Są nowe dane GUS. I problem, który w Polsce nie został zażegnany. Co zrobi "jastrzębi" NBP?

- To jest argument za tym, żeby obniżać stopy procentowe już w drugim kwartale, a nie pod koniec przyszłego rok - mówi Rafał Benecki, główny ekonomista w ING Polska, komentując ostatnie dane GUS i NBP. Co w nich widać?
Prezes NBP Adam Glapiński
Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Inflacja w październiku wzrosła do równych 5 proc. To oznacza, że o tyle właśnie, w porównaniu do października zeszłego roku, wzrosły ceny towarów i usług, które kupujemy my - konsumenci. To jednocześnie odczyt jeszcze wyższy od poprzedniego, wrześniowego (4,9 proc.) i najwyższy w tym roku.

Zobacz wideo Dwa wielkie mity o ZUS. "To się nazywa społeczeństwo, nie piramida finansowa"

 Inflacja w górę. Co widać w danych GUS? 

Te dane pokazują, że problem inflacji w Polsce nie został zażegnany

- mówi w rozmowie z Next.Gazeta.pl Rafał Benecki, główny ekonomista w ING Polska. 

Ekspert wskazuje po pierwsze na inflację bazową. To taka miara inflacji, z której wyłączane są ceny najbardziej zmienne - żywności i energii. - Ona wciąż jest bardzo wysoka i wynosi 4,1 proc. a projekcje NBP i nasze prognozy mówią, że w 2025 będzie utrzymywać się średnio powyżej 4 proc. Z tych danych wynika, że cały czas widać efekty polityki gospodarczej ostatnich lat - mówi ekspert.

Wśród czynników mających wpływ na obecną sytuację Benecki wymienia wysoki wzrost płac, który powoduje, że z inflacją usług jest dużo większy kłopot niż z inflacją towarów. Jest ona też bardziej uporczywa. Inflacja towarów związana jest z cenami surowców, kursami walut czy z poziomem importu z innych krajów. 

Spadek inflacji towarów, surowców obniżał inflację od wielu miesięcy. Inflacja usług wciąż jednak pozostaje uporczywie wysoka. To ma związek z tempem wzrostu płac, z modelem wzrostu gospodarczego z ostatnich paru lat, z dominującym udziałem konsumpcji w PKB oraz ze słabymi inwestycjami

- mówi ekspert. To wszystko sprawia, że inflacja bazowa w ostatnich miesiącach rośnie, pomimo rekordowo wysokich stóp procentowych oraz mimo recesji konsumpcji w 2023 roku. Benecki zauważa, że w 2025 roku inflacja bazowa wciąż będzie wysoka. - Średniorocznie będzie wynosiła 4,6 proc. - mówi.

Druga rzecz, która zdaniem ekonomisty sprawiła, że inflacja w Polsce zaczęła znów rosnąć i wynosi dziś 5 proc., to odmrażanie regulowanych cen prądu. - Decyzja o zamrożeniu cen energii miała bowiem na celu wygładzenie skoku inflacji. Zatem, gdy ceny są odmrażane, inflacja bieżąca zaczyna to odzwierciedlać - mówi Benecki.

Nasz rozmówca prognozuje, że inflacja zacznie spadać dopiero po marcu, gdy wskaźnik osiągnie szczyt i zbliży się do 6 proc. Wiele zależy jednak od tego, jakie decyzje podejmie rząd w kwestii mrożenia cen energii. 

Ciężka decyzja przed rządem ws. cen prądu

Rząd wciąż nie przedstawił programów osłonowych przed wysokimi cenami energii na 2025 rok. W tym tygodniu jednak wyciekł projekt ustawy. Wynika z niego, że zgodnie z zapowiedziami, ceny dalej będą mrożone, zniknie jednak bon energetyczny. 

To by oznaczało, że szczyt inflacji w marcu 2025 będzie niższy, podobnie jak nowa projekcja inflacji, w porównaniu do tej, którą NBP przedstawił w listopadzie

- mówi Benecki. 

NBP zaprezentował dwa scenariusze na 2025 rok. Jeden, przy założeniu, że rząd wciąż będzie regulował ceny prądu oraz drugi, w którym założono ich uwolnienie. W tym drugim przypadku średnioroczna inflacja w 2025 roku wyniesie 5,6 proc. - To bardzo dużo. A mówimy o średniej. Sam szczyt inflacji w tej projekcji jest przewidywany na pierwszy kwartał i ma wynieść niemal 7 proc. - mówi ekonomista. Jeśli jednak ceny zostaną zgodnie z zapowiedziami zamrożone, to inflacja średnioroczna w 2025 roku wyniesie około 4,5 proc. a więc będzie ponad 1 punkt procentowy niższa od listopadowej projekcji NBP. - To jest argument za tym, że NBP może obniżyć stopy procentowe już w drugim kwartale, a nie pod koniec roku, jak sugerowali niektórzy członkowie RPP. My jako ING zakładamy właśnie ten drugi kwartał - twierdzi Benecki.

Obniżki będą jednak ostrożne. Ekonomista spodziewa się, że stopy procentowe spadną łącznie o 100 punktów bazowych w 2025 roku - czyli z obecnych 5,75 proc. do 4,75 proc. ponieważ inflacja bazowa wciąż będzie wysoka i średnio wyniesie 4,6 proc. - Kluczowe dla dalszych obniżek jest spowolnienie tempa wzrostu płac. Obecne prognozy NBP wskazują na tempo wzrostu płac w 2025 roku na poziomie około 9 proc. To nie pozwala na zmniejszenie inflacji usług, przez co inflacja bazowa też pozostaje na wysokim poziomie - mówi Benecki. Dodaje, że inflacja bazowa zacznie spadać w połowie przyszłego roku, a jeśli tempo wzrostu płac spadnie do około 6 proc. w 2026 roku, to może wrócić poniżej 3 proc. w 2026 roku. To pozwoliłoby na odważniejsze obniżki stóp procentowych.

- NBP jest jednym z bardziej "jastrzębich" banków centralnych w regionie, co jest spójne z uporczywie wysoką inflacją, zarówno bazową, jak i tą wynikającą z odmrażania cen regulowanych. Dopiero te dwa elementy dają nam pełny obraz tego, dlaczego ceny w Polsce wciąż rosną - podsumował nasz rozmówca.

Więcej o: