W PKP Cargo pracę straciło ok. 3,7 tys. pracowników. - Rozstajemy się także z grupą kilkudziesięciu, zwolnionych z obowiązku świadczenia pracy, działaczy oligarchów, przede wszystkim jednego związku zawodowego (...), którzy kosztują spółkę w skali roku 4,5 miliona złotych - powiedział w RMF FM dr Marcin Wojewódka, p.o. prezesa zarządu PKP Cargo w restrukturyzacji.
Jak tłumaczył, spółka PKP Cargo była "przeetatyzowana". - Nie mieliśmy pracy dla tej liczby osób - stwierdził. - Jeżeli byśmy nie dokonali tych działań, takich jak rozstanie się z pewną grupą pracowników, wycofanie się z wielu lokalizacji, obniżenie kosztów, to nasza spółka nie mogłaby funkcjonować - mówił dr Wojewódka.
Pod koniec października p.o. prezesa zarządu PKP Cargo w restrukturyzacji tłumaczył, że zwolnienia w spółce były konieczne. - Musieliśmy niestety podjąć trudne, ale konieczne decyzje, aby uratować PKP Cargo i 10 tysięcy potrzebnych miejsc pracy. Naszym celem jest przywrócenie spółki do zdrowia i konkurencyjności na rynku kolejowych przewozów towarowych. To, co zastaliśmy w spółce po ośmiu latach zarządzania przez zarządy z nadania PiS, to kompletna demolka, nepotyzm, kolesiostwo i brak realizacji podstawowych zadań - tłumaczył dr Marcin Wojewódka, cytowany w komunikacie.
Spółka PKP Cargo przekazała, że w ramach procesu zwolnień grupowych złożono wypowiedzenia definitywne lub zmieniające grupie 2515 osób. W okresie zwolnień grupowych z przyczyn "neutralnych" (emerytura, zmiana pracodawcy) odeszły ze spółki 1244 osoby. Odejścia "neutralne" oraz zwolnienia grupowe objęły 3759 osób. Proces zwolnień grupowych został zakończony 31 października 2024 r.