- Jeśli ktoś korzysta z centralnego ogrzewania lub ma pompę ciepła, to ETS1 jest już w nich zawarty. Natomiast, jeśli ma kocioł gazowy lub piec na węgiel, to w momencie wejścia w życie ETS2 jego rachunki za ogrzewanie wzrosną - powiedziała w poniedziałek ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz w rozmowie z PAP, cytowana przez serwis wnp.pl.
Szefowa tego resortu przekazała, że odsunięcie terminu wprowadzenia opłaty ETS2 pozwoli jak największej liczbie osób przejść na inne formy ogrzewania. W jej ocenie oddalenie terminu "miałoby sens, bo zdążymy z inwestycjami, ociepleniami budynków i programem 'Czyste Powietrze'". Przypomnijmy, że ETS2 ma wejść w życie od 2027 roku.
- Przygotowania konsumentów i obywateli na tę opłatę postępowały bardzo wolno, chociażby dlatego, że z powodu zablokowania środków z KPO nie było koniecznych inwestycji - podkreśliła Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Zaznaczyła, że środki z opłat za emisję dwutlenku węgla zostają w polskim budżecie i pozostają do dyspozycji państwa polskiego, natomiast Unia Europejska przekazuje Polsce z tego tytułu dodatkowe środki.
Europejski System Handlu Emisjami (ETS) obowiązuje od 2005 r. W ramach systemu przedsiębiorstwa muszą kupować uprawnienia do emisji CO2, uwzględniając w ten sposób koszty środowiskowe. Limity z roku na rok są coraz niższe, co ma zachęcać do transformacji energetycznej i doprowadzić do realizacji unijnych celów klimatycznych.
Według danych Ministerstwa Klimatu i Środowiska, w latach 2013-2023 do budżetu państwa dzięki systemowi ETS wpłynęło 51 mld zł. Rząd powinien przeznaczać te środki na zieloną transformację.