Majątek Zygmunta Solorza się skurczył. Jego inwestycje skomplikowała m.in. przegrana PiS

Po tym, jak Zygmunt Solorz skoncentrował się na zielonej energii, inwestorzy odwrócili się od niego, a jego majątek znacznie się skurczył. W ostatnim czasie kwestię inwestycji w energetykę skomplikowała ponadto przegrana PiS w wyborach - zauważa "Forbes".
Zygmunt Solorz (zdjęcie archiwalne)
Fot . Marcin Stępień / Agencja Wyborcza.pl

Na tegorocznej Liście 100 Najbogatszych Polaków "Forbesa" Zygmunt Solorz znalazł się na ósmym miejscu. Był to pierwszy raz w historii rankingu, kiedy właściciel telewizji Polsat znalazł się tak daleko za podium. Jego majątek wyniósł 7,72 mld zł - skurczył się o 26,5 proc.

Zobacz wideo Michał Wawrykiewicz: Świrski przed Trybunałem Stanu? Ten wniosek jest absolutnie słuszny

Zygmunt Solorz przez lata znajdował się na podium. Potem zajął się zieloną energią  

Sam magazyn zwraca uwagę, że gwałtowny spadek jest efektem odsunięcia się kluczowych inwestorów. To zaś wynikało z faktu, że biznesmen pod koniec 2021 roku zwrócił się w stronę zielonej energii i od tamtego czasu realizuje inwestycje w tym sektorze.

- Kiedy zakładaliśmy telewizję, myślałem - w Polsce są dwa kanały telewizyjne, ludzie na pewno chcą mieć większy wybór. Gdy zaczęła się era internetu, pomyślałem - świat przechodzi do internetu, stąd inwestycja w Plusa. Wszystko to są usługi dla każdego, z których każdy z nas korzysta codziennie - i podobnie jest z prądem. Każdy go potrzebuje. Stąd nasze inwestycje w energię, ale tę zieloną, neutralną dla środowiska - tłumaczył miliarder "Forbesowi".

Przegrana PiS przyniosła nowe komplikacje. Chodzi o inwestycję w atom 

Wizja Solorza szybko zaczęła jednak mierzyć się z komplikacjami. Koszty inwestycji poszły w górę za sprawą wzrostu inflacji wynikającego z pandemii oraz wybuchu wojny na Ukrainie. Wkrótce dołączyła również inwestycja w atom oraz perspektywa wspólnego projektu z państwowym PGE i koreańskim dostawcą technologii jądrowej KHNP. Plany w związku z tym ostatnim skomplikowały się po porażce Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych. Sprawiła ona bowiem, że projekt atomowy został przejęty przez nową koalicję rządzącą.

- Nie widzimy powodu, dla którego nowy rząd miałby blokować półprywatną inicjatywę budowy dużych bloków jądrowych. Mogłoby to zrobić potencjalnie PGE, wycofując się z projektu. W mojej ocenie ten projekt dla PGE jest pod znakiem zapytania, ze względu na potencjalne wyczerpywanie się zasobów gotówkowych, ewentualne opóźnienia lub wzrost nakładów inwestycyjnych - komentował w rozmowie z magazynem Paweł Puchalski, analityk Santander Biuro Maklerskie.

Więcej o: