Zapytali Brytyjczyków, co uważają o protestach. Nowy premier ma problem

Brytyjczycy nie patrzą przychylnym okiem na protesty i zamieszki w swoim kraju, ale dosadnie sprzeciwiający się im premier Kier Starmer też nie ma zbyt dobrych notowań. Tymczasem skrajna prawica szykuje się do kolejnych dziesiątek protestów, które odbędą się już we środę.
Zamieszki w Rotherham w Wielkiej Brytanii, 4 sierpnia 2024 r.
Fot. REUTERS/Hollie Adams

Większość Brytyjczyków uważa, że uczestnicy antyimigracyjnych zamieszek to rasiści. Dla niespełna 10 procent to patrioci. Tak wynika z sondażu pracowni YouGov przeprowadzonego w Wielkiej Brytanii. 

Zobacz wideo Skandaliczne wyroki dla aktywistów. Ile lat można dostać za planowanie blokowania drogi?

Brytyjczycy sprzeciwiają się zamieszkom. Premier też, ale i tak jego notowania są nie najlepsze

"Czy popierasz protesty, o ile nie dochodzi na nich do przemocy?" Na takie pytanie "tak" odpowiada 34 procent pytanych. "Nie" - 54 procent. Zamieszki popiera 7 procent, przeciwko jest 85 procent. Niemal 60 procent pytanych mówi, że ma choć trochę zrozumienia dla tych, którzy biorą udział w protestach, o ile nie przeradzają się one w burdy. Przeciwnego zdania jest co trzeci badany. Przynajmniej trochę zrozumienia dla uczestników zamieszek ma z kolei 8 procent ankietowanych. 86 procent raczej nie widzi usprawiedliwienia.

Jak nazwać ludzi, którzy biorą udział w rozruchach? "Chuligani" albo "uczestnicy zamieszek" - tak na to pytanie odpowiada około dwóch trzecich badanych. Niemal 60 procent użyłoby określenia "rasiści". "To patrioci" - tak uważa co niemal co dziesiąty pytany (9 procent). "Ludzie o uzasadnionych obawach" - w ten sposób oceniło ich 16 procent ankietowanych. W tym pytaniu możliwe było wybranie więcej niż jednej odpowiedzi.

49 procent pytanych ocenia, że nowy premier Keir Starmer źle radzi sobie z sytuacją. 31 procent ocenia jego działania pozytywnie.

Zamieszki w Wielkiej Brytanii. Skrajna prawica zaplanowała kolejne protesty

"Organizacja tej przemocy jest bardzo zdecentralizowana. Nie ma tu jasnej struktury organizacyjnej ani liderów. Nie ma listy członków" - opisuje organizację zamieszek Milo Comeford, ekspert londyńskiego Międzynarodowego Instytutu Strategicznego Dialogu zajmujący się radykalnymi ruchami. "To szeroka grupa ludzi o podobnych poglądach biorąca na celownik muzułmanów i migrantów" - podkreśla. Dodaje, że ważny kanał to internet, w tym Telegram. "Wiele z tych grup powstało podczas pandemii, w ramach mobilizacji przeciwko obostrzeniom covidowym. Później zmieniły charakter - są teraz głównie skierowane przeciwko migrantom" - dodaje.

Według źródeł Sky News w policji na środę skrajna prawica zapowiedziała około trzydziestu protestów, także w Londynie. Eksperci zadają pytanie, czy zmagająca się z brakiem pieniędzy i personelu policja sobie poradzi. W całym kraju trwają aresztowania, są pierwsi skazani.

Poniedziałkowy wieczór przyniósł zamieszki w Belfaście, choć na mniejszą skalę niż w sobotę. Jeden człowiek jest w poważnym stanie po tym, jak napastnicy skakali mu po głowie. Policja uważa, że to rasistowski atak. Niespokojnie było też w Plymouth, również głównie za sprawą skrajnej prawicy. Ale także w Birmingham, w którym grupka muzułmanów niszczyła samochody i lokalny pub.

Zamieszki to efekt ataku w Southport sprzed tygodnia. Nożownik zamordował troje dzieci. Potem nadeszła fala dezinformacji w sieci. Fala, która - jak zgodnie oceniają policja, rządząca lewica i opozycyjni Konserwatyści - zaogniła nastroje. W internecie szerzyły się nieprawdziwe informacje, jakoby podejrzany był muzułmaninem. Pojawiło się nawet fałszywe, arabsko brzmiące imię, a także doniesienia, że przybył do Królestwa w zeszłym roku nielegalnie, przeprawiając się łodzią przez kanał La Manche.

Demonstrujący wzięli na celownik między innymi meczety i lokale prowadzone przez imigrantów, szczególnie wyznawców islamu. W sprawie brutalnego mordu w Southport policja zatrzymała siedemnastolatka. Axel Rudakubana to Brytyjczyk urodzony w Walii. Jego rodzice pochodzą z Rwandy.

Więcej o: