Temat rekordowych marż przedsiębiorstw i ich wpływu na inflację w Polsce nie jest nowy, koncepcja spirali marżowo-cenowej ma już pewnie z rok i co rusz rozpala dyskusje wśród ekonomistów. Tym razem zapalnikiem był wykres opublikowany przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (wraz z artykułem ekonomistów MFW), z którego wynikało, że wzrost zysków korporacji przyczynił się w blisko połowie do obecnej inflacji w strefie euro.
Wkrótce współautor wykresu i badania wyjaśniał, że interpretowanie wykresu jako dowodu na to, że inflacja została spowodowana przez chciwość korporacji, jest niewłaściwe. Prawidłowa interpretacja jest taka, że firmy szybciej niż pracownicy przystosowały się do szokowego wzrostu kosztów, bo ceny towarów zmieniają się szybciej niż płace. Osobnym tematem jest to, że teraz część ekonomistów (z MFW, ośrodków analitycznych, a wręcz z Europejskiego Banku Centralnego) zwraca uwagę, że szala zaczyna się przechylać w drugą stronę i większą "zmorą" w zbijaniu inflacji mogą okazywać się teraz podwyżki płac.
Niektórzy ekonomiści postulują związek między rosnącymi marżami firm i wzrostem inflacji, co w Polsce ochrzczone zostało mianem spirali marżowo-cenowej, a prasie anglojęzycznej raczej nazywane jest sellers’ inflation albo greedflation [odpowiednio "inflacja sprzedawcy" i "inflacja chciwości" - red.]
- komentują ekonomiści Pekao w swoim środowym raporcie. Zauważają, że obserwacja, iż wzrost zysków firm na jednostkę produktu jest istotnym elementem krajobrazu gospodarczego, jest już obecna w komunikacji banków centralnych, w tym Europejskiego Banku Centralnego.
Autorzy [raportu MFW - red.] potwierdzają od jakiegoś już czasu przesiąkającą do ekonomicznego mainstreamu tezę, że firmy wykorzystały sprzyjające warunki, w których konkurenci zmuszeni byli równocześnie zareagować na rosnące ceny energii i podniosły ceny bardziej niż rosnące koszty importowanej energii
- wskazują ekonomiści Pekao. Zresztą nie trzeba daleko szukać, sama szefowa EBC Christine Lagarde we wtorek mówiła na forum w portugalskiej Sintrze, że po agresji Rosji na Ukrainę z lutego 2022 roku przedsiębiorstwa na niespotykaną wcześniej skalę przerzucały wyższe koszty na konsumenta, zamiast absorbować je poprzez redukcję marż. To nasilało procesy inflacyjne.
Takie zachowanie było możliwe ze względu na otwieranie się niektórych sektorów po pandemii i realizację stłumionego wcześniej popytu, nagromadzenie się przymusowych oszczędności jak i ekspansywną politykę gospodarczą [m.in. wzrost wydatków publicznych, zmniejszanie obciążeń finansowych obywateli - red.]. W efekcie wkład zysków na jednostkę produktu (unit profit) do inflacji był bliski 2/3 w 2022 r., podczas gdy w poprzednich dwóch dekadach wyniósł ok. 1/3
- relacjonują słowa Lagarde ekonomiści PKO BP dodając, że obecnie część tych uwarunkowań wygasa. Zresztą i w Polsce prezes NBP Adam Glapiński niejednokrotnie - w swoim stylu - mówił m.in. o "żyłowaniu" cen i marż przez producentów czy sieci handlowe.
Wychodzi na to, że firmy (część firm) w Polsce czy Europie wykorzystały sytuację i swoje pozycje, żeby przerzucać szoki kosztowe na klientów (często przy tym podkręcając sobie marże). Zdaniem ekonomistów Pekao nie oznacza to, że ich zachowanie jest przyczyną inflacji, ale że "propagowało impulsy inflacyjne" (miast brać je na siebie). Przepraszam za rolnicze, mało wytworne porównanie, ale biznes pełnił rolę "rozrzutnika" inflacji po gospodarce.
W podobnym tonie wypowiada się główny ekonomista "Pulsu Biznesu" Ignacy Morawski, który zgadza się, że inflacja doprowadziła do redystrybucji dochodów m.in. w stronę właścicieli firm, ale nie widzi tu źródła inflacji. W jego opinii jest nią spadek zdolności produkcyjnych w gospodarce wskutek pandemii i wojny, przy jednoczesnej ekspansywnej polityce rządu (oczekiwanej przez społeczeństwa).
I tu niejako z jednej strony dyskursu mamy choćby doktora Michała Możdżenia z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, związanego z Polską Siecią Ekonomii. Dr Możdżeń jest bodaj twórcą (a na pewno jednym z głównych "orędowników", podobnie jak inni ekonomiści związani z PLSE) pojęcia spirali marżowo-płacowej - wskazującego, że przynajmniej za część inflacji w Polsce i nie tylko odpowiada właśnie wzrost marż firm.
Widać dystrybucję od słabszych do mocniejszych, szczególnie w stronę dużych firm, które mają kontrolę nad łańcuchami dostaw czy rynkami zbytu. Mówię nie tylko np. o Orlenie, ale też choćby sieciach handlowych. Pewnie grupy mogły się zabezpieczać przed niepewnością, jaką wywołuje inflacja, a inne na tym traciły
- komentował w rozmowie z Gazeta.pl dr Możdżeń. W swoich analizach zwraca uwagę, że znaczna część korzyści ze wzrostu cen trafia do przedsiębiorstw.
Z drugiej strony - albo przynajmniej gdzieś obok - jest wyjaśnienie, że to jednak trochę... nasza - konsumentów - wina, bo to nasz wzmożony popyt sprawiał, że "łykaliśmy" podwyżki cen. Prezes Glapiński - znów w swoim, bezpośrednim stylu - mówił kilka miesięcy temu, że "nabywcy mieli za dużo pieniędzy, bo wyższe ceny akceptowali" (i m.in. dlatego podwyżkami stóp - powodującymi wzrost rat kredytów - część tych pieniędzy się im odbiera, żeby przypiłować tenże popyt wzmagający presję inflacyjną).
Na to, że to sprzyjające warunki popytowe pozwalały firmom na pompowanie zysków, wskazywał w swojej niedawnej analizie Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego.
Także we wspomnianym artykule MFW rekomendacja dla strefy euro jest taka, że należy kontynuować restrykcyjną politykę makroekonomiczną, aby zakotwiczać oczekiwania inflacyjne (czyli żebyśmy spodziewali się niskiej inflacji) i utrzymywać ograniczony popyt - i w ten sposób oddziaływać na politykę cenową przedsiębiorstw.
W tym miejscu warto też przywołać opublikowany raptem we wtorek raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego o marżach w polskich przedsiębiorstwach w 2022 r. Wnioski płynące z niego nie pokazują czarno-białego świata, w którym biznes jak jeden mąż żyłował swoje marże podwyżkami cen dla konsumentów. Obraz jest nieco bardziej skomplikowany.
Choć rzeczywiście prawie trzy czwarte badanych firm podniosło w 2022 r. ceny swoich towarów i usług (tłumacząc to m.in. rosnącymi kosztami surowców, półproduktów, energii i pracy), to wzrost marż zadeklarowało "tylko" 40 proc. przedsiębiorstw.
Wśród firm, które podniosły swoje ceny, mniej niż połowa (48 proc.) wskazała na podniesienie marż, 29 proc. pozostawiło marże bez zmian, a 19 proc. obniżyło
- czytamy w raporcie PIE. W 2022 r. wzrosła zarówno liczba firm, którym marże spadły, jak i tych, którym poszły w górę.
Rzeczywiście, część firm wykorzystuje podwyżki cen towarów i usług do zwiększenia marży. Z badania PIE wynika, że 82 proc. przedsiębiorstw ze wzrostem marż podniosło ceny (choć zrobiło to też 66 proc. firm ze spadkiem marż).
Firmy z deklarowanym spadkiem marż wykazywały większą aktywność w poszukiwaniu innych sposobów na kształtowanie marż. Częściej niż firmy ze wzrostem marż redukowały koszty funkcjonowania przedsiębiorstwa (63 proc. wobec 48 proc.), zmieniały dostawców towarów (42 proc. wobec 34 proc.) czy też ofertę asortymentową (28 proc. wobec 23 proc.)
- czytamy w raporcie.
Polski Instytut Ekonomiczny zwraca też uwagę, że mimo lepszych wyników finansowych przedsiębiorstw w 2022 r., pogorszyły się ich wskaźniki ekonomiczno-finansowe.
Rosnącym przychodom firm towarzyszył wzrost kosztów, co przełożyło się na spadek rentowności w większości branż. Rentowność wzrosła jedynie w przedsiębiorstwach zajmujących się górnictwem i wydobywaniem, zakwaterowaniem i usługami gastronomicznymi, działających w edukacji oraz w kulturze, rozrywce i rekreacji, a także w firmach z pozostałej działalności usługowej
- wyliczają ekonomiści.