Te dane rzadko budzą duże emocje. Stopa bezrobocia w Polsce od wielu miesięcy porusza się w dość wąskim zakresie okolic 5 proc. Do tego odczyt Głównego Urzędu Statystycznego publikowany jest kilkanaście dni po wstępnym raporcie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej i niemal za każdym razem po prostu go potwierdza. Niemal, bo tym razem stało się inaczej.
Otóż bezrobocie jednak spadło i w październiku wyniosło 4,9 proc. (dane MRPiPS wskazywały na 5 proc.). "Tego nie spodziewał się nikt - każdy ośrodek analityczny prognozował stabilizację wskaźnika w październiku" - zauważają ekonomiści Pekao SA w komentarzu na X. Jak podkreślają, "stopa bezrobocia osiągnęła minimum wszech czasów". Na marginesie: same dane też mogą okazać się ciekawe, jeśli nie poprzestanie się na głównym wskaźniku, a zajrzy głębiej do cyklicznego raportu GUS o sytuacji społeczno-gospodarcza kraju. Ale o tym za chwilę. Najpierw odpowiedzmy na pytanie, skąd ten niespodziewany spadek.
- To jest zaskoczenie, ale sporo w nim niuansów czysto statystycznych - mówi nam Aleksandra Beśka z Departamentu Analiz Makroekonomicznych Pekao SA. - Liczba bezrobotnych zmniejszyła się w październiku minimalnie silniej, niż się spodziewaliśmy, co zepchnęło stopę poniżej 5 proc. To efekt odrabiania strat z wakacji, kiedy stopa bezrobocia była nieco wyższa, niż oczekiwano.
Lato było okresem dość trudnym dla rynku pracy, koniunktura była słabsza, zatrudnienie spadło mocniej niż spodziewali się tego analitycy. Teraz nastroje na rynku pracy lekko się poprawiły, a to, co obserwujemy, to zatem odrobienie strat z rozczarowującego okresu wakacyjnego
- wyjaśnia ekspertka.
Na koniec października w urzędach pracy zarejestrowanych było 765,5 tys. bezrobotnych - czyli o 0,5 proc. mniej niż we wrześniu i o 0,6 proc. mniej niż w październiku zeszłego roku. Sytuacja nie jest geograficznie jednolita i między województwami mamy czasem bardzo duże różnice. Najniższe bezrobocie tradycyjnie ma województwo wielkopolskie - 2,9 proc., w podkarpackim jest ponad 2,5-razy wyższe i wynosi 8,3 proc.
Co ciekawe, zmniejsza się też zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw. W październiku było to 6,458 mln etatów, o 0,5 proc. mniej niż rok wcześniej. Zatrudnienie spada już od ponad roku i nie widać, by przekładało się to na wzrost stopy bezrobocia. Jak to jest możliwe?
To po części dlatego, że pracodawcy chomikują pracę - zmniejszają wymiar etatów, a niekoniecznie zwalniają pracowników, którzy później rejestrowaliby się jako bezrobotni. To jest zjawisko występujące na przykład w przemyśle, gdzie pracownicy często pracują na akord i kiedy jest mniej zamówień, ten wymiar pracy spada
- wyjaśnia Aleksandra Beśka. W szeroko rozumianym przemyśle zatrudnienie spadło o 1,3 proc. rok do roku. Jeśli spojrzeć na działy, które zatrudniają najwięcej osób, to najbardziej zmniejszyło się zatrudnienie w produkcji urządzeń elektrycznych (o 5,5 proc.), a dalej: w produkcji wyrobów z drewna, korka, słomy i wikliny (o 4,2 proc.), mebli (o 3,4 proc.), pojazdów samochodowych, przyczep i naczep (o 3,2 proc.), produkcji wyrobów z pozostałych mineralnych surowców niemetalicznych (o 2,7 proc.), magazynowaniu i działalności usługowej wspomagającej transport oraz w wydobywaniu węgla kamiennego i węgla brunatnego (po 2,5 proc.) oraz w budowie budynków (o 2,4 proc.).
Dużo emocji budzą informacje na temat zwolnień grupowych. Emocjom z jednej strony trudno się dziwić, z drugiej, ten strach nie do końca znajduje poparcie w danych. W październiku zwolnienia grupowe zadeklarowało 51 zakładów pracy, dotyczyło to 4038 pracowników. Na koniec tego miesiąca wszystkie takie zgłoszenia (od początku roku) dotyczyły niespełna 18,5 tys. zatrudnionych (to jeszcze nie znaczy, że w całości te deklaracje zostaną zrealizowane). Dla porównania: w całym zeszłym roku zwolnienia grupowe dotyczyły 32 tys. pracowników, czyli znacznie większej liczby - na co uwagę zwrócił Andrzej Kubisiak z Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE).
O tych zwolnieniach mówił też w rozmowie z Next.gazeta.pl, którą można obejrzeć (lub jej wysłuchać) pod tym linkiem.
"Bardziej istotny wzrost stopy bezrobocia czy liczby zwolnień w kolejnych miesiącach jest mało prawdopodobny. Liczba osób, które tracą pracę, jest stabilna - 32,5 tys. w październiku. Pomimo to rosną obawy o utratę pracy - odsetek osób wyrażających niepokój wzrósł od początku roku z 5 proc. do 12 proc. Niemniej sytuacja na rynku pracy jest stabilna, a liczba ofert pracy zbliżona do ubiegłorocznej - wzrost obaw wydaje się nieuzasadniony"- pisał PIE w komentarzu do środowych danych GUS.
W ostatnich miesiącach wzrosła liczba deklarowanych i realizowanych zwolnień grupowych, także względem zeszłego roku, ale jest to problem wyłącznie wybranych branż. Nie widać masowych zwolnień we wszystkich sektorach i nie przekłada się to mocno na całokształt sytuacji na rynku pracy. I nie ma tych zwolnień o tyle więcej, żebyśmy mówili o załamaniu na tym rynku
- potwierdza Aleksandra Beśka z Pekao SA.
Nie jest oczywiście też tak, że nie ma żadnych ryzyk. Jedno z nich to słaba kondycja gospodarki niemieckiej - Niemcy to nasz główny partner handlowy, od którego zależy w istotnym stopniu polski przemysł. - Ostatnie spadki przeciętnego zatrudnienia były w dużej mierze wynikiem tego właśnie. Sytuacja u naszych partnerów handlowych zaczęła się już jednak nieco poprawiać - mówi nam ekonomistka Pekao SA.
Przez kilka miesięcy zastanawialiśmy się, czy to, co dzieje się na rynku pracy, należy nazywać stagnacją, czy są tam już widoczne jednak tendencje recesyjne. I o ile w wakacje wyglądało to gorzej, to obecnie zaczynają się powoli pojawiać pierwsze sygnały stabilizacji na rynku pracy. Nie widzimy argumentów, by mówić o jakimkolwiek kryzysie
- podsumowuje.
Na koniec roku bezrobocie zapewne nieco wzrośnie, ale głównie przez tak zwane czynniki sezonowe - w tym okresie zawsze jest więcej zwolnień. Według Pekao SA w grudniu bezrobocie może wzrosnąć do 5-5,1 proc. A co dalej? "Natomiast rok 2025 z niemal całkowitą pewnością dostarczy nam kolejnego rekordu wszech czasów i zobaczymy stopę bezrobocia nawet na poziomie 4,7 proc." - uważają eksperci tego banku.