Zaskakujące wnioski badaczy. Nierówności w Polsce są znacznie większe, niż sądzono

Według danych GUS czy Eurostatu Polska znajduje się w połowie stawki unijnej, jeśli chodzi o poziom nierówności dochodowych. Trzech polskich badaczy sprawdziło, że tak naprawdę nierówności są u nas nawet dwukrotnie wyższe niż sądzono i jesteśmy w czołówce UE. Jest lista pomysłów, jak temu zaradzić, a na niej np. (kontrowersyjne być może) pomysły na podatki.
Przechodnie na ulicy, zdjęcie ilustracyjne (Lublin).
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

- Nierówności w Polsce są duże i mają znaczenie. Musimy zacząć z tym walczyć - mówi Paweł Bukowski, wykładowca ekonomii na University College London oraz w Polskiej Akademii Nauk. Podczas Europejskiego Forum Nowych Idei wraz z Michałem Brzezińskim, ekonomistą z Katedry Ekonomii Politycznej Uniwersytetu Warszawskiego wyjaśniali, co dlaczego zmniejszenie nierówności dochodowych w Polsce jest tak ważne i jak można to zrobić. Niektóre z ich pomysłów mogą się wydać kontrowersyjne. 

Zobacz wideo Czy studia są konieczne, by znaleźć dobrą pracę? "To jest już trochę sztuczne"

Nierówności po Polsku - po "mistrzowsku" w czołówce UE

Zaskakująca może być już sama diagnoza. Z badań naukowców (w tym zakresie głównie Pawła Bukowskiego) wynika, że oficjalne dane dotyczące poziomu nierówności w Polsce mogą być znacząco zaniżone. - Posługujemy się miarą, która jest intuicyjnie zrozumiała, jaką jest udział 1 proc. osób najbogatszych posiadających najwyższe dochody w całkowitym dochodzie społeczeństwa. Ten udział 1 proc. jest wręcz bardzo wysoki na tle innych krajów europejskich - wyjaśniał Michał Brzeziński, przywołując metodologię wykorzystaną w książce napisanej przez obu panów oraz jeszcze jednego ekonomistę, Jakuba Sawulskiego.

Problem w tym, że z danych Głównego Urzędu Statystycznego czy Eurostatu wynika, że aż tak źle nie jest. Plasujemy się mniej więcej w połowie europejskiej stawki z udziałem 1 proc. najbogatszych w dochodzie społeczeństwa na poziomie 7-8 proc. Tyle że te dane opierają się na ankietach wśród gospodarstw domowych, które zwykle niedoszacowują najbogatszych właśnie. Autorzy wspomnianej książki połączyli te wyniki z danymi podatkowymi. Wynik tego badania to już 13,5 proc. - To sytuuje nas wśród krajów Unii Europejskiej o najwyższych nierównościach dochodowych - zauważał Brzeziński. 

Nie zawsze tak było. A jak się zaczęło? - Od końca lat 80. do dziś nierówności wzrosły z około 4 proc. do 13,5 proc. - szacował Paweł Bukowski. Co ciekawe, taki wzrost nie był identyczny w innych europejskich krajach, nie tylko zachodnich, ale i postkomunistycznych. Na przykład w Szwecji czy Czechach nierówności w opisywanym tutaj ujęciu są na poziomie około 9-10 procent. Znacznie wyższe są w Rosji, gdzie wynoszą 20 proc. - To znaczy, że do górnego procenta najbogatszych trafia 20 proc. dochodu całego społeczeństwa. To jest mniej więcej też poziom amerykański - mówił ekonomista, dodając, że największe nierówności występują w takich krajach jak Wenezuela czy państwa Półwyspu Arabskiego i wynoszą około 25 proc. 

W naszym kraju nierówności rosły w dwóch rzutach. Najpierw w okresie transformacji ustrojowej i latach 90. XX wieku. - To była naturalna rzecz, że w pewnym momencie pojawił się dochód z kapitału prywatnego, nagle pojawiły się osoby, które zarabiają, na tym, że mają firmy. Po drugie, płace przestały być kontrolowane, menedżer mógł zarabiać znacznie więcej niż pracownik szeregowy. To był pierwszy, naturalny, wzrost nierówności - wyjaśniał w czasie wystąpienia na EFNI Paweł Bukowski. Udział górnego 1 procenta najbogatszych w ogólnym dochodzie Polaków wzrósł wtedy z około 4 do około 7-8 proc. Drugi incydent wzrostowy przypada na okres od mniej więcej 2002 do 2007-2008 roku. Wtedy poziom nierówności niemal się podwoił, do blisko 15 proc. Od 2013 do 2018 roku (w tym punkcie kończą się dane, które eksperci mieli do dyspozycji dla swoich badań) widać znów lekki, rosnący trend. Ten drugi okres nie jest już tak łatwy do wyjaśnienia jak pierwszy, wiadomo za to, że znacząco rósł wtedy dochód z działalności gospodarczej. - Przedsiębiorcy bogacili się znacznie, znacznie bardziej niż społeczeństwo - mówił Bukowski. 

Co ciekawe, miasta nie mają monopolu na zamożność. Pojawiła się nowa klasa osób bogatych, często przedsiębiorców, mieszkających na terenach wiejskich. Geograficznie wciąż widać wyraźne odstawanie zarówno (bogatszego) zachodu kraju i (biedniejszej) wschodniej Polski. Co się stało po 2018 roku? Wiele wskazuje na to, że nierówności mogły się pogłębić, przez m.in. napływ migrantów i uchodźców z Ukrainy i wzrost inflacji. 

Dlaczego to źle?

Eksperci argumentowali (powołując się na jedną z głównych tez swojej książki), że nierówności mogą naszą gospodarkę obciążać. Polska przechodzi obecnie drogę "od maszyn do mózgów", czyli od gospodarki opierającej się o kapitał fizyczny, inwestycje w maszyny, fabryki, drogi itp., do tak zwanej gospodarki wiedzy. - Opiera się ona o to, co mamy w głowie, jak wybitnych i kreatywnych przedsiębiorców, innowatorów, naukowców jesteśmy w stanie wytworzyć w naszej gospodarce - mówił Paweł Bukowski. W takiej gospodarce nierówności są problemem. 

W społeczeństwie wysokich nierówności dochodowych mamy również nierówności szans. Wiele wybitnych jednostek, innowatorów, nauczycieli, przedsiębiorców, pochodzi z biedniejszych rodzin, miejsc które nie mają dostępu do komunikacji miejskiej. Nie tworząc równego dostępu do edukacji, de facto tracimy te mózgi, które miały pecha urodzić się w rodzinach, nie mających dostępu do takich środków jak rodziny bogate

- podkreślał Bukowski. 

Na takim poziomie rozwoju, na jakim jest Polska, to kapitał ludzki plus innowacje będą przyszłościowym motorem wzrostu. W krajach wysoko rozwiniętych akumulacja kapitału nie wpływa już tak mocno na wzrost gospodarczy. Powinniśmy więcej inwestować w dostęp ludzi, w tym tych którzy maja nierówne szanse, do edukacji. To przyczyni się nie tylko większej równości edukacyjnej, a później dochodowej, ale też przyspieszy tempo wzrostu gospodarki w dalszej przyszłości

- mówił Michał Brzeziński. Jego zdaniem "wszyscy na tym wygramy" - w tym ci, którzy odnieśli sukces - przedsiębiorcy. - Zwłaszcza w sytuacji, kiedy społeczeństwo jest starzeje, strumień migracji do Polski tak czy inaczej będzie ograniczany. Powinniśmy zainwestować w tę potencjalnie traconą część kapitału ludzkiego, która ma utrudniony dostęp do edukacji. A wiemy, że są trendy które powodują, że nierówności edukacyjne w Polsce się zwiększają - dodawał. 

Co z tym zrobić?

Wśród rozwiązań problemu, eksperci wymieniają kwestie podatkowe. Jak zauważał Michał Brzeziński, należałoby na przykład zmniejszać przywileje osób osiągających najwyższe dochody, w tym zlikwidować możliwość wybierania sobie formy opodatkowania oraz ogólnie uprościć system podatkowy.

Objąć wszystkich jedną progresywna skalą podatkową, włączając w to rolników i osoby prowadzące działalność gospodarczą. W tej chwili progresywność jest u nas relatywnie niska na tle innych krajów Unii Europejskiej

- powiedział. Paweł Bukowski dorzucił pomysł kapitału startowego dla młodych, który miałby na celu wyrównywanie szans młodych poprzez dawanie im pewnego kapitału, kiedy wchodzą w dorosłość. - Na przykład: dajemy wszystkim na osiemnastkę 50 tys. zł, po to żeby takie osoby założył sobie firmę, miały wkład do kredytu mieszkaniowego albo wydały to studia za granicą - mówił, dodając szacunki, według których nie byłby to gigantyczny koszt, na poziomie około 0,5 proc. PKB. - Oczywiście nie zlikwiduje to nierówności, ale stworzy fundament dla wielu osób - mówił. Sugerował, że środki na ten cel można by pozyskać z podatku od spadków dla najbogatszych. 

Poza tym, eksperci podkreślają konieczność działań w edukacji, poczynając od zapewnienia dzieciom miejsc w żłobkach, poprzez zadbanie o pozycję i prestiż zawodu nauczyciela (także w wymiarze finansowym) po darmowe posiłki dla dzieci w szkołach. Zwracają uwagę na kluczową rolę związków zawodowych i proponują obowiązkowy udział przedstawicieli pracowników w radach nadzorczych przedsiębiorstw. Dorzucają do tego walkę z bezdomnością i może mało oczywistą rzecz: poprawę jakości danych publicznych

- W Polsce mamy systematyczny i prawie patologiczny problem: nie wiemy zbyt dużo o polskim społeczeństwie - argumentował Paweł Bukowski. Zaznaczał, że to ewenement nie tylko w porównaniu z Europą Zachodnią, ale także naszym regionem, bo znacznie lepsze dane publiczne mają na przykład jego zdaniem Węgry.

Dobre dane mogą nam kompletnie zmienić obraz tego, w jakim społeczeństwie żyjemy, odmglić nam naszą wizję

- podkreślał. 

Paweł Bukowski, Michał Brzeziński i Jakub Sawulski są autorami wydanej niedawno książki "Nierówności po Polsku. Dlaczego trzeba się nimi zająć, jeśli chcemy dobrej przyszłości nad Wisłą" (Wydawnictwo Krytyki Politycznej). 

Więcej o: