PKP Cargo nie posiada zdolności upadłościowej, ale jeśli utraciłoby płynność finansową, mogłoby to oznaczać utratę miejsc pracy przez tysiące pracowników. Dlatego - w ocenie zarządu firmy - postępowanie sanacyjne jest jedyną realną szansą na przetrwanie. "Sanacja jest jedyną skuteczną drogą, która daje szansę na sukces. Będzie on mierzony przede wszystkim liczbą utrzymanych miejsc pracy, przywróceniem konkurencyjności spółki na rynku i jej długoterminowym rozwojem" - czytamy w komunikacie.
Spółka zapewnia, że sanacja to przeciwieństwo upadłości, a takie postępowanie ma uratować przedsiębiorstwo oraz przywrócić mu płynność i konkurencyjność, przy zachowaniu jak największej liczby potrzebnych miejsc pracy. "Z dniem otwarcia postępowania sanacyjnego mienie służące prowadzeniu przedsiębiorstwa oraz mienie należące do dłużnika stają się masą sanacyjną" - podano w komunikacie. Oznacza to ograniczenie prawa PKP Cargo do samodzielnego zarządzania przedsiębiorstwem i pozostałym majątkiem.
"Sanacja jest po to, aby uratować narodowego championa PKP Cargo i aby przywrócić go do takiej sprawności i wartości, jaka była w 2015 roku. Sanacja to nie sensacja i nie likwidacja. PKP Cargo ma działać w interesie własnych klientów, pracowników i akcjonariuszy, a nie w interesie polityków, ich licznie zatrudnionych w spółce rodzin i oligarchów związkowych" - popiera taki ruch ekonomista Jakub Karnowski, który w latach 2012-2015 był prezesem Polskich Kolei Państwowych.
Opublikowane przez PKP Cargo dane są dla poprzedniego szefostwa bezwzględne. Przychody sukcesywnie spadają od 2018 roku, w cenach stałych (czyli bez uwzględnienia inflacji) z 5,18 mld zł do 3,8 mld zł w 2023 roku. Maleje też udział w rynku mierzony pracą przewozową (liczba przejechanych km) – z niemal 60 proc. w 2013 roku do mniej niż 30 proc. w I kwartale 2024 roku. Udział w rynku liczony masą towarową spadł z 49 proc. w 2013 roku do 30 proc. w I kwartale 2024 roku.
Przykładów na potwierdzenie finansowej zapaści w PKP Cargo jest więcej. Koszty po 2021 roku rosły dynamicznie - do blisko 5,15 mld zł w zeszłym roku. Tak samo jak zobowiązania - z 2,2 mld zł w dniu debiutu (październik 2013) do 5,18 mld zł obecnie. "Główna przyczyna dramatycznej kondycji PKP CARGO to złe zarządzanie w ostatnich latach. Pomimo utraty rynku i kontraktów, spadających realnych przychodów, rosły koszty i wynagrodzenia, inwestowano i wydawano pieniądze, których Spółka nie miała" - komentuje te dane samo PKP.
- Fatalne zarządzanie doprowadziło PKP Cargo do krawędzi. Spółka jest warta niemal 5 razy mniej niż w dniu debiutu giełdowego nieco ponad 10 lat temu. Zadłużenie i koszty są rekordowo wysokie, a przychody, ilość realizowanej pracy przewozowej i co za tym idzie udziały w rynku rekordowo niskie. Sanacja jest dziś jedyną szansą na uratowanie Spółki, przywrócenie jej konkurencyjności i na rozwój w przyszłości - żali się Marcin Wojewódka, obecny prezes PKP Cargo.
Zwłaszcza negatywnie na kondycję spółki miała wpłynąć "polityczna decyzja z 2022 roku o realizacji rządowego zlecenia na transport węgla". Wiązało się z tym porzucenie innych kontraktów, co bardzo źle wpłynęło na kondycję i sytuację finansową PKP Cargo w kolejnych latach.
Zarząd spółki w związku z trudną sytuacją zapowiedział zawieszenie na rok układu zbiorowego. Na to nie zgodziły się jednak związki w firmie. Część zwalnianych pracowników - głównie maszynistów - zgodziła się już przyjąć pracę w PKP Intercity lub Polregio. W sumie kilkuset pracowników podejmie zatrudnienie w innych podmiotach kolejowych.
Koszty pracownicze spółki są wysokie i rosną, pomimo utraty rynku i braku pracy dla zatrudnionych. W zeszłym roku sięgnęły prawie 2 mld zł. "Otwarcie postępowania sanacyjnego wpływa na stosunki pracy i wywołuje w zakresie praw i obowiązków pracowników i pracodawcy takie same skutki jak ogłoszenie upadłości, przy czym uprawnienia syndyka wykonuje zarządca" - czytamy w komunikacie PKP Cargo.
Paulina Matysiak z Lewicy podnosiła, że to znacznie ułatwia np. rozwiązanie umów o pracę i powoduje zmniejszenie ochrony pracowników. "Oznacza to wyłączenie stosowania przepisów dotyczących ochrony pracowników przed wypowiedzeniem lub rozwiązaniem umowy o pracę i daje możliwość skrócenia okresów wypowiedzenia" - napisał na platformie X.
Już teraz pracownicy PKP Cargo wyraźnie odczuli kłopoty finansowe spółki. Pod koniec maja tego roku zarząd zdecydował o skierowania do 30 proc. pracowników na tzw. nieświadczenie pracy na 12 miesięcy. W poniedziałek Marcin Wojewódka podał, że "na koniec czerwca na nieświadczeniu pracy przebywało ok. 20 proc. pracowników PKP Cargo".
Natomiast zatrudnieni w należącym do tej spółki Zakładzie Napraw Taboru w Kluczborku musieli zgodzić się na obniżki wynagrodzenia. "Nowa Trybuna Opolska" opisuje, że aby ratować spółkę, pracownicy przystali na ograniczenie czasu pracy i zmniejszenia wynagrodzenie o 20 procent. Każdy pracownik straci na tym w sumie około 1500 zł miesięcznie. - Idziemy na rękę zakładowi, by go ratować, choć tak naprawdę jesteśmy zrozpaczeni. Boimy się, że kolejnym krokiem będzie zamknięcie firmy i utrata miejsc prac - żalił się w rozmowie z lokalnymi mediami Piotr Gmerek, sekretarz NSZZ "Solidarność" w Zachodnim Zakładzie Napraw Taboru w Kluczborku.
Za czasów rządu Prawa i Sprawiedliwości dramatycznie spadła też wartość spółki. W 2015 roku PKP Cargo wyceniano na 4,5 mld zł, a w 2023 roku na 600 mln zł. Natomiast wartości wyceny akcji zmniejszyła się z 90 zł w 2015 roku do 14 zł w 2023 roku. W poniedziałek po kolejnych negatywnych doniesieniach o finansach spółki akcje PKP Cargo znowu spadły. Około godziny 15:00 były o 5,68 proc. niższe, niż przy otwarciu. Za jedną akcję należy zapłacić 15,56 zł.