Kaczyński o przyjęciu euro: Tak naprawdę jest warte nie 5, a 2,55 zł

- Euro przeszkadza dzisiaj w rozwoju właściwie wszystkim krajom - mówił w sobotę w Sompolnie prezes PiS Jarosław Kaczyński. Polityk przekonywał również m.in., że "euro jest tak naprawdę warte nie 5 zł, a 2,55 zł".
Jarosław Kaczyński
Twitter.com/Prawo i Sprawiedliwość

- Mamy to w traktatach, ale nie mamy terminu. Możemy to zrobić za 60 lat na przykład - mówił w sobotę w Sompolnie w woj. wielkopolskim prezes PiS Jarosław Kaczyński, odnosząc się do kwestii wprowadzenia w Polsce waluty euro. Jak stwierdził, "euro przeszkadza dzisiaj w rozwoju właściwie wszystkim krajom". - Poza Niemcami i może Holandią, chociaż niektórzy mówią, że i Holandii przestaje w tej chwili pomagać. Może jeszcze dodać niektóre inne kraje graniczące z Niemcami, bardzo zamożne, takie jak Austria - mówił. 

Zobacz wideo Ludwik Sobolewski: 40 proc. Polaków nie ma żadnych oszczędności, ale reszta już tak

- Ci wszyscy inni tracą na tym, bo jak się ma za silną walutę, to się na tym traci, bo eksport jest za drogi, w związku z tym trudno eksportować. Mamy bardzo piękny rozwój eksportu, także ten, który opiera się o rolnictwo, ale jeżeli mielibyśmy euro zamiast złotówki, to musiałby opierać się na tym, że nasze dochody były bardzo nisko w euro wycenione. Np. jak ktoś zarabia 7 tys., to byłoby to 1,4 tys. euro. To naprawdę jest niewiele - przekonywał.

- Ceny automatycznie by szły ku niemieckim i to niemożliwe do zatrzymania. Niemcy są przez granicę i gdyby w Polsce byłoby dużo taniej, to Niemcy zaczęłyby kupować w Polsce (...). To by oznaczało gwałtowny spadek stopy życiowej. Euro jest tak naprawdę warte nie 5 zł, a 2,55 zł. Nas oszukano by prawie dwukrotnie - mówił Jarosław Kaczyński. Obecny kurs euro to ok. 4,3 zł.

Przyjęcie euro przez Polskę. Resort finansów: Najpierw trzeba wypełnić kryteria

"Polska jest zobowiązana do przyjęcia wspólnej waluty po wypełnieniu kryteriów konwergencji wynikających z Traktatu z Maastricht. Bezpieczne przyjęcie wspólnej europejskiej waluty wymaga osiągnięcia odpowiedniego poziomu konwergencji nominalnej i realnej oraz satysfakcjonującego poziomu przygotowania gospodarki na ograniczenia związane z wprowadzeniem euro w polityce gospodarczej, w szczególności w polityce pieniężnej" - wskazywał w lutym wiceminister finansów Jurand Drop w odpowiedzi na interpelację grupy posłów Suwerennej Polski.

Jak dodał, "bieżące szacunki dotyczące konwergencji nominalnej wskazują, że niewypełnione pozostają kryteria: stabilności cen, stóp procentowych oraz stabilności kursu walutowego". Drop zaznaczył także, że "dodatkowo każdy kraj musi również wypełnić kryterium prawne, czyli w pełni dostosować swoje prawo do wymogów uczestnictwa w strefie euro". "W przypadku Polski wymaga to m.in. zmiany Konstytucji oraz zmiany szeregu przepisów szczegółowych" - czytamy.

"Przykłady innych krajów, które weszły do strefy euro i doświadczyły negatywnych skutków ekonomicznych (głównie kraje Południa) pokazują, że przyjęcie europejskiej waluty wymaga osiągnięcia odpowiedniego poziomu konwergencji nominalnej, realnej i odpowiedniego przygotowania instytucjonalnego gospodarki, w tym przeprowadzenia odpowiednich reform strukturalnych. Przykłady te nie świadczą o negatywnych skutkach przyjęcia wspólnej waluty, a o konsekwencjach niewystarczającego przygotowania czy nieprzestrzegania przez te kraje kryteriów gospodarczych wymaganych od członków strefy, np. w odniesieniu do nadmiernego zadłużenia krajowego" - wyjaśniał Jurand Drop.

Więcej o: