Huta Liberty Częstochowa jest jednym z największych producentów blach grubych, które mogą być wykorzystywane w wielu dziedzinach przemysłu, w tym w zbrojeniowym. Tymczasem zakład od miesięcy boryka się z ogromnymi problemami - europejskie hutnictwo przegrywa z konkurencją, przede wszystkim z tą z Dalekiego Wschodu. Swoje robi przy tym system uprawnień ETS, czyli limity emisji CO2.
Częstochowski zakład miał przerwę w produkcji od grudnia 2023 r., a działalność miała zostać wznowiona najpierw w styczniu, a potem w lutym. Wreszcie w kwietniu Venkatasubramanian Krishnamoorthy, dyrektor generalny Liberty Częstochowa, wyjaśnił w komunikacie, że w hucie powołano "gabinet wojenny", który miał wyprowadzić zakład na prostą. Huta podała, że większość pracowników wróciła do firmy. Najpierw administracja, a następnie pracownicy walcowni blach grubych i stalowni. Bankier.pl podaje jednak, że problemem jest brak zamówień. Skutkuje to brakiem produkcji na odpowiednim poziomie i coraz dłuższą listą wierzycieli.
Mirosław Motyka, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej, podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego ocenił, że "wykorzystanie zdolności produkcyjnych na poziomie 60 proc. to jest katastrofa" i przy takiej skali nie da się osiągnąć zysków. Z kolei dyrektor departamentu analiz Ministerstwa Przemysłu Marta Jarno dodała, że aktywa huty "można w kraju zagospodarować". Przypomnijmy, że jeszcze w 2019 roku władze Częstochowy proponowały rządowi PiS, aby włączył hutę z Częstochowy do Polskiej Grupy Zbrojeniowej, jednak bez odzewu. Bankier.pl podaje, że obecnie hutą mógłby być zainteresowany Węglokoks. Prezes tej spółki powiedział m.in., że gdyby właściciel Huty Liberty Częstochowa złożył propozycję jej odkupienia, to "pewnie byśmy się zastanowili, co z tym zrobić, bo fakt jest taki, że rządowi zależy na produkcji stali" - stwierdził Tomasz Ślęzak. - To po prostu dobra, ważna dla kraju fabryka, która produkuje dobry produkt. Blachy będą nam potrzebne nie tylko do offshore’u, ale również na potrzeby obronności - dodał.