Podczas swojej podróży chca zwrócić uwagę Polaków na problem związany elektroodpadami. W ciągu ok. 40 dni przejedzie na rowerze elektrycznym ponad 3500 kilometrów dookoła Polski. Nie wszystkim podoba się ten środek transportu.
- Być może dysonans poznawczy przeciwników elektryków pojawia się dlatego, że porównują je z rowerami bez napędu. Tymczasem powinni porównywać rower i samochód. Przynajmniej w mieście - mówi podróżnik. I dodaje: - Myślę, że 10 lat temu nie wpadłbym na pomysł, żeby okrążyć Polskę na elektryku. Choćby dlatego, że elektryk zabrałby mi poczucie wolności - ciągle muszę pamiętać o ładowaniu - którego wówczas bardzo potrzebowałem. Natomiast dziś ten wybór jest dla mnie dużo łatwiejszy, bo moje zdrowie jest sumą destrukcji z poprzednich wypraw.
Waligóra rozpoczął podróż 1 września w Kluczach na Pustyni Błędowskiej w trakcie wydarzenia Małopolska Tour. Następnie ruszył w stronę trójstyku granic Polski, Czech i Słowacji do miejsca, w którym w 2020 r. rozpoczynał marsz wzdłuż Wisły. Potem droga poprowadziła go przez Podhale, Tatry, Pieniny i Beskidy, Bieszczady i Pogórze Przemyskie.
Waligóra wjechał właśnie na Podlasie, gdzie spędzi kilka dni, by potem odbić na zachód. W ciągu ostatniego tygodnia podróżnik pokonał wiele kilometrów wzdłuż lub w pobliżu szlaku rowerowego Green Velo, który przyciąga do wschodniej Polski tysiące rowerzystów.
- Od kiedy Green Velo istnieje, gościmy u nas ludzi z całego świata. Z Kanady, ze Stanów, ostatnio miałem Norwegów i Niemców - usłyszał w jednym z gospodarstw agroturystycznych.
Jednak częściej niż innych rowerzystów Waligóra spotyka przedstawicieli Staży Granicznej, którzy patrolują okolice Bugu. - Wpatrywałem się chwilę na Bug, myśląc, jak bardzo zmienił się przez ostatnie stulecia. Kiedyś był potężną rzeką, którą flisacy transportowali drewno. Tratwy miały czasem i po 150 metrów długości. Po I wojnie przestały pływać, bo nie było czego już spławiać - wycięliśmy lasy na wschodzie, z których pochodziło drewno. A nawet, gdyby flisacy chcieli jeszcze wrócić na Bug, nie bardzo mają jak. Rzeka wysycha, czasem wody jest za łydkę - mówi Waligóra.
W tym czasie swoje myśli kierował na daleko na zachód, gdzie wielka powódź zagraża jego rodzinnej Nysie i Wrocławowi, w którym mieszka od lat. - Niby jadę, niby ciało się przemieszcza, ale głowa jest w Nysie i Wrocławiu - przyznaje podróżnik.
Waligóra podróżuje intensywnie przez Polskę od 2020 r. W tym czasie przebył pieszo ponad 3200 km wzdłuż Wisły, Odry i Bałtyku, a także wszystkimi szlakami Tatr. Nie zaprzestał też ekspedycji w miejsca trudno dostępne - zdobył biegun południowy oraz dotarł na szczyt Mount Everestu z poziomu morza.