Po ogłoszeniu przez Nicolasa Maduro wygranej w wyborach, w całej Wenezueli rozpoczęły się protesty. Według oficjalnych danych - zdobył 51 procent głosów w wyborach prezydenckich. Przywódcy opozycji uważają jednak, że wyniki zostały sfałszowane. Tak naprawdę jego rywal Edmundo Gonzalez miał zdobyć ponad 73 procent głosów poparcia. Wywołało to w całym kraju kryzys polityczny.
Tłumy wyszły na ulice. Siły bezpieczeństwa próbowały rozproszyć demonstrantów, używając kul gumowych i gazów łzawiących. Aresztowanych zostało prawie 1000 osób, a do tego zginęło - zależnie od źródła - między 11 a 20 osób. Wydarzenia te skomentował na platformie X miliarder Elon Musk. Nazwał Maduro dyktatorem i kazał mu się wstydzić sfałszowania wyborów. Udostępniał też filmy, na których protestujący zrywają plakaty Maduro i obalają pomniki jego poprzednika Hugo Chaveza. Tymi wpisami wplątał się w napiętą sytuację polityczną Wenezueli.
Niespodziewanie Nicolasa Maduro zaczepił Elona Muska podczas wystąpienia w państwowej telewizji. Oskarżył miliardera, że ten chce najechać jego kraj rakietami kosmicznymi, oraz że był jedną z osób odpowiedzialnych za nasilanie "chaosu, kłamstw i przemocy".
- Elonie Musku, jesteś zdesperowany. Zboczyłeś z torów. Opanuj się, albo poniesiesz porażkę, tak jak ci prawicowi, amerykańscy politycy. Ktokolwiek zadziera ze mną, wysycha. Kto zadziera z Wenezuelą, wysycha, Elonie Musku. Chcesz walczyć? Zróbmy to. Elonie Musku, jestem gotowy. Nie boję się ciebie, Elonie Musku. Jestem synem Bolivara i Chaveza. Walczmy, gdziekolwiek chcesz - mówił.
Elon Musk odpowiedział na to kuriozalne wezwanie do walki. Krótko napisał, że jej "akceptuje", po czym w osobnym wpisie przedstawił swoje warunki. "Jeśli wygram, to Maduro zrezygnuje z funkcji dyktatora Wenezueli. Jeśli wygra on, zabiorę go za darmo na Marsa" - napisał.