Od kilku tygodni w Polsce trwają protesty rolników. Na transparentach umieszczają oni hasła zwiastujące biedę i upadek polskiej wsi. W głowie mieszkańców miast, którzy zwracają uwagę na drogie ciągniki rolnicze obecne na demonstracjach, pojawia się jednak dysonans. Czy rzeczywiście obawy rolników są uzasadnione?
Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej otworzyło rolnikom drogę do jednolitego rynku i umożliwiło korzystanie z licznych programów finansowanych przez budżet związku. Dużą rolę w rozwoju tego sektora gospodarczego odegrały dopłaty bezpośrednie i środki przekazywane na modernizację gospodarstw i obszarów wiejskich.
Według danych GUS dochód rozporządzalny (dochody, od których odjęto podatki i ubezpieczenia zdrowotne oraz społeczne) na członka gospodarstwa domowego wśród rolników w 2022 r. wyniósł 2328 zł. Dla porównania w przypadku statystycznego pracownika etatowego dochód rozporządzalny za ten sam rok to 2251 zł. Na co dzień rolnicy mogą pochwalić się również niskimi składkami odprowadzanymi do KRUS, które nie są tak odczuwalne jak te przekazywane na rzecz ZUS. Życie na wsi wiąże się także z niższymi kosztami życia i większą przestrzenią życiową. Wynika to z faktu, iż rolnicy częściej dziedziczą domy i gospodarstwa po rodzicach.
Jak wielokrotnie relacjonowaliśmy wcześniej, główną przyczyną niezadowolenia i niepokojów rolników jest sprowadzanie produktów rolnych z Ukrainy oraz polityka UE w zakresie gospodarki rolnej, w szczególności założenia Zielonego Ładu. - Trzeba przyznać, że zeszłoroczne otwarcie rynku było źle przygotowane, popełniono wiele błędów - mówił w rozmowie z Business Insider Jerzy Plewa, przez lata dyrektor generalny w Komisji Europejskiej związany z rolnictwem.
- Czasem mam wrażenie, że rolnicy widzą drzewa zamiast lasu. Bo sytuacja wsi w ciągu ostatnich kilkunastu lat ulegała poprawie. Czy ma szansę się pogorszyć? Na pewno problemem może być wyhamowanie konsumpcji żywności w Unii. (...) Nie mam wielkich obaw, że ze strony Ukrainy zaleje nas tania żywność, nawet jak Ukraina wejdzie do UE. A negocjacje trwają bardzo długo, do tego będą okresy przejściowe... A za te 20 lat polityka rolna Unii będzie wyglądała zupełnie inaczej niż dziś - argumentował Plewa. Zdaniem eksperta protesty są źle zorganizowane, ponieważ brakuje im wyraźnych liderów, a sami protestujący nie wysuwają konkretnych postulatów i nie proponują własnych rozwiązań.
Celem Zielonego Ładu jest osiągnięcie przez państwa członkowskie neutralności klimatycznej do 2050 r. Mają w tym pomóc liczne ustawy, które zobowiązują rolników m.in. do ograniczenia używania nawozów, zmniejszenia zużycia antybiotyków, podejmowania działań na rzecz poprawy jakości żywności, a także zmierzania w kierunku rolnictwa ekologicznego. Polscy przedstawiciele branży rolnej są jednak zdania, że Zielony Ład doprowadzi do wzrostu kosztów produkcji przy jednoczesnym spadku uzyskiwanych z niej dochodów.
Rosnące niezadowolenie wśród rolników w całej Europie zaowocowało już wycofaniem projektu, który miał za zadanie do 2030 r. zredukować o połowę ilość zużywanych pestycydów. Pod naporem protestów zrezygnowano także z obowiązkowego ugorowania czterech proc. gruntów, a rolnictwo zostało wyłączone z obowiązkowej redukcji CO2 o 90 proc. do 2040 r.