Akcje Dino znów poleciały w dół po tym, jak w czwartek 21 marca spółka ogłosiła wyniki finansowe za 2023 rok. Od wczoraj firm straciła na wartości już 8,2 proc. Problemy Dino trwają już jednak dłużej, bo od początku marca kapitalizacja spółki obniżyła się o 10 mld zł. Akcje spadły z poziomu 480 zł pod koniec lutego do 380 zł w piątek 22 marca.
"Przychody ze sprzedaży w 2023 r. wyniosły 25,7 mld zł i były o 29,6 proc. wyższe niż rok wcześniej. 40 proc. przychodów pochodziło ze sprzedaży produktów świeżych, w szczególności owoców i warzyw, pieczywa oraz świeżego mięsa produkowanego przez zakład mięsny Agro-Rydzyna. Produkty świeże są dostarczane do sklepów Dino każdego dnia o poranku. Dynamika sprzedaży w sklepach, które istnieją dłużej niż rok (like-for-like; LfL) osiągnęła w 2023 r. poziom 17,2 proc." - poinformowało Dino w komunikacie prasowym z czwartku 21 marca.
Zatem skąd na giełdzie wokół spółki panują grobowe nastroje? Problemem są spadające marże. Marża zysku EBITDA w Dino wyniosła w czwartym kwartale 2023 r. 8,3 proc. Rok wcześniej było to 9,1 proc. Za cały 2023 r. marża była na poziomie 8,7 proc. podczas gdy w 2022 - 9,3 proc. "Marża zysku operacyjnego zmniejszyła się z 7,8 proc. w 2022 r. do 7,3 proc. w 2023 r. Na rentowność spółki w 2023 r. niekorzystnie wpływała inflacja cen towarów nabywanych od producentów żywności i odpowiednio niższa dynamika wzrostu cen, po których towary te były później sprzedawane w sklepach Dino. Czynnik ten był kompensowany wysoką dyscypliną spółki w obszarze kosztów sprzedaży i marketingu oraz ogólnego zarządu, skutkującą poprawą ich efektywności" - czytamy w raporcie Dino.
Dino coraz więcej płaci producentom, ale dynamika cen nie pozwala na pokrycie wyższych kosztów poprzez przerzucenie ich na klientów dzięki podwyżkom cen towarów w sklepach. Sieć może i nie bierze udziału w wojnie cenowej między Lidlem Biedronką, ale i tak obrywa rykoszetem. W Biedronce bowiem obniżki cen były możliwe dzięki zejściu z marży, co najpewniej nie pozwoliło podwyższać cen również konkurencji.
- Dino w swojej polityce cenowej dostosowuje się do największego gracza na naszym rynku, czyli Biedronki. Jeśli Biedronka będzie utrzymywać ceny na niższym poziomie, to inni gracze powinni postępować podobnie - gdyby się nie dostosowali, to prędzej czy później zobaczyliby negatywny efekt, jeśli nie na marży, to w postaci częściowego odpływu klientów do innych sklepów - wyjaśniał kilka tygodni temu w Interii Janusz Pięta z BM mBanku.
Zastanawiające może być jednak to, jak wojna cenowa między Lidlem i Biedronką, która rozkręciła się w tym roku, może wpływać na wyniki finansowe Dino za 2023 roku. Odpowiedzi na to pytanie należy szukać w wynikach finansowych Jeronimo Martins, które upubliczniono na początku marca. Okazuje się, że Biedronka obniżała swoje marże na długo przed wojną cenową, czyli presja cenowa na obniżki lub brak podwyżek cen w dyskontach pojawiła się już w ubiegłym roku.
Ale jak pisaliśmy, akcje Dino zaczęły spadać już na początku marca, a nie dopiero po ogłoszeniu wyników finansowych, które były po prostu impulsem do kolejnego załamania się kursu spółki. To również było związane z Biedronką. - Rynek zakładał, że w 2024 r. marżowość EBITDA w Dino ulegnie poprawie. Tymczasem wypowiedź zarządu Jeronimo Martins wskazuje na to, że w Biedronce wystąpią spadki marżowości, a więc prawdopodobnie nastąpią one i w Dino. Osobiście spodziewam się, że w Dino w tym roku marża EBITDA ulegnie pogorszeniu rdr. Część rynku może zatem dostosowywać obecne oczekiwania do sytuacji rynkowej. I stąd te dzisiejsze spadki - mówił Interii w pierwszym tygodniu marca Janusz Pięta.
Spadek marż w Biedronce szedł razem ze spadającą inflacją. To oczywiście nie oznacza, że sieć miała tak bezpośredni wpływ na zmiany cen w Polsce, to byłaby zdecydowanie za daleko wybiegające teza. Jednakże podwyżki marż były według części ekonomistów powodem wysokiej inflacji, a efekt ten nazywano spiralą marżowo-cenową. Długo jednak brakowało konkretnych danych na potwierdzenie tej tezy.
Ale w czerwcu 2023 roku Międzynarodowy Fundusz Walutowy opublikował jednak na X wykres wraz z artykułem ekonomistów MFW, z którego wynikało, że wzrost zysków korporacji przyczynił się w blisko połowie do obecnej inflacji w strefie euro. Wkrótce współautor wykresu i badania wyjaśniał, że interpretowanie wykresu jako dowodu na to, że inflacja została spowodowana przez chciwość korporacji, jest niewłaściwe. Prawidłowa interpretacja jest taka, że firmy szybciej niż pracownicy przystosowały się do szokowego wzrostu kosztów, bo ceny towarów zmieniają się szybciej niż płace. Zdaniem ekonomistów Pekao nie oznacza to, że zachowanie firm było przyczyną wysokiej inflacji, ale że "propagowało impulsy inflacyjne", zamiast brać je na siebie.