3 proc. rok do roku - o tyle urosła sprzedaż detaliczna w styczniu, według najnowszych danych GUS. To odczyt w cenach stałych, czyli po odjęciu efektu inflacji. Inny słowy, w styczniu kupiliśmy (m.in. w sklepach spożywczych, budowlanych, księgarniach, drogeriach czy na stacjach paliw) o 3 proc. więcej niż rok temu. W cenach bieżących GUS zaraportował wzrost o 4,6 proc. To odczyt z uwzględnieniem zmian cen. Oznacza, że w styczniu wydaliśmy na zakupy o tyle więcej niż w styczniu 2023 r.
Wynik w końcu jest dużo lepszy od prognoz ekonomistów. Konsensus prognoz (według macronext.pl) wynosił 1,4 proc. na plusie. "W końcu", bo w ostatnich miesiącach dane o sprzedaży detalicznej wyglądały wręcz koszmarnie. De facto bardzo słabo wyglądały przez cały 2023 rok, ale w jego drugiej części wyniki były szczególnie rozczarowujące względem oczekiwań.
Niby wszystko szło bowiem w dobrym kierunku - powrócił realny wzrost płac (czyli wyższy od inflacji), a w badaniach deklarowaliśmy coraz większą skłonność do zakupów. A potem przychodziły dane za listopad i grudzień, które były wręcz szokująco słabe. Zamiast prognozowanych wzrostów (w cenach stałych), GUS raportował spadki.
W styczniu sytuacja się odwróciła. Wygląda to trochę tak, jakby podwyżka 500 plus do 800 zł, płacy minimalnej z 3600 zł do 4242 zł brutto (oraz ogółem duże wzrosty płac, oczywiście średnio rzecz biorąc) w końcu przełożyły się na nasze wzmożone wydatki.
Polski konsument wraca nad kreskę. (...) To dobry wynik, ale trzeba analizować grudzień (tu: słaby) i styczeń (tu: mocny) razem. Boomu nie ma
- komentują ekonomiści Pekao.
Wyższy od oczekiwań wzrost płac w styczniu przełożył się na wyższą od konsensusu sprzedaż detaliczną (...). Czekamy na wyraźniejsze symptomy poprawy popytu na dobra trwałe. Podtrzymujemy ocenę, że wzrost PKB w 2024 będziemy zawdzięczali konsumpcji
- piszą z kolei analitycy ING Banku Śląskiego. Z danych GUS wynika, że najmocniej rok do roku urosła sprzedaż pojazdów i części do nich (o 22 proc.), mocno także paliw (o ponad 13 proc.). Wciąż natomiast duży spadek sprzedaży notuje branża meblarska (o blisko 17 proc.) i tekstylna (o niemal 25 proc.). Nadal też symbolicznie pod kreską jest sprzedaż żywności.
Dane o sprzedaży detalicznej są o tyle ważne, że zdaniem ekonomistów to właśnie konsumpcja prywatna - wsparta m.in. dużą podwyżką płacy minimalnej i generalnie średniej pensji w gospodarce (realnie, czyli po odjęciu inflacji, było z tym w styczniu według GUS najlepiej od 16 lat!), wzrostem 500 plus do 800 zł, a niebawem też podwyżkami w budżetówce i edukacji oraz ponad 12-procentową waloryzacją rent i emerytur - będzie motorem napędowym polskiego PKB w 2024 r.
Z drugiej strony, bardzo możliwe, że boom konsumpcyjny będzie przytłumiony, bo sporą część wyższych dochodów postanowimy przeznaczyć na (od)budowę oszczędności. Jednocześnie - i zwracają na to uwagę m.in. członkowie Rady Polityki Pieniężnej - duży wzrost popytu w gospodarce na skutek podwyżek dochodów do dyspozycji może być czynnikiem proinflacyjnym.
W każdym razie, dane o sprzedaży detalicznej w styczniu wyglądają zdecydowanie najlepiej z zespołu liczb, które ostatnio podał GUS. Bez szału było w styczniu w przemyśle, w budowlance zaś wręcz zaskakująco słabo. "Początek nowego roku nie napawa optymizmem" - komentowali ekonomiści mBanku.
***
Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu: