Dług Zabrza wzrósł o 1263 procent. Drastyczny ruch wobec 100 urzędników

Zabrze pożegnało się z niemal 100 urzędnikami. Miasto musi szukać oszczędności po tym, jak poprzednie władze zwiększyły jego zadłużenie o ponad 1,2 tys. procent. W kłopotach finansowych pomóc może klub piłkarski oraz resort finansów.
Zabrze, urząd miasta
Fot. Bartłomiej Barczyk / Agencja Wyborcza.pl

Nowe władze Zabrza muszą szukać oszczędności. Zadłużenie miasta sięgnęło 883,5 mln - czytamy na wnp.pl za PAP. Na wtorkowej konferencji prasowej Sekretarz Zabrza Łukasz Urbańczyk wyliczył, że za czasów poprzedniej prezydentki Małgorzaty Mańki-Szulik (która kierowała miastem w latach 2006-2024), dług Zabrza wzrósł aż o 1263 proc. Nowe władze miasta od początku musiały szukać oszczędności, m.in. w redukcji etatów. Zabrze w przeliczeniu na jednego mieszkańca zatrudniało bowiem więcej urzędników niż m.in. Katowice, Gliwice, Ruda Śląska. 

Zobacz wideo Miłosz Motyka: Pracownik nie powinien bać się zwolnieniMiłosz Motyka: Pracownik nie powinien bać się zwolnienia, kiedy musi pilnie zająć się dziećmia, kiedy musi pilnie zająć się dziećmi

Problemy finansowe Zabrza. Miasto rozstało się z niemal setką urzędników

Zabrze zmniejszyło liczbę zatrudnionych urzędników o prawie 100. - W tej chwili urzędnicy, którzy pracują razem z nami, oczywiście są dociążeni obowiązkami, ponieważ musieliśmy je przekazać tym, którzy z nami zostali. Część urzędników to były osoby, które rozstały się z nami z zachowaniem okresu wypowiedzenia, część odeszła na emerytury, a część sama zrezygnowała z pracy - powiedziała prezydentka miasta Agnieszka Rupniewska.

Miastu brakowało pieniędzy na pokrycie 74 etatów. Brak pieniędzy w Zabrzu wynika z kilku powodów. Nowe władze zarzucają poprzednikom, że przed wyborami zarządzili podwyżki i nagrody, które nie zostały zabezpieczone w budżecie. Ponadto za czasów Małgorzaty Mańki-Szulik stworzono aż 197 nowych etatów (2006 - 530 osób, 2024 - 727 osób), mimo że liczba mieszkańców spadła aż o 36 tys. 

Obecnie do zrównoważenia budżetu brakuje 220 mln zł. Wiceprezydent Tomasz Olichwer podkreślał jednak, że Zabrza nie czeka bankructwo, a raczej problemy z płynnością - czytamy w "Dzienniku Zachodnim". Poza redukcją etatów miasto ma też inne pomysły na wyjście z kryzysu.

Zabrze szuka pożyczki w resorcie finansów. I gotówki w sprzedaży Górnika 

Prezydentka Zabrza Agnieszka Rupniewska poinformowała, że miasto rozmawia m.in. z Ministerstwem Finansów na temat pożyczki. - Narzędzie, które oferuje minister finansów, byłoby najwłaściwsze dla nas i dało nam możliwość złapania oddechu - oceniła Rupniewska. 

Ponadto samorząd z kryzysu chce wybrnąć poprzez prywatyzację Górnika Zabrze, z którym od lat są problemy. W ostatnich miesiącach prace nad sprzedażą klubu zaczęły przybierać konkretniejszego wymiaru i pojawił się nawet kandydat do kupna. Rupniewska podkreślała jednak, że klub zostanie sprzedany tylko inwestorowi, który zachowa nazwę, barwy i siedzibę w mieście. 

A co z tymi, którzy doprowadzili finanse miasta do takiego stanu? Wiceprezydent pytany o to, czy miasto zamierza podać do prokuratury byłą prezydentkę np. w związku z zarzutami o niegospodarność, odpowiedział następująco: - Oczywiście. To nie dotyczy tylko prezydent miasta, ale także zarządów spółek. Takie przesłuchania się toczą w urzędzie. 

Więcej o: