Pociągi Newagu same się wyłączały. KM wyjaśniają, co z pasażerami, którzy mieli być w nich "uwięzieni"

Koleje Mazowieckie wyjaśniły, co działo się z pasażerami, którzy przebywali w pociągach Newagu, gdy te przez awarię wyłączały się na stacji Mińsk Mazowiecki. Wyborcza.biz pisała, że pasażerowie byli "uwięzieni". Sprawa toczy się wokół afery nowosądeckiej firmy, która miała sabotować własne pociągi.
Pierwsze pociągi Impuls 45WE z fabryki Newagu jeżdżą w barwach Kolei Mazowieckich. Warszawa, Dworzec Wschodni, 8 czerwca 2015 r.
Fot. Agata Grzybowska / Agencja Wyborcza.pl

"Rzeczywiście na stacji Mińsk Mazowiecki zaistniało kilkanaście przypadków samoczynnego zatrzymania pociągu, lecz każde z nich miało miejsce przy peronach stacyjnych, co umożliwiało bezpieczne wyjście podróżnych na peron lub oczekiwanie w pociągu na dalsze kontynuowanie podróży. Nie było więc zagrożenia bezpieczeństwa podróżnych. Po takim zatrzymaniu pociągi musiały być uruchomione przez serwis techniczny PESA Mińsk Mazowiecki lub serwis KM" - poinformowały Koleje Mazowieckie w komunikacie przesłanym do naszej redakcji. 

Zobacz wideo Ekspert: Do Mielca kursują 4 pociągi dziennie, tylko w dni robocze

To odpowiedź na publikacje medialne, które zdaniem KM zawierały nieprawdziwe stwierdzenia. Wyborcza.biz opublikowała bowiem artykuł opatrzony tytułem: "Pasażerowie tkwili w pociągach Newagu po fałszywych awariach. 'Niebywały skandal' w Kolejach Mazowieckich". 

Afera Newag dotknęła Kolei Mazowieckich. Pociągi z pasażerami stawały, ale nikt nie utknął

Jak pisaliśmy w naszym tekście na ten temat, w samym artykule wyborczej.biz poza tytułem oraz leadem (w którym czytamy, że pasażerowie KM "byli uwięzieni" w pociągach) nie było wzmianki na temat tego, co się działo z pasażerami w trakcie awarii. Artykuł bazował na interpelacji w sprawie afery Newag i jej wpływu na Koleje Mazowieckie, którą wystosował radny mazowieckiego sejmiku Ludwik Rakowski (KO). 

W odpowiedzi na interpelację Rakowskiego nie opisano, jakie skutki dla pasażerów niosło samoczynne wyłączanie się pociągów. Z dokumentu dowiadujemy się tylko tego, jak rozwiązano problem. Także w mediach próżno szukać informacji o pasażerach uwięzionych w pociągu na stacji Mińsk Mazowiecki ani tym bardziej o tym, że sytuacja się powtarzała. I to, mimo że bez problemu można znaleźć informacje o takich sytuacjach na Pomorzu i Śląsku.

W interpelacji zwrócono jedynie uwagę, że problemy te zaobserwowano "w momencie przekazania ezt 45WE do wykonawcy naprawy w poziomie utrzymania P4, tj. Pesa Mińsk Mazowiecki S.A., który wygrał postępowanie przetargowe na ww. naprawę". Naszym zdaniem mogło to sugerować, że w czasie awarii pasażerów w ogóle nie było w pociągu. Skierowaliśmy więc pytanie do KM, które po kilku dniach wystosowały cytowany na początku tekstu komunikat. Okazało się, że owszem składy nie były puste w czasie awarii, ale też - zgodnie z oświadczeniem KM - pasażerowie nie "byli w nich uwięzieni" i mogli opuścić pojazd bez większych problemów. 

Prokuratura sprawdza, czy Newag celowo uszkadzał pociągi swojej produkcji

Cała sprawa sięga co najmniej 2022 roku. Wówczas doszło do serii awarii pociągów Impuls należących do firmy Newag z Nowego Sącza. Pojazdy te są wykorzystywane m.in. przez Koleje Dolnośląskie, PolRegio czy warszawską Szybką Kolej Miejską. Usterki doprowadziły m.in. do opóźnień i zmian w rozkładach jazdy. 

Po tych wydarzeniach firma SPS Mieczkowski przyjęła od Newagu zlecenie na serwisowanie Impulsów jeżdżących dla Kolei Dolnośląskich. I to właśnie wtedy miały zacząć się problemy z taborami. Do SPS trafiły cztery zepsute pociągi, a firma nie mogła znaleźć przyczyny tajemniczej usterki. W efekcie Koleje Dolnośląskie zaczęły jej naliczać kary umowne. Koniec końców zepsute Impulsy wróciły do Newagu i dopiero tam udało się je naprawić. Gdy do firmy SPS zaczęły docierać liczne pogłoski o tym, że powodem usterek w Impulsach może być celowa ingerencja w oprogramowanie pociągów, ta postanowiła skorzystać z pomocy hakerów z grupy Dragon Sector. 

Nasza analiza dla firmy SPS Mieczkowski trwała dwa miesiące. Po tym czasie udało się nam odblokować pociągi. Dziś jesteśmy pewni, że to było celowe działanie ze strony Newagu. Odkryliśmy ingerencje producenta w oprogramowanie, które prowadziły do wymuszonych usterek, do tego, że pociągi nie ruszały z miejsca

- tłumaczył w rozmowie z Onetem Michał Kowalczyk, jeden z członków Dragon Sector. W kolejnych tygodniach do ekspertów z Dragon Sector zaczęli zgłaszać się inne spółki kolejowe, które też miały problem z serwisowaniem Impulsów.

Newag kategorycznie odcina się od oskarżeń wysuwanych przez SPS Mieczkowski i Dragon Sector. Firma poinformowała, że w tej sprawie zawiadomiła już "odpowiednie służby". W kontakcie z odpowiednimi instytucjami pozostają też Koleje Mazowieckie. Do Newagu natomiast weszła prokuratura. - Potwierdzam, że były wykonywane czynności w sprawie, związane z zabezpieczeniem materiałów w siedzibach spółek objętych dochodzeniem - powiedziała rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Krakowie prokuratorka Katarzyna Duda w rozmowie z portalkolejowy.pl. Policja i prokuratura weszły do siedziby firmy Newag w Nowym Sączu w poniedziałek 12 lutego.

Spółka wyjaśniła, że toczą się dwa śledztwa. Jedno z zawiadomienia Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), a drugie z zawiadomienia samego Newagu. "Obydwa postępowania mają charakter przygotowawczy. Wedle wiedzy spółki nikomu nie postawiono zarzutów. Współpracujemy z organami ścigania, w szczególności poprzez udostępnianie wszelkich niezbędnych danych i dokumentów, ponieważ zależy nam na sprawnym i rzetelnym wyjaśnieniu wszystkich wątków sprawy" - przekazał rzecznik spółki Łukasz Mikołajczyk w oświadczeniu, które cytuje portalkolejowy.pl.

Więcej o: