Kierowcy przewozów na aplikację od poniedziałku (17 czerwca) muszą mieć polskie prawo jazdy. Dotychczas policja często nie była w stanie weryfikować dokumentów kierowców z innych państw. Prawa jazdy wydane w Polsce znajdują się natomiast w krajowych systemach informatycznych, dlatego łatwiej będzie je sprawdzić.
Popularne aplikacje przewozowe natychmiast po wejściu w życie zmian zauważyły gigantyczny odpływ kierowców. - FreeNow dokonało blokady blisko 15 proc. kierowców, którzy nie zdążyli dostarczyć polskiego prawa jazdy. Szacujemy, że wśród nich są jeszcze osoby oczekujące na odbiór polskiego prawa jazdy w urzędzie - powiedział money.pl Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający FreeNow w Polsce. Gdy tylko zdobędą stosowne dokumenty, kierowcy zostaną odblokowani.
Jeszcze gorzej wygląda sytuacja wśród kierowców, którzy pracują dla Bolta. - Negatywny wpływ tej zmiany na doświadczenie konsumenta jest już zauważalny, dlatego, że 26 proc. kierowców, którzy jeszcze w zeszłym tygodniu świadczyli usługi na naszej platformie, w tym tygodniu już nie może ich świadczyć, dlatego że nie spełnili tego wymogu - mówił Polskiemu Radiu reprezentujący Bolt w Polsce Paweł Kuncicki.
Z kolei Iwona Kruk - rzeczniczka prasowa Uber Polska - w rozmowie z rozgłośnią podawała, że "nawet 30 proc. kierowców z największych miast może zniknąć z rynku". - A te 30 proc. kierowców obecnie wykonuje 50 proc. przyjazdów. Ta statystyka brzmi naprawdę źle, czas pokaże i zobaczymy jesienią, na co to się przełoży - wskazywała.
Największą grupę wśród zagranicznych kierowców taxi w Polsce stanowią Ukraińcy, Białorusini i Gruzini. Są oni obywatelami państw będących stronami Konwencji Wiedeńskiej bądź Genewskiej, a zatem mogą uzyskać w Polsce prawo jazdy po potwierdzeniu, że mają stosowne uprawnienia. Nie muszą zdawać egzaminów.
"Samo wydanie dokumentu teoretycznie powinno trwać 30 dni, ale w praktyce zabiera nawet do 6 miesięcy. Nowe prawo w sposób nieuzasadniony blokuje więc na wiele miesięcy dostęp do zawodu, co jest też sprzeczne z unijnymi wytycznymi w tym zakresie" - ocenił Uber w odpowiedzi dla money.pl. Czasu na przystosowanie się do nowych przepisów było jednak sporo. Nowela weszła w życie bowiem po rocznym vacatio legis.
Właściciele aplikacji ostrzegają, że na zmianach stracą pasażerowie, którzy będą musieli więcej zapłacić za przejazdy. Iwona Kruk z Uber alarmowała, że przez zmniejszenie liczby kierowców cena przejazdu może wzrosnąć od 20 do 50 proc. - Niestety, ale to właśnie konsumenci będą najbardziej poszkodowani przy wprowadzeniu takich zmian, dlatego że już dzisiaj widzimy wydłużony czas oczekiwania, a ograniczona dostępność prowadzi do wzrostu cen - podobnego zdania jest Paweł Kuncicki z aplikacji Bolt.