Przejechał ponad 1000 km przez Polskę na rowerze elektrycznym. Nie wszystkim się to podoba

Podróżnik Mateusz Waligóra próbuje okrążyć Polskę na rowerze elektrycznym. To ponad 3500 km, które podróżnik powinien pokonać w ciągu 40 dni. Pierwsze 1000 km już za nim. - Ciałem jestem na Podlasiu, ale umysł podróżuje do Nysy i Wrocławia - mówi.
Mateusz Waligóra
Fot. KAROLINA KRASINSKA www.karokrasinska.com

Podczas swojej podróży chca zwrócić uwagę Polaków na problem związany elektroodpadami. W ciągu ok. 40 dni przejedzie na rowerze elektrycznym ponad 3500 kilometrów dookoła Polski. Nie wszystkim podoba się ten środek transportu.

- Być może dysonans poznawczy przeciwników elektryków pojawia się dlatego, że porównują je z rowerami bez napędu. Tymczasem powinni porównywać rower i samochód. Przynajmniej w mieście - mówi podróżnik. I dodaje: - Myślę, że 10 lat temu nie wpadłbym na pomysł, żeby okrążyć Polskę na elektryku. Choćby dlatego, że elektryk zabrałby mi poczucie wolności - ciągle muszę pamiętać o ładowaniu - którego wówczas bardzo potrzebowałem. Natomiast dziś ten wybór jest dla mnie dużo łatwiejszy, bo moje zdrowie jest sumą destrukcji z poprzednich wypraw.

Zobacz wideo Szczęść Boże, kierowcy [Co to będzie odc. 6]

Waligóra rozpoczął podróż 1 września w Kluczach na Pustyni Błędowskiej w trakcie wydarzenia Małopolska Tour. Następnie ruszył w stronę trójstyku granic Polski, Czech i Słowacji do miejsca, w którym w 2020 r. rozpoczynał marsz wzdłuż Wisły. Potem droga poprowadziła go przez Podhale, Tatry, Pieniny i Beskidy, Bieszczady i Pogórze Przemyskie.

Waligóra wjechał właśnie na Podlasie, gdzie spędzi kilka dni, by potem odbić na zachód. W ciągu ostatniego tygodnia podróżnik pokonał wiele kilometrów wzdłuż lub w pobliżu szlaku rowerowego Green Velo, który przyciąga do wschodniej Polski tysiące rowerzystów.

- Od kiedy Green Velo istnieje, gościmy u nas ludzi z całego świata. Z Kanady, ze Stanów, ostatnio miałem Norwegów i Niemców - usłyszał w jednym z gospodarstw agroturystycznych.

Jednak częściej niż innych rowerzystów Waligóra spotyka przedstawicieli Staży Granicznej, którzy patrolują okolice Bugu. - Wpatrywałem się chwilę na Bug, myśląc, jak bardzo zmienił się przez ostatnie stulecia. Kiedyś był potężną rzeką, którą flisacy transportowali drewno. Tratwy miały czasem i po 150 metrów długości. Po I wojnie przestały pływać, bo nie było czego już spławiać - wycięliśmy lasy na wschodzie, z których pochodziło drewno. A nawet, gdyby flisacy chcieli jeszcze wrócić na Bug, nie bardzo mają jak. Rzeka wysycha, czasem wody jest za łydkę - mówi Waligóra.

W tym czasie swoje myśli kierował na daleko na zachód, gdzie wielka powódź zagraża jego rodzinnej Nysie i Wrocławowi, w którym mieszka od lat. - Niby jadę, niby ciało się przemieszcza, ale głowa jest w Nysie i Wrocławiu - przyznaje podróżnik.

Waligóra podróżuje intensywnie przez Polskę od 2020 r. W tym czasie przebył pieszo ponad 3200 km wzdłuż Wisły, Odry i Bałtyku, a także wszystkimi szlakami Tatr. Nie zaprzestał też ekspedycji w miejsca trudno dostępne - zdobył biegun południowy oraz dotarł na szczyt Mount Everestu z poziomu morza.

Więcej o: