Volkswagen planuje zamknąć co najmniej trzy fabryki w Niemczech, obciąć pensje o 10 proc. i zwolnić dziesiątki tysięcy pracowników - taką informację podała na początku tygodnia szefowa rady zakładowej w fabryce Volkswagena w Wolfsburgu. I choć nie jest to wielkie zaskoczenie, bo już we wrześniu koncern Volkswagen wypowiedział układy zbiorowe ze związkiem zawodowym IG Metall i zapowiedział cięcia, to Niemcy traktują całe zamieszanie wokół jednej z najbardziej rozpoznawalnych marek z tego kraju bardzo personalnie.
- Ten kryzys ma pewien historyczny wymiar. Jeszcze nigdy w blisko 90-letniej historii firmy nie doszło do zamknięcia jakiejkolwiek fabryki Volkswagena na terenie Niemiec. Gdyby do tego doszło, to samo w sobie już jest pewnym historycznym krokiem. Mówi się nawet o złamaniu tabu w Niemczech - opowiada nam Michał Kędzierski, analityk ds. polityki energetycznej, klimatycznej i transportowej Niemiec z Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW). Zauważa, że już samo wypowiedzenie układów zbiorowych było historyczną decyzją.
Volkswagen traktowany jest jako symbol niemieckiego sukcesu gospodarczego, dlatego o sytuacji firmy mówi się w domach w całych Niemczech. Sama decyzja firmy była jednak w pewnym stopniu spodziewana. - To nie jest tak, że problem pojawił się znienacka, bo o problemach Volkswagena z konkurencyjnością, mowa jest już od wielu lat - zauważa Michał Kędzierski. Już w zeszłym roku wdrożono plan oszczędnościowy, który miał przywrócić marce konkurencyjność.
Nie przyniósł on jednak rezultatów. Zakładał m.in. osiągnięcie 6,5-procentowej marży, a ta w pierwszej połowie 2024 r. spadła do zaledwie 2,3 proc. Dlatego Volkswagen rozważa zaostrzenie polityki oszczędnościowej i "głębszą restrukturyzację". Warto w tym miejscu podkreślić jednak trzy istotne rzeczy. Po pierwsze informacje o zamykaniu fabryk wciąż są niepotwierdzone. Po drugie kryzys dotyczy jedynie marki Volkswagen, a nie całej grupy, w której skład wchodzą także m.in. Audi, Lamborghini, Bentley i Škoda. Po trzecie nie jest to "kryzys egzystencjalny", bo marce nie grozi bankructwo.
Michał Kędzierski oraz Aleksandra Kozaczyńska w analizie dla OSW wyliczyli kilka powodów, przez które niemiecka marka jest teraz w kryzysie. Przede wszystkim są to wysokie koszty produkcji (zwłaszcza pracy i energii) w Niemczech oraz niska produktywność. "VW wytwarza 2 mln samochodów mniej niż w 2019 r. Mimo to liczba pracowników utrzymuje się na podobnym poziomie. Niektóre zakłady wykazują wyjątkowo niskie wykorzystanie mocy produkcyjnych (nawet 20-30 proc., cała firma działa na dwie trzecie możliwości)" - czytamy.
Problem z nieefektywnymi zakładami to problem typowo niemiecki. - Spada sprzedaż samochodów, a jednocześnie koszty personalne przez wysokie pensje i przywileje, jakie mają pracownicy Volkswagena, sprawiają, że produkcja w niemieckich zakładach po prostu jest niekonkurencyjna. Zakładom w innych krajach (Polsce, Czechach, Hiszpanii) idzie o wiele lepiej, bo m.in. koszty personalne i energii są niższe - mówi nam Michał Kędzierski. Dlatego planowane cięcia mają dotyczyć jedynie zakładów w Niemczech.
Polska jest trzecim krajem na świecie, po Niemczech i Chinach z dziewięcioma zakładami Volkswagena, ale praca w żadnym z nich nie jest zagrożona. Kryzys w niemieckiej firmie może jednak być odczuwalny w naszym kraju. - Polska może dostać rykoszetem. Mniejsza produkcja w Niemczech i kryzys niemieckiej branży motoryzacyjnej może uderzyć w polskie firmy, które współpracowały z Volkswagenem i były np. jego poddostawcami - tłumaczy nam ekspert OSW.
Oprócz wysokich kosztów produkcji oraz niskiej efektywności Volkswagen płaci cenę za uzależnienie się od rynku chińskiego. W ostatnich latach generował w Chinach nawet 40 proc. przychodów. Chińczycy coraz chętniej sięgają jednak po rodzime marki i tracą na tym zagraniczne firmy. Szacuje się, że zyski z tamtego rynku dla Volkswagena w 2023 roku były o 20 proc. mniejsze rok do roku, a na 2024 r. przewiduje się ich dalszy spadek o 40 proc. Oznacza to utratę 1,5-2 mld euro. Do tego dokłada się również słaba sprzedaż aut elektrycznych, na które stawiał w ostatnich latach Volkswagen.
W tle tych problemów jest... polityka. Władze Dolnej Saksonii mają 20 proc. udziałów w spółce, co umożliwia władzom landu wetowanie istotnych decyzji, co w przeszłości – w przypadku kontrowersyjnych kroków – miało mieć już miejsce. Teraz władze Dolnej Saksonii będą jedną ze stron, która będzie omawiała przyszłość marki. Oprócz nich w decyzyjnym trójkącie będą władze marki, które będą ciągnąć w stronę programów oszczędnościowych oraz związki zawodowe, którym zależy na utrzymaniu miejsc pracy i wszystkich zakładów. Zresztą to niejedyny ich postulat. Domagają się też 7-procentowej podwyżki od przyszłego roku.
- To będą bardzo trudne negocjacje, bo stanowiska są skrajnie rozbieżne. Związki zawodowe zapowiedziały walkę wszelkimi metodami - w tym strajkami - najpierw ostrzegawczymi, a potem generalnym. To będzie bardzo trudna rozgrywka. Natomiast na finalne decyzje trzeba ostatecznie jeszcze poczekać. Myślę, że co najmniej kilka tygodni - przewiduje analityk OSW.
Zasadniczo jednak niemieckie media uważają, że negocjacje będą dotyczyć skali cięć. W najgorszym scenariuszu mówi się o zamknięciu co najmniej trzech fabryk (najbardziej narażone są Osnabrück i Dreźnie) z dziesięciu i zwolnieniu nawet do 30 tysięcy pracowników. - Z perspektywy globalnej całej gospodarki to nie jest duży problem. W Niemczech jest niskie bezrobocie, a firmy mają wręcz problemy z zatrudnianiem specjalistów. Natomiast w tych miejscowościach, w których doszłoby do masowych zwolnień, to będzie z pewnością poważny problem - mówi nam Michał Kędzierski. Według niego część osób będzie musiała się przebranżowić, aby znaleźć pracę.
Ponieważ temat zwolnień jest tematem politycznym, cięć w zakładzie może nie być wcale tak dużo, jak się mówi. Stanowisko kanclerza Niemiec Olafa Scholza (SPD) w sprawie możliwych zamknięć jest jasne. Jego rzecznik, wyjaśnił, że "ewentualne błędne decyzje kierownictwa z przeszłości nie mogą odbywać się kosztem pracowników". Miał tu na myśli utrzymanie i zabezpieczenie miejsc pracy.
- Generalnie polityka ma bardzo istotny wpływ na działalność tej firmy, dlatego trzeba pamiętać, że związki zawodowe oraz pracownicy przemysłu to jest naturalny elektorat socjaldemokratów niemieckich. Politycy SPD tym kanclerz Scholz i premier Dolnej Saksonii Stephan Weil publicznie wyrazili oczekiwanie, że do zwolnień, a przede wszystkim do zamknięcia zakładów nie dojdzie, a mają duży wpływ na te decyzje - zauważa analityk OSW. - Kryzys marki jest jednak poważny, a dotychczasowe, łagodne programy oszczędności nie przyniosły spodziewanych rezultatów, tak że istotne cięcia kosztów są konieczne. To wiedzą też politycy - dodaje.