W piątek 27 września w Łodzi rozpoczął się protest pracowników fabryki tureckiej firmy Beko. Dalej był kontynuowany w Warszawie.
Polskie zakłady produkcyjne Beko w Łodzi i Wrocławiu od lat mają problemy finansowe. Na początku września Beko ogłosiło zamknięcie swojej fabryki w Łodzi. We Wrocławiu zapowiedziano dalsze zwolnienia. Jak powiedział w TVN24 Krzysztof Domagała z NSZZ "Solidarność", w łódzkim oddziale ma być zwolnionych 1 100 osób, a we wrocławskim 663 osoby. To jednak nie wszystko, bo zwolnienia będą dotyczyć także firm produkujących części dla Beko.
W Łodzi produkcja ma być zamknięta do końca kwietnia 2025 roku. Bez zmian pozostaje funkcjonowanie fabryki Beko w Radomsku, wrocławskiej fabryki kuchenek i łódzkiej Shared Service Center.
W związku z ogłoszoną decyzją pracownicy rozpoczęli protest. - Zbieramy się o 7.30 na Północnej w Łodzi. Wyjeżdżamy do Warszawy. Będą pracownicy z Radomska, będą z Wrocławia. Ponad 200 osób z samej Łodzi jedzie - powiedziała "Faktowi" pani Renata, która pracowała w firmie przez 18 lat.
Już tydzień temu pracownicy Beko protestowali w Łodzi. W piątek 27 września o godzinie 12 rozpoczął się protest przed ambasadą Turcji w stolicy. - Była rozpacz, a teraz jest taki bój o miejsca pracy, o godne odprawy - dodała pani Renata.
- Proponowana restrukturyzacja to trudny, ale konieczny krok, aby zabezpieczyć przyszłość produkcji w Polsce i zapewnić zrównoważoną i rentowną przyszłość dla Beko Europe - przekazał Francesco Celentano, Senior Director Operations Northern Area w Beko Europe. Dodał, że decyzja była bardzo trudna, a Beko docenia i szanuje świetną kadrę w Łodzi i we Wrocławiu.