W połowie kwietnia truskawki kosztowały około 50 złotych za kilogram. Aktualnie można je już kupić za 20 zł, a te gorszej jakości o 5 zł mniej. Choć owoce często sprzedawane są jako "polskie", to zdaniem ekspertów ich ceny mogą budzić w nas wątpliwości.
Niskie ceny świadczą bowiem o imporcie. Zdecydowana większość truskawek w kraju pochodzi z Grecji. Lokalnie można znaleźć owoce z Macedonii czy Albanii. Pojawiły się też rumuńskie, które były do kupienia między innymi w Krakowie. "Wczoraj i dziś dwukilogramowa łubianka wyceniana była poniżej 30 zł" - informował w poniedziałek (6 maja) portal sad24.pl.
Co z polskimi truskawkami? - Przymrozki spowodowały, że tych dobrych jakościowo może być mało. Rolnicy walczyli o każdy plon, ale te, które zaczęły się już otwierać, nie przetrwały - skomentowała w rozmowie z portale o2.pl Izabela Kaczorowska, prowadząca portal "Kobieta w Sadzie". Przypomnijmy, najtańsze truskawki są na przełomie czerwca i lipca.
Jak pisaliśmy na Gazeta.pl, pod koniec kwietnia truskawki na warszawskim bazarku w Broniszach kosztowały 23-30 zł za kilogram. Z kolei na Giełdzie Kaliskiej były po 25 zł, a na rolno-spożywczym Rynku Hurtowym we Wrocławiu po 38 zł za kobiałkę.
Do tych cen odniósł się Janusz Piechociński, były minister rolnictwa. "Na Broniszach jest truskawka grecka oraz pojawiła się truskawka z Albanii. Cena importowanej truskawki spada, ponieważ jest słaby popyt. Nie ma pogody i truskawki nie sprzedają się dobrze. Ceny truskawek z importu zależą od jakości, oscylują od 7 do 11 zł/ kg. Więcej trzeba zapłacić za ekstra świeży towar" - napisał w mediach społecznościowych.