Michał Woś twierdzi, że nie ma sobie nic do zarzucenia w sprawie zakupu Pegasusa z Funduszu Sprawiedliwości. Zapowiedział również w rozmowie z portalem Money.pl, że nie zrzeknie się immunitetu, a obecnej władzy zarzuca hipokryzję - podaje portal.
Były wiceminister sprawiedliwości w rządzie PiS zapewniał, że na komisji śledczej w marcu powiedział "wszystko, co wie" na temat Pegasusa. - Zawsze jestem otwarty na współpracę z organami państwa, żeby wyjaśnić wszystkie kwestie. Tyle że mam do czynienia z siepaczami Tuska w neoprokuraturze, która ukręca sprawy polityków PO - powiedział Woś.
Polityk przyznał również, że stawiane mu zarzuty nie mają nic wspólnego z tzw. taśmami Mraza. - Chcą mnie ścigać, za przekazanie środków na zakup narzędzia dla CBA do ścigania kryminalistów, zabójców, gangsterów, czy szpiegów, których zatrzymaniem chwalił się ostatnio Donald Tusk. Twierdzą, że w ten sposób działałem na "szkodę interesu publicznego", czyli art. 231 kk. i celowo dorzucają "szkodę wielkich rozmiarów" z art. 296, żeby do mediów puszczać komunikaty o zagrożeniu do 10 lat więzienia - co jest oczywistą ustawką PR-ową. Tak więc legalne przekazanie środków do państwowej instytucji bodnarowcy nazywają łapówką dla CBA i chcą mnie za to wsadzić za kraty - stwierdził polityk Suwerennej Polski.
Michał Woś uznał także, że decyzję o ewentualnym zrzeczeniu się immunitetu podejmie, jak zapozna się z odpowiednim wnioskiem w tej sprawie. Przypomnijmy, Adam Bodnar skierował go do Sejmu 28 maja. Następnie wniosek trafi do komisji regulaminowej, spraw poselskich i immunitetowych. Zgodnie z ustawą o wykonywaniu mandatu posła i senatora Sejm wyraża zgodę na pociągnięcie posła lub senatora do odpowiedzialności karnej w drodze uchwały podjętej bezwzględną większością głosów ustawowej liczby posłów.
W rozmowie Money.pl Woś przyznał również, że nie obawia się tego, że jako pierwszy z polityków może odpowiedzieć za nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości.
- Nie boję się żadnego ze scenariuszy, nawet z najgorszym finałem, bo działałem uczciwie i w interesie państwa polskiego. Przecież Adam Bodnar chce mi stawiać zarzut za to, że Polska zyskała skuteczne narzędzia do zwalczania przestępczości i twierdzić, że w ten sposób szkodziłem interesowi publicznemu. Sam siebie kompromituje - uznał Woś.
- Adam Bodnar informował, że Pegasus za każdym razem był używany za zgodą sądu. Nawet w Sądzie Najwyższym była utrwalona linia orzecznicza co do zgody na używanie Pegasusa. Oprogramowanie to ma kilkanaście krajów UE, ale po co nam Pegasus w Warszawie, skoro jest w Berlinie, Paryżu czy Hadze. Chociaż w mojej sprawie nie o używanie chodzi, a o przekazanie środków na jego zakup. Było to w pełni legalne, na podstawie ustawy i zgodnie z procedurami - dodał.
Woś stwierdził również, że to nie on używał Pegasusa i nie ma "w tej sprawie wiedzy poza tymi ogólnie dostępnymi informacjami". - Myślą panowie, że Bodnar mnie teraz nie podsłuchuje przy sprawie dotyczącej Funduszu Sprawiedliwości? Skoro zdecydowali się na przeszukania, to zakładam, że i na kontrolę operacyjną - uznał Woś.
W poniedziałek 3 czerwca komisja śledcza do sprawy Pegasusa rozpoczęła przesłuchanie dyrektora Departamentu Budżetu i Efektywności Finansowej w ministerstwie sprawiedliwości Jana Paziewskiego. Przewodnicząca komisji śledczej Magdalena Sroka z Polski 2050 mówiła, że świadek będzie pytany między innymi o finansowanie zakupu systemu Pegasus. - Pan Paziewski, dyrektor departamentu budżetu, uczestniczył w zmianie planu finansowego. Planu, który został zmieniony w bardzo szybkim tempie, po to właśnie aby środki w wysokości 25 milionów złotych mogły trafić do CBA - zapowiedziała Magdalena Sroka.
Wiceprzewodniczący komisji Tomasz Trela z Lewicy powiedział, że inni świadkowie, którzy byli przesłuchiwani w tej sprawie, mówili o między innymi o tym, w jaki sposób podejmowano decyzje w ówczesnym ministerstwie sprawiedliwości. - To, co mówią pracownicy, jest dość porażające. Mówią, że wykonywali karnie polecenia przełożonych, nie analizowali, nie wnikali. Jeżeli dzisiejszy świadek to potwierdzi, to mamy namacalne dowody na to, że pan minister Ziobro decydował absolutnie o wszystkim - powiedział Tomasz Trela.
W poniedziałek odbędzie się również przesłuchanie byłego dyrektora departamentu spraw rodzinnych i nieletnich w Ministerstwie Sprawiedliwości Mikołaja Pawlaka, który miał zeznawać już dwa tygodnie temu, ale wówczas odmówił złożenia przysięgi i opuścił posiedzenie komisji.