Marian Banaś pod koniec sierpnia 2025 roku zakończy swoją kadencję na fotelu prezesa NIK. Jak ustaliła "Rzeczpospolita", nie ma on szans na reelekcję. Banaś zaczął jednak przygotowywać się na ten scenariusz i obsadza Izbę swoimi ludźmi w taki sposób, że nie będzie można ich odwołać nawet po jego odejściu. A to wszytko mimo tego, że jeszcze niedawno chwalił się stworzonym przez siebie systemem, w ramach którego motywował pracowników NIK poprzez wisząca nad nimi groźbę zwolnienia. Ale po kolei.
Jak donosi "Rz", w NIK ruszyły lub ruszają konkursy na najważniejsze stanowiska kierownicze, czego Marian Banaś nie robił przez poprzednie 5 lat swojej pracy w Izbie. Wszyscy dyrektorzy w centrali Izby i w delegaturach w kraju mają status p.o. - pełniących obowiązki (z wyjątkiem szefów dwóch niemerytorycznych biur: Organizacyjnego i Rachunkowości). W przeciwieństwie do nieusuwalnych osób wybranych w konkursie, pełniących obowiązki można zwolnić w dowolnym momencie. "To daje efekty, bo jeżeli pracownicy wiedzą, że ich można rozliczyć z efektu, pracują jak należy. Jeżeli będą przypisani jak chłop do ziemi przez pięć lat, to po prostu nie będą się liczyć z przełożonymi" - mówił 24 lipca cytowany przez "Rz" Banaś na posiedzeniu sejmowej Komisji ds. kontroli państwowej.
Co ważne, powyższa praktyka jest niezgodna z ustawą o NIK, a prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie. Na stanowiska obsadzone przez Banasia w formule p.o. wymagany jest bowiem odpowiedni staż pracy i doświadczenie kontrolerskie, którego niektórzy jego nominaci nie mieli. Ale teraz, po pięciu latach pracy pod Banasiem, to prawo uzyskali i od razu rozpisano konkursy na obsadzone przez nich stanowiska. I jak pisze "Rz", w komisjach konkursowych nie ma doświadczonych kontrolerów, a sami zaufani ludzie obecnego kierownictwa - sam prezes Marian Banaś, jego wiceprezes Michał Jędrzejczyk i dyr. generalny Jarosław Melnarowicz.
NIK w odpowiedzi na pytania "Rz" twierdzi, że konkursy są formalnością, ich rozpisanie było sygnalizowane, a pracownicy zatrudniani na p.o. dyrektora danej jednostki byli powoływani "w celu weryfikacji ich kompetencji do sprawowania funkcji dyrektora".
Marian Banaś chce zostawić po sobie jednak nie tylko ludzi. Od przyszłego roku planowane jest wprowadzenie nowego statutu wewnętrznego NIK. Projekt dostał pozytywną opinię od sejmowej komisji, ale marszałek Sejmu Szymon Hołownia nadal proceduje tę zmianę. - Jesteśmy krytyczni. Zmiany umożliwią jedynie kolejne ruchy kadrowe. Żadne nowe departamenty w NIK nie są potrzebne - mówi "Rz" poseł Wojciech Szarama z PiS, wiceszef sejmowej Komisji ds. kontroli państwowej. Hołownia ma się wahać. Jest skłonny podpisać dokumenty, ale z datą wejścia w życie już po kadencji Banasia.
Nowy statut wewnętrzny zakłada zwiększenie z 14 do 16 liczbę departamentów w NIK. Miałby powstać osobny departament kontroli doraźnych (dziś jest w strukturze dep. strategii) oraz departament kontroli i współpracy międzynarodowej. Dwa dodatkowe piony pozwoliłby na obsadzenie sześciu nowych stanowisk kierowniczych (szefów i dwóch zastępców).