Sąsiad płacił za ich prąd. Teraz dostali fakturę korygującą. Gigantyczna kwota

Mieszkańcy jednego z bloków na warszawskim Wawrze otrzymali wielkie nadpłaty lub niedopłaty. W bloku źle zamontowano liczniki i sąsiedzi płacili rachunki za sąsiadów - opisuje sytuacje "Gazeta Wyborcza".
Licznik prądu (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl

Pomyłka wyszła na jaw, gdy jeden z mieszkańców dostał zdecydowanie większy rachunek, niż dotychczas, mimo że w domu nie pojawiło się żadne energochłonne urządzenie. Natomiast w tym samym czasie jego sąsiedzi nabyli samochód elektryczny, a ich rachunki "magicznie" nie wzrosły. Sprawę zgłoszono do firmy E.ON (sprzedawcy prądu) i Stoen Operator, która odpowiada m.in. za montaż i odczyty liczników.

Zobacz wideo Paweł Lachman: Prąd będzie taniał i nie będzie rachunków grozy przy pompach ciepła

Zamieszanie z rachunkami w warszawskim bloku. Niedopłata na ponad 7 tysięcy złotych

Przedstawiciele firmy odkryli, że w licznikach był bałagan. Dokonano szybkiej wymiany sprzętu pomiarowego, ale nie poinformowano mieszkańców. Ci chwilę później zaczęli dostawać korekty z informacją o nadpłacie i niedopłacie. Lokatorka od "elektryka" dostała aż 16 takich faktur. W sumie miała zapłacić 7,3 tys. zł wyrównania. Na wywiązanie się z niedopłaty miała kilkanaście dni. Na swoim koncie abonenckim nie mogła jednak zweryfikować tej kwoty, bo zniknęła z niego historia odczytów. Sprawą zajmuje się teraz Urząd Regulacji Energetyki. 

Nie sama dopłata jednak najbardziej oburzyła mieszkańców. Każdy dostał bowiem fakturę korygującą za inny okres. Podliczony z nich bilans wyliczonych przez operatora nadpłat i niedopłat nie zeruje się, a ma wychodzić na korzyść firmy energetycznej.

Mieszkańcy płacili nie za swój prąd. Jak do tego doszło?

Do końca nie wiadomo, co stało się w bloku na Wawrze. Firma Stoen przekonuje, że winne jest błędne oznaczenia skrzynek w bloku. Z kolei mieszkanka, z którą rozmawiała "Gazeta Wyborcza", uważa, że "liczniki są zamknięte w skrzynkach, do których dostęp ma wyłącznie Stoen Operator" a przez wiele lat nie było na nich żadnych opisów.

Tymczasem firma w komentarzu dla "GW" tłumaczy, iż "wydaje się, że przypisanie liczników do niewłaściwych lokali powstało wcześniej, bez udziału pracowników Stoen Operator. Mogło to nastąpić nawet na etapie budowy budynku i przygotowywania w nim instalacji elektrycznej. Jako Stoen Operator nie jesteśmy jednak w stanie tego zweryfikować". Dziennik zauważa w tytule artykułu, że sytuacja mogła trwać aż 18 lat. 

Więcej o: