- wyjaśnia i podaje swój pomysł: "te wszystkie inwestycje finansować powinien rząd, a obligacje emitowane na ten cel, skupowane przez banki komercyjne, powinien móc odkupować NBP".
Innymi słowy, propozycja Dąbrowskiego to w pewnym sensie powtórka z lat 2020-2021, gdy po wybuchu pandemii NBP obejmował z rynku wtórnego część obligacji skarbowych i gwarantowanych przez Skarb Państwa, dostarczając w ten sposób płynność na rynek i stabilizując rentowności papierów. Banki komercyjne zamieniały wskutek tego obligacje na rezerwy w banku centralnym. Skala tych operacji otwartego rynku NBP przekroczyła 140 mld zł. Z jednej strony, rozwiązanie to pozwoliło rządowi złagodzić skalę załamania gospodarczego. Z drugiej - w pewnym publicystycznym uproszczeniu był to po prostu "dodruk" pieniędzy: wprowadzenie na rynek dodatkowych pieniędzy celem pobudzenia gospodarki (konsumpcji, inwestycji itd.).
Od tego czasu Narodowy Bank Polski nie kontynuuje luzowania ilościowego. Ba, ten sam Ireneusz Dąbrowski z RPP sugerował w styczniu, że w razie wzmożonego popytu w gospodarce w dalszej części roku (skutkującym odbiciem inflacji) NBP mógłby rozważyć odwrotny ruch - zacieśnianie ilościowe. "NBP będzie musiał rozważyć skrócenie swojej pozycji w obligacjach covidowych i część tych papierów sprzedać na rynku żeby ściągnąć nadwyżkę pieniądza" - mówił. Z ostatnich wypowiedzi prezesa Glapińskiego wynika jednak, że zarząd NBP nie planuje takiego ruchu.
W każdym razie - Dąbrowski jest zdania, że Narodowy Bank Polski powinien włączyć się w proces finansowania strategicznych dla Polski inwestycji. Należy natomiast w tym miejscu jasno zaznaczyć: to wyłącznie opinia Dąbrowskiego, która nie jest wiążąca ani dla NBP, ani dla rządu.
Co ciekawe, inwestycyjne luzowanie ilościowe w wersji Dąbrowskiego to nie pierwszy w ostatnich dniach oryginalny pomysł na finansowanie budowy CPK. W świetle niechęci z rządu do tego projektu w mediach społecznościowych pojawił się pomysł - podłapany przez zwolenników tej inwestycji - aby częściowo była ona finansowania ze specjalnych obligacji detalicznych (czyli dla osób prywatnych). W ten sposób każdy sprzymierzeniec CPK mógłby współfinansować ten projekt.
W rozmowie z "Rzeczpospolitą" członek RPP przedstawił także swoją opinię nt. stóp procentowych w Polsce. Jego zdaniem szanse na obniżkę w tym roku są "dużo poniżej 50 procent". Dąbrowski obawia się, że ewentualne wycofanie się rządu z tarcz antyinflacyjnych "przełoży się na oczekiwania inflacyjne i spowoduje efekty drugiej rundy". Członek RPP niepokoi się też zapowiedzianymi podwyżkami o 20-30 procent dla urzędników i nauczycieli.
Nie da się podwyższyć płac w jednym sektorze, nie napędzając wzrostu w innych sektorach. Anegdotyczne dowody wskazują, że już to się dzieje. Co więcej, przedsiębiorcy zdają sobie sprawę z tego, że duża część społeczeństwa odnotuje wzrost dochodów o 20–30 proc. To stwarza pokusę, żeby podwyższać ceny i marże
- mówi.
***
Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu: