W niedzielę 30 czerwca polski kompozytor Zbigniew Preisner zdał relację ze swojej ostatniej podroży liniami Ryanair. Jego lot był opóźniony, kompozytor nie otrzymał miejsca, za które dopłacił, a samolot wylądował w Katowicach, zamiast w Krakowie. Ryanair przekazał redakcji Next.gazeta.pl stanowisko w tej sprawie.
"Lot z Rodos do Krakowa (28 czerwca) został opóźniony z winy ATC (kontrola ruchu lotniczego - red.), które w miniony weekend spowodowały poważne zakłócenia w całej Europie. Ten lot musiał zostać przekierowany do Katowic ze względu na rygorystyczne obostrzenia związane z ograniczeniem nocnych operacji lotniczych na krakowskim lotnisku, na co Ryanair nie miał wpływu. Pasażerowie zostali przewiezieni z Katowic do Krakowa autokarem" - informuje Ryanair w komunikacie przekazanym redakcji Next.gazeta.pl.
Podkreślono także, że wszyscy pasażerowie byli na bieżąco informowani o zaistniałej sytuacji i problemach. "Pasażerowie, którzy zarezerwowali ten lot, otrzymali prawie 20 komunikatów za pośrednictwem poczty elektronicznej i powiadomień PUSH" - czytamy w komunikacie linii lotniczych. Bieżące informacje przekazywała także załoga na pokładzie samolotu.
"Serdecznie przepraszamy pasażerów za wszelkie niedogodności spowodowane opóźnieniami z winy ATC, na które nie mamy żadnego wpływu" - dodano na koniec.
"Całe popołudnie Ryanair wysyłał informacje, że wylot jest o czasie. Ponieważ znam tę linię z jej ciemnej strony, zacząłem sprawdzać, czy rzeczywiście będzie o czasie. Już po 17 polskiego czasu podali informację, że wylot z Krakowa jest opóźniony godzinę, o 17:45, że o półtorej godziny" - napisał Zbigniew Preisner na swoim profilu na Facebooku. Po przybyciu na lotnisko polski kompozytor sytuację na miejscu opisywał jako "jeden wielki armagedon".
"Moi adwokaci przygotują skargę do Ryanaira, będę się domagał odszkodowania i zadośćuczynienia" - napisał Preisner na Facebooku. Kompozytor rozważa także wyciągnięcie konsekwencji wobec kapitana, który był odpowiedzialny za lot z Rodos do Krakowa.