- Tu w Tenczynku to ludzie sobie, a Palikot sobie. Nie dbał o relacje z mieszkańcami, zresztą zostawił po sobie złą sławę. W mediach szastał kasą na lewo i prawo, a córka sąsiadki w maju się musiała zwolnić, bo nie płacił pensji. Miała małe dziecko i na taką niepewność nie mogła sobie pozwolić - powiedział pan Adam w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Tymczasem pracownicy browaru w Tenczynku mieli w zeszłym roku otrzymać maile informujące, że "zarząd Tenczynek Świeże potwierdza wypłatę wszystkich zaległych zobowiązań wobec państwa do 25 września". Zapewniano również, że każdego tygodnia będą wypłacane pieniądze wobec kolejnych osób, "kończąc tym samym wzajemne rozliczenia".
Według gazety Janusz Palikot nie opłacał pracowników na umowach typu B2B i pełnoprawnych etatowych umowach o pracę. "Nie płacił ZUS-u, nie przelewał pieniędzy na Pracownicze Plany Kapitałowe. Dług, jak podlicza Państwowa Inspekcja Pracy, wynosił niemal 2,3 miliona złotych" - podkreśla "Gazeta Wyborcza".
Jak czytamy dalej, biznesmen miał uregulować tylko jeden procent zaległych zobowiązań (220 tys. zł), natomiast pracownicy czekają na ponad dwa miliony złotych. Taką informację przekazała gazecie Anna Majerek z Okręgowej Inspekcji Pracy w Krakowie. Państwowa Inspekcja Pracy w ciągu ostatniego roku przeprowadziła cztery kontrole w firmach Palikota. "Kontrole za każdym razem dotyczyły nieprawidłowości w wypłacie wynagrodzeń i innych świadczeń. Sprawdzano też, czy firma wywiązuje się z wydanych nakazów spłaty długów wobec pracowników" - czytamy.
Wcześniej "Gazeta Wyborcza" dowiedziała się nieoficjalnie, że Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA) znalazło w telefonie Janusza Palikota korespondencję, w której miał instruować pracownika jednej ze swoich firm, jak ma fałszywie zeznawać na jego korzyść. Przygotowania świadka do składania fałszywych zeznań miała też dotyczyć rozmowa biznesmena z jego adwokatem.
To właśnie dlatego śledczy mieli uznać, że rozmowa z mecenasem Jackiem Dubois nie jest objęta tajemnicą adwokacką. "W ocenie prokuratury dotyczyła manipulowania zeznaniami świadka, co jest nielegalne i sprzeczne z zasadami etyki adwokackiej" - pisała "Gazeta Wyborcza".
Zdaniem obrońcy Janusza Palikota mecenasa Jacka Duboisa przejęcie telefonu przez śledczych to naruszenie prawa. Mecenas w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową zapowiedział, że będzie domagał się wyciągnięcia konsekwencji wobec prokuratora. Prawnik wskazał, że śledczy powinien być odsunięty od sprawy, a uzyskane materiały z telefonu podejrzanego Janusza Palikota nie powinny być uwzględnione później w całej sprawie. Prokuratura Krajowa wszczęła już postępowanie sprawdzające w tej sprawie.
Janusz Palikot oraz jego dwaj współpracownicy Przemysław B. i Zbigniew B. mieli oszukać nabywców obligacji na ponad 70 mln zł. Mieli też przywłaszczyć napoje alkoholowe, których wartość szacuje się na pięć mln zł.