Dr. Irena Eris: Ja jestem euroentuzjastką, ale o pewnych rzeczach trzeba mówić, żeby dojść do rozwiązań optymalnych. Od dłuższego czasu widzimy, zresztą nie tylko ja, ale to powszechne przekonanie wśród przedstawicieli biznesu, że regulacje unijne są coraz bardziej skomplikowane, coraz bardziej finezyjne i co prawda biorą teoretycznie pod uwagę interes konsumenta, tak jak my, ale absolutnie nie liczą się tu producenci. Stąd mierzymy się z przeregulowaniem.
W naszej firmie mamy centrum badawcze, publikujemy nasze badania w cenionych międzynarodowych pismach naukowych, mamy wiele zgłoszeń patentowych, stawiamy na innowacyjność także z czystej satysfakcji tworzenia czegoś nowego. Ale ja zamiast działać twórczo, korzystać z talentów ludzi, naszych działów technologicznych i badawczych, zajmuję się przerabianiem receptur, dlatego że nieustannie zmieniają się przepisy. Cały czas pojawiają się nowe surowce, poprzednich już nie można używać, wobec tego formułujemy nowe receptury. A to nie jest tak, że nowa receptura to po prostu wyjęcie starego składnika i włożenie nowego. To jest cały proces technologiczny, który powstaje od początku, to jest tworzenie od nowa, to sprawdzanie stabilności - tego, czy substancje aktywne przez tę zmianę mają dalej możliwość wniknięcia w głąb skóry i efektywnego działania. Czasami jest tak, że obecność innej substancji powoduje zahamowanie działania innych składników. Zdarza się, że kończymy jeden taki proces, a tu okazuje się, że są kolejne zarządzenia i zaczynamy od nowa.
Przykładamy bardzo dużą wagę do naszego serwisu dla konsumentów, bo jesteśmy bardzo ciekawi, co sądzą nasi klienci i często dostajemy pytania, czy coś się zmieniło w tej recepturze. Klientka mówi: no, taki był dobry ten krem, ten też nie jest zły, ale na przykład inaczej pachnie. Tego nasz klient nie widzi, ale przez nadmierne regulacje zamiast iść naprzód, to się cofamy. Słyszę to też od innych producentów z innych branż.
Obawiam się, że Europa zaczyna pozostawać w tyle i nie nadąża za globalnym postępem. W Stanach Zjednoczonych, do których teraz wchodzimy, zmiany nie następują tak szybko. Paradoksalnie w USA musimy wracać do poprzednich receptur, bo te nowe europejskie składniki nie są jeszcze dopuszczone na tym rynku. Co ciekawe, nie zawsze zmiany unijne są racjonalne i czasami następują pod wpływem presji społecznej. Przykładem są parabeny. To substancje konserwujące, bo każdy kosmetyk musi je mieć. Jeżeli ktoś napisze na opakowaniu, że kosmetyk jest bez substancji konserwujących, to znaczy tylko, że używa tych, które jeszcze nie są na liście konserwantów. W przeciwnym razie każdy kosmetyk ulegałby szybkiej destrukcji. Parabeny są powszechnie używane w żywności, są najbardziej bezpieczne, najbardziej przebadane od lat. A ponieważ jakiś znany influencer stwierdził, że parabeny są szkodliwe, klienci zaczęli oczekiwać, aby nie było ich w składzie produktów, uznając, że "ktoś mądry wreszcie powiedział nam prawdę". Niestety, Unia Europejska, często nie kierując się badaniami - zmienia, zmienia i zmienia.
Innowacje to jest postęp, to jest znalezienie czegoś innego, czegoś lepszego, czegoś co jest konsumentowi potrzebne, nie innowacja, której nikt nie zmierzy.
Mogę wyciągać wnioski ze swojej własnej działalności. Mamy jej trzy obszary: oprócz produkcji kosmetyków, mamy kosmetyczne instytuty, mamy też trzy hotele SPA, więc to jest taki nasz holistyczny świat beauty - wypoczynek, dbanie o siebie w sposób profesjonalny i codzienna odpowiednia pielęgnacja. Współpracujemy z uczelniami wyższymi i innymi jednostkami naukowymi. Jesteśmy bardzo zadowoleni ze współpracy z Polską Akademią Nauk, w wyniku której przeprowadziliśmy wspólne badania i wdrożyliśmy produkt, który został opatentowany. To dla nas idealna ścieżka.
Moje osobiste spostrzeżenie jest takie, że generalnie brakuje styczności biznesu z nauką, często nauka jest prowadzona dla samej nauki, ale nic z tego nie wynika. Uważam, że nauka jest jedną z najważniejszych dziedzin, która powinna powodować postęp i rozwój kraju. Ale żeby tak się stało, wyniki badań muszą się przełożyć na coś konkretnego, na jakiś produkt lub usługę, na coś, czego jeszcze nie ma.
Oczywiście w biznesie niekoniecznie trzeba być innowacyjnym, żeby dobrze go prowadzić. Są firmy, które głównie podążają za trendami rynkowymi i produkują coś podobnego. Ja mam inne założenia, robię swoje, mam swoją wizję. Mam czerpać z tego satysfakcję, czyli robię to porządnie, wkładam całą energię i swoją wiedzę i czekam, co nasz odbiorca odpowie i bardzo się cieszę, gdy docenia to, co jest "w środku" danego produktu. Natomiast nie toleruję nieetycznego kopiowania. Naśladownictwo jest jeszcze ok, ale kopiowania po prostu nie znoszę, sama tak nigdy nie robię i mnie to po prostu denerwuje.
Trzeba się trzymać swojej strategii, być konsekwentnym. Z jednej strony musimy nadążać za zmianami i przepisami, a z drugiej stale iść do przodu. Dziś część naszych ludzi, którzy mogliby skupić się na rozwoju, musi zajmować się innymi sprawami. Mamy na przykład wymóg raportowania ESG. Obliguje nas to do wypełniania różnych formularzy i analizowania kwestii takich jak dobrostan zwierząt, mimo że nasza działalność nie ma żadnego związku ze zwierzętami. Naszej firmie od zawsze zależało na ekologii, chcieliśmy biznes prowadzić nowocześnie: mamy fotowoltaikę, już 20 lat temu kupiliśmy maszyny do prasowania beczek, żeby można je było łatwiej zrecyklingować. Tymczasem teraz muszę prowadzić monitoring czegoś, co mnie w ogóle nie dotyczy. To trochę frustruje i demotywuje. Oczywiście musimy to robić, ale kiedy człowiek widzi, że wykonuje działania, które nie mają większego sensu, trudno o entuzjazm do rozwoju czy wprowadzania innowacji.
Mamy bardzo ciekawy przykład. W 2009 roku nagrodę Nobla z medycyny przyznano za badania nad telomerami, czyli strukturami na końcach chromosomów odpowiedzialnymi za podział komórki. Przy każdym podziale komórki w procesie starzenia telomery się skracają, gdy całkowicie się skrócą, komórka obumiera. W tym czasie pracowaliśmy nad kremem przedłużającym życie telomerów. I właśnie kiedy wprowadzaliśmy ten produkt na rynek, pojawiła się informacja o przyznaniu Nagrody Nobla. Bardzo się ucieszyliśmy, a mój mąż, Henryk Orfinger, zażartował: "Teraz tylko zostało nam zdobyć Nagrodę Nobla!" Od tego momentu w firmie powtarza się, że szef postawił poprzeczkę na poziomie Nobla [śmiech].
Drugi przykład. Jako pierwsi w Europie zastosowaliśmy witaminę K w kosmetykach. To witamina, która w normalnych warunkach jest nieczynna – trzeba ją przyjmować doustnie, ponieważ uaktywnia się dopiero po zetknięciu się z enzymami wątroby. Tymczasem w jednej z amerykańskich prac naukowych przeczytałam, że właśnie te enzymy odkryto również w skórze. To była rewelacja. Przeprowadziliśmy badania i rzeczywiście okazało się, że podana na skórę witamina K likwiduje krwiaki, przyspiesza gojenie ran i zmniejsza naczynia krwionośne. Takie sytuacje dodają nam energii i motywacji, pokazując, że osiągnęliśmy coś wyjątkowego i mamy potrzebne umiejętności. To napędza nas do dalszego działania.
Rozmawiali: Maria Mazurek, Rafał Madajczak