- Pierwszy raz nie wykluczam podjęcia środków, na które pozwala mi prawo - powiedział we wtorek francuski minister obrony Sébastien Lecornu. Tak członek rządu mówił o potencjalnym rekwirowaniu personelu, zasobów i załogi firm na rzecz produkcji broni. Władze Francji są gotowe priorytetyzować produkcję na cele wojenne względem zamówień cywilnych - czytamy w "Le Monde".
Paryż naciska na krajowy przemysł zbrojeniowy, by ten produkował więcej i szybciej, w celu zaopatrzenia francuskiego wojska oraz podtrzymania wsparcia dla Ukrainy. Sébastien Lecornu podkreślał, że wspomniane przejęcia nie są w tym momencie narzędziem, które rząd chce wykorzystywać w pierwszej kolejności. Taka opcja byłaby rozważana, jeśli produkcja i jej tempo w fabryce byłyby poniżej oczekiwań. Francuski minister obrony chciał jednak - jak mówił - poinformować, że istnieje taka możliwość, by nikt potem nie czuł się zaskoczony.
Póki co, w ciągu kilku tygodni rząd Francji do wybranych fabryk skieruje zamówienia i wyda polecenie priorytetyzowania produkcji zaopatrzenia wojskowego. Sébastien Lecornu skrytykował pokusę produkowania metodą "just-in-time", która pojawiła się wśród firm chcących uwolnić gotówkę poprzez wyprzedaż surowców czy części potrzebnych do produkcji ("just-in-time" to zasada, zgodnie z którą materiały do produkcji docierają do firmy dokładnie wtedy, kiedy są wymagane - nie wcześniej i nie później - red.).
Francja od pewnego czasu podkreśla zagrożenie, jakie płynie ze strony Rosji, przyłączając się w tym do Polski. Dość powiedzieć, że prezydent Emmanuel Macron chciał wysłać wojska lądowe do Ukrainy. A o przestawienie gospodarki na tryb wojenny apelował już w styczniu. I odnosi w tym pewne sukcesy, bo kwestia ta została już poruszona na szczeblu unijnym.
Przez dekady Europa nie inwestowała wystarczająco w obronność. "Teraz gdy mierzymy się z największym zagrożeniem bezpieczeństwa od czasów II wojny światowej, przyszedł najwyższy czas, by podjąć radykalne i konkretne kroki, aby być przygotowanym na obronę i przestawić gospodarkę na tryb wojenny" - napisał przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel do przywódców państw członkowskich w liście zapraszającym na unijny szczyt.