Janusz Jabłoński jest właścicielem agencji eventowej Berm. Jak podaje onet.pl w 2019 r. jego firma zawarła z Orlenem umowę na obsługę wydarzeń, za które miała otrzymywać prowizję w wysokości 5 proc. od zleceń o wartości od 20 do 200 tys. oraz 4 proc. od tych, których koszt wyniesie od 200 tys. do 1 mln zł. W tym czasie funkcję dyrektora wykonawczego w Orlenie pełnił Adam Burak.
- Niedługo po podpisaniu umowy na spotkanie zaprosił mnie Adam Burak, który wprost poinformował mnie, że oczekuje jakiegoś wyrazu wdzięczności za nawiązanie współpracy. Początkowo puściłem to mimo uszu, ale te sugestie zaczęły się nasilać - powiedział Janusz Jabłoński w rozmowie z serwisem. Dodał, że wyrazem wdzięczności miało być znalezienie pracy dla jednej ze "swoich podopiecznych". - Kiedy przyniósł mi jej CV, okazało się, że to Anna Karczewska-Rozłucka, córka ówczesnego marszałka Senatu z ramienia PiS - wyjaśnił Jabłoński.
Według onet.pl 1 marca 2019 r. firma Berm zatrudniła Karczewską-Rozłucką. "Za pensję 5 tys. zł miesięcznie (na rękę) kobieta ma 'utrzymywać stałe relacje z klientami', 'reprezentować usługodawcę na wydarzeniach' i 'brać udział w negocjacjach'. Czas jej pracy zostaje ustalony na 105 godz. miesięcznie. A klientem, o relacje, z którym zabiegać ma kobieta, zostaje współzarządzany przez Buraka Orlen" - pisze serwis.
Sprawę skomentował Adam Burak. - To nie po raz pierwszy, gdy człowiek o wątpliwej reputacji Janusz Jabłoński, skazany swego czasu prawomocnym wyrokiem w aferze korupcyjnej, pomawia mnie i oskarża o rzeczy, które nie miały miejsca - powiedział w rozmowie z onet.pl. - W 2019 r. swoimi pomówieniami próbował zainteresować prokuraturę. Wówczas prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa wobec nieznalezienia znamion czynu zabronionego. Dziś po raz kolejny pomawia mnie i narusza moje dobra osobiste - dodał.
Adam Burak odparł zarzuty. - W związku z oszczerstwami i pomówieniami, jakie pan Jabłoński wypowiedział pod moim adresem, tym razem publicznie, w ubiegłym tygodniu do jednego z warszawskich sądów złożyłem prywatny akt oskarżenia. Oświadczam, że wszystko, co na mój temat publicznie powiedział pan Jabłoński, jest kłamstwem. Nigdy nie żądałem ani nie przyjmowałem od niego żadnych pieniędzy lub innych korzyści majątkowych. Nie znam pani Karczewskiej-Rozłuckiej, nigdy nie spotkałem jej osobiście i nigdy nie byłem przesłuchiwany w tej sprawie - wyjaśnił w oświadczeniu.