Na tegorocznej Liście 100 Najbogatszych Polaków "Forbesa" Zygmunt Solorz znalazł się na ósmym miejscu. Był to pierwszy raz w historii rankingu, kiedy właściciel telewizji Polsat znalazł się tak daleko za podium. Jego majątek wyniósł 7,72 mld zł - skurczył się o 26,5 proc.
Sam magazyn zwraca uwagę, że gwałtowny spadek jest efektem odsunięcia się kluczowych inwestorów. To zaś wynikało z faktu, że biznesmen pod koniec 2021 roku zwrócił się w stronę zielonej energii i od tamtego czasu realizuje inwestycje w tym sektorze.
- Kiedy zakładaliśmy telewizję, myślałem - w Polsce są dwa kanały telewizyjne, ludzie na pewno chcą mieć większy wybór. Gdy zaczęła się era internetu, pomyślałem - świat przechodzi do internetu, stąd inwestycja w Plusa. Wszystko to są usługi dla każdego, z których każdy z nas korzysta codziennie - i podobnie jest z prądem. Każdy go potrzebuje. Stąd nasze inwestycje w energię, ale tę zieloną, neutralną dla środowiska - tłumaczył miliarder "Forbesowi".
Wizja Solorza szybko zaczęła jednak mierzyć się z komplikacjami. Koszty inwestycji poszły w górę za sprawą wzrostu inflacji wynikającego z pandemii oraz wybuchu wojny na Ukrainie. Wkrótce dołączyła również inwestycja w atom oraz perspektywa wspólnego projektu z państwowym PGE i koreańskim dostawcą technologii jądrowej KHNP. Plany w związku z tym ostatnim skomplikowały się po porażce Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych. Sprawiła ona bowiem, że projekt atomowy został przejęty przez nową koalicję rządzącą.
- Nie widzimy powodu, dla którego nowy rząd miałby blokować półprywatną inicjatywę budowy dużych bloków jądrowych. Mogłoby to zrobić potencjalnie PGE, wycofując się z projektu. W mojej ocenie ten projekt dla PGE jest pod znakiem zapytania, ze względu na potencjalne wyczerpywanie się zasobów gotówkowych, ewentualne opóźnienia lub wzrost nakładów inwestycyjnych - komentował w rozmowie z magazynem Paweł Puchalski, analityk Santander Biuro Maklerskie.