Składka zdrowotna po nowemu. Jeśli to przejdzie, przedsiębiorcy złapią pana Boga za nogi [LICZYMY]

Ministrowie finansów i zdrowia ogłosili w czwartek założenia planowanych zmian w składce zdrowotnych dla przedsiębiorców. W jej efekcie osoba samozatrudniona z dochodem np. 15 tys. zł miesięcznie płaciłaby na publiczny system ochrony zdrowia mniej niż pracownik etatowy z płacą minimalną. Ile zyskaliby przedsiębiorcy? Liczymy.
.
Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Wyborcza.pl

Na początku zaznaczmy: sprawa budzi olbrzymie kontrowersje na łonie koalicji rządzącej. Na czwartkowej konferencji minister finansów pytany o potencjalne reakcje koalicjantów przekonywał, że propozycja obniżenia składki zdrowotnej dla przedsiębiorców realizuje przecież zapisy umowy koalicyjnej ("odejdziemy od opresyjnego systemu podatkowo-składkowego m.in. poprzez wprowadzenie korzystnych i czytelnych zasad naliczania składki zdrowotnej"). Jednocześnie widok np. Adriana Zandberga podnoszącego rękę w Sejmie za drastyczną obniżką składki zdrowotnej od osób z bardzo wysokimi dochodami byłby - delikatnie rzecz ujmując - jednym z najbardziej osobliwych w historii polskiego parlamentaryzmu.

Zobacz wideo Marek Zuber: Rok 2024 będzie rokiem zwiększonego kupowania, ale i wyższych zarobków

Zandberg już zapowiedział zresztą, że posłowie partii Razem (jest ich siedmioro) zagłosują przeciw tej propozycji. Również szefowa całego sejmowego klubu Lewicy Anna Maria Żukowska mówiła w rozmowie z Gazeta.pl, że "na tę chwilę nie widzi poparcia dla tego projektu". Dlatego mimo wszystko nie należy traktować czwartkowych założeń jako projektu, który na pewno wejdzie w życie od 2025 r. w takim kształcie, w jakim go właśnie przedstawiono.  

Składka zdrowotna ostro w dół. Tak to ma wyglądać

Z wyliczeń Ministerstwa Finansów wynika, że na proponowanych zmianach zyskałoby 93 proc. osób samozatrudnionych. A być może nawet więcej, bo możliwe, że ci, którzy mieliby na reformie nie zyskiwać (22 proc. osób na ryczałcie), zmienią formę opodatkowania na lepszą. O "zyskach" być może mogliby mówić kolejni pracownicy etatowi, którzy przekalkulują sobie, że samozatrudnienie będzie im się bardziej opłacać. A także pracodawcy, których może kusić wypchnięcie na umowy B2B części kadry. Straci budżet państwa, który według Ministerstwa Finansów będzie musiał zrekompensować NFZ-owi ubytek około 4-5 mld zł utraconych składek.

Świetnie sedno reformy oddają poniższe trzy wykresy, pokazujące poziom składki zdrowotnej obecnie i według proponowanych zasad. W przypadku skali podatkowej i podatku liniowego niebieska linia (czyli składka po zmianach) zawsze jest niżej od czerwonej (składka obecnie) - nawet w przypadku bardzo wysokich dochodów. Tracą tylko ryczałtowcy o przychodach rocznych rzędu około 750 tys. zł i więcej. 

embed
embed
embed

Zjazd składki zdrowotnej będzie bardzo znaczący dla wielu przedsiębiorców. W przypadku skali podatkowej, na której rozlicza się ponad połowa osób samozatrudnionych, nowa składka miałaby wynosić 6,75 proc. płacy minimalnej. W obecnych warunkach oznaczałoby to ok. 286 zł miesięcznie, w 2025 r. zapewne około 310 zł. Dla porównania, dziś od płacy minimalnej odbija się składkę zdrowotną ok. 329 zł miesięcznie, przy wyższych płacach jeszcze więcej.

Poniżej tabela dla najprostszej sytuacji, w której osoba na działalności (rozliczająca się na skali podatkowej) ma dochody w określonej wysokości, od których odliczono wyłącznie (pełne) składki społeczne. Jak widać, przy niższych dochodach różnica to około 100 zł, przy wyższych grubych kilkaset złotych. Przy najwyższych spadek składki to nawet ponad tysiąc złotych, aczkolwiek może się okazać, że za to podatek PIT jest wówczas wyższy i korzystniej jest się rozliczyć liniowo.

embed

W przypadku podatku liniowego analogiczne jak dla skali podatkowej zasady obowiązywałyby do dochodów rzędu dwukrotności przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce. Nie sprecyzowano na konferencji, o jaki konkretnie wskaźnik chodzi (czy np. prognozowane na przyszły rok, czy z jakiegoś okresu poprzedniego roku), niemniej można szacować, że byłoby to w 2025 r. około 17 tys. zł dochodów miesięcznie. Od nadwyżki ponad ten pułap dodatkowo naliczano by składkę 4,9 proc. Dla osób wpadających w ten próg dodatkowe założenie jest takie, że zamiast co miesiąc wyliczać i płacić inną składkę, można by uiszczać przez cały rok stałą (na podstawie rocznego dochodu z poprzedniego roku), po czym ją rozliczyć (dopłacić różnicę albo dostać jej zwrot).

Poniżej ponownie tabela dla najprostszej sytuacji, w której osoba na działalności (rozliczająca się liniowo) ma dochody w określonej wysokości, od których odliczono wyłącznie (pełne) składki społeczne.

embed

UWAGA! Powyższe tabele abstrahują od faktu, że przy niższych dochodach bardziej opłaca się ze względów podatkowych skala podatkowa, a przy wyższych - podatek liniowy. Według wyliczeń Łukasza Kozłowskiego, głównego ekonomisty Federacji Przedsiębiorców Polskich, w takim modelowym przypadku rozliczenie na zasadach podatku liniowego staje się atrakcyjniejsze względem skali podatkowej w okolicach dochodów 20 tys. zł miesięcznie. W praktyce warto pamiętać, że każda sytuacja jest indywidualna, zależy np. od tego czy przedsiębiorca korzysta z ulg podatkowych albo wspólnego rozliczenia z żoną (dostępne tylko na skali podatkowej). 

Przy ryczałcie zamiast obecnych trzech stawek (w zależności od rocznych przychodów) byłyby dwie. Jedna - analogiczna jak na skali i podatku liniowym, czyli ryczałt 6,75 proc. płacy minimalnej na dany rok (w 2025 r. zapewne około 310 zł). Druga - wspomniany ryczałt plus 3,5 proc. nadwyżki od przychodów ponad próg czterokrotności przeciętnego wynagrodzenia. Można szacować, że w 2025 r. tym progiem byłoby około 420 tys. zł rocznie (około 35 tys. zł miesięcznie). W tym przypadku, podkreślmy natomiast, chodzi o przychody, a nie dochody.

Składka zdrowotna dla przedsiębiorców ostro w dół. Dlaczego sprawa jest tak kontrowersyjna?

Proponowana obniżka składek od osób samozatrudnionych budzi skrajne emocje m.in. dlatego, że przedsiębiorcy to grupa bardzo niejednorodna. Z jednej strony to właściciel osiedlowego warzywniaka, który zarabia niewiele, rzadko może pozwolić sobie na wolne (bo jak nie pracuje, to nie ma na składki zdrowotne i społeczne) i ryzykuje swoim majątkiem. Średnio rzecz ujmując przedsiębiorcy pracują też w tygodniu dłużej niż na etatowcy. Zdaniem części osób, m.in. ze względu na te ryzyka i niedogodności, należą się przedsiębiorcom daleko idące preferencje od państwa względem innych pracujących.

Z drugiej strony na działalnościach gospodarczych jednak mamy też np. lekarza albo programistę, którzy świadczą usługi dla jednego pracodawcy, nierzadko mają prawo do płatnego urlopu albo choroby jak na etacie, niczym nie ryzykują, a samozatrudnienie jest dla nich (oraz zatrudniających) sposobem na optymalizację podatkowo-składkową względem etatu. Nie tworzą też żadnych dodatkowych miejsc pracy. No a pośrodku tych skrajności mamy po prostu wielu "prawdziwych" przedsiębiorców, którzy też powinni solidarne z resztą społeczeństwa łożyć na system ochrony zdrowia.

Dane GUS wskazują, że nierówności dochodowe (mierzone tzw. współczynnikiem Giniego) w grupie przedsiębiorców są dużo wyższe niż łącznie dla całego społeczeństwa. Jednocześnie w wąskim gronie osób o najwyższych dochodach dominują osoby samozatrudnione. Z analizy Ministerstwa Finansów opublikowanej w 2022 r. wynika, że w 2018 r. średni dochód podatnika rozliczającego się formularzem PIT-36L (czyli przedsiębiorcy na podatku liniowym) wyniósł ponad 274 tys. zł, a mediana blisko 129 tys. zł.

embed

Plan reformy zaproponowany przez resorty finansów i zdrowia trudno nazwać sprawiedliwym społecznie, ale ma też swoje zalety. Po pierwsze, nieco upraszcza system składkowy, m.in. w przypadku przedsiębiorców na skali podatkowej likwiduje obowiązek comiesięcznego wyliczania podstawy oskładkowania. Po drugie, ma też wykasować kontrowersyjny obowiązek uiszczania składki zdrowotnej od sprzedaży środka trwałego (np. maszyny). 

***

Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu:

Więcej o: