Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej złożyło w czwartek (18 lipca) zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez byłą ministerkę Marlenę Maląg oraz byłą dyrektorkę Departamentu Komunikacji i Promocji. Sprawa dotyczy wydatków na działania promocyjne ministerstwa, w tym między innymi na organizację tzw. pikników 800 plus. "Około 140 takich imprez z udziałem polityków PiS za ponad osiem milionów złotych z publicznych pieniędzy odbyło się akurat... w roku wyborczym 2023" - zauważyła szefowa resortu Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.
W zawiadomieniu znalazły się dwa zarzuty podejrzenia niedopełnienia obowiązków przez byłą dyrektorkę Departamentu Komunikacji i Promocji. Pierwszy z nich dotyczy wyboru podmiotów organizujących pikniki, a drugi - niecelowego zakupu billboardów. Zarzut wobec Marleny Maląg dotyczy natomiast podejrzenia przekroczenia uprawnień. W ocenie resortu ministerka mogła działać na szkodę interesu publicznego, wydając polecenia dyrektorce podlegającego jej departamentu. "Ostateczna ocena działań byłej dyrektor departamentu oraz byłej minister należeć będzie do prokuratury i ewentualnie sądu. O sprawie poinformowana została także Państwowa Komisja Wyborcza" - zaznaczyło ministerstwo w ostatnim fragmencie komunikatu.
Ministerstwo powołuje się na wnioski Najwyższej Izby Kontroli, która oceniła, że wybór organizatorów wydarzeń nastąpił bez zachowania zasad przejrzystości i uczciwej konkurencji. Organ wskazał ponadto, że przestrzeń reklamową zakupiono w lokalizacjach, w których kampanię wyborczą prowadzili politycy z ówczesnego kierownictwa ministerstwa. - NIK nie pozostawiła suchej nitki na temacie pikników 800 plus. Wskazuje, że wybór podmiotów organizujących pikniki i stoiska odbywał się bez zachowania zasad przejrzystości postępowania, bez zachowania zasad uczciwej konkurencji oraz równego traktowania. W niektórych sytuacjach zapytania ofertowe wysyłano do kilku podmiotów dając tylko kilka godzin na złożenie oferty - zaznaczyła ministerka Dziemianowicz-Bąk.
Szefowa resortu zaznaczyła ponadto, że taki sposób informowania o zmianie wysokości świadczenia nie był konieczny, ponieważ waloryzacja następowała automatycznie. Dla porównania wskazała, że poinformowanie beneficjentów w formie korespondencyjnej kosztowałoby około 200 tys. zł. - To kolosalna różnica, a mówimy o środkach publicznych, które powinny służyć polskim obywatelom, a nie tylko tym, którzy akurat przeprowadzają swoją kampanię wyborczą - podkreśliła.
Sama Marlena Maląg odniosła się do decyzji ministerstwa, nazywając ją "demagogią i złośliwością". "'Niegospodarność' i 'niecelowość', to najbardziej ogólne i demagogiczne zarzuty, jakie można uczynić każdemu decydentowi. Znaczą one wszystko, a zarazem nic. Takie zarzuty można stawiać członkowi rodziny, zarządowi spółki, czy np. prezydentowi miasta, w zasadzie co do każdego wydatku, który jest dla kogoś wątpliwy" - stwierdziła była ministerka we wpisie opublikowanym na portalu X.
Dalej obecna eurodeputowana zarzuca resortowi "niezrozumienie istoty działań" prowadzonych w ramach promocji 800 plus. "W tym działaniu chodziło przede wszystkim o wywołanie pozytywnego nastroju i nastawienia społecznego na rzecz promocji wartości rodziny. Obraz wspólnej zabawy rodziców z dziećmi, atmosfery radności i świadomości tego, że rodzicielstwo jest i ma być wspierane przez Państwo, było inwestycją - długoterminową - w propagowanie dzietności i poczucia bezpieczeństwa oraz zaufania społecznego związanego z realizacją zadań rodzicielskich" [pisownia oryginalna] - przekonywała Maląg.