"Elektrowstrząsy" i "kapitulacja". Prezydent Francji nie gryzł się w język ws. negocjacji Trumpa

Kacper Kolibabski
Emmanuel Macron udzielił wywiadu, w którym działania Trumpa nazwał elektrowstrząsem dla Europy. Pokój w Ukrainie określił natomiast... kapitulacją. I ostrzegł przed nim Europę. Co jeszcze powiedział prezydent Francji?
Prezydent Francji Emmanuel Macron wygłasza przemówienie podczas sesji plenarnej szczytu w sprawie sztucznej inteligencji (AI) w Grand Palais w Paryżu, Francja, 11 lutego 2025 r.
Fot. REUTERS/Benoit Tessier

Macron ostrzega: Prezydent Francji Emmanuel Macron ostrzegł przed pokojem w Ukrainie, który byłby równoznaczny z "kapitulacją". W wywiadzie dla "Financial Times" zaznaczył, że takie rozwiązanie byłoby "złą wiadomością dla wszystkich". Emmanuel Macron podkreślił, że tylko prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski może prowadzić negocjacje w imieniu swojego kraju. - W tej chwili jedyne pytanie brzmi, czy prezydent Putin jest naprawdę, trwale i wiarygodnie gotów zgodzić się na zawarcie rozejmu na tych warunkach. Potem to Ukraińcy będą negocjować z Rosją - powiedział prezydent Francji.

Europa musi sama się bronić: Macron podziela zdanie Trumpa, że to Europa jest odpowiedzialna za bezpieczeństwo Ukrainy. Jak tłumaczył, wynika to ze zmiany polityki zagranicznej Stanów, które zamiast na Europie, skupiają się teraz bardziej na Azji. - Trump mówi, że to Europa musi nieść to brzemię. Odpowiadam, że to my powinniśmy je przejąć - powiedział Macron. Jak dodał, nie był zaskoczony tym, co robi Trump, jego zdaniem prezydent USA otworzył "okienko możliwości" na wynegocjowanie nowego rozwiązania, w którym "każdy ma rolę do odegrania". 

Zobacz wideo Metoda na "Macrona" – odsunąć prawice od władzy dając jej... władzę?

Trump potrząsa Europą: Prezydent Francji udzielił wywiadu tuż po tym, jak Trump ogłosił, że uzgodnił z Putinem negocjacje ws. pokoju w Ukrainie. Emmanuel Macron powrót Trumpa na stanowiska prezydenta USA nazwał "elektrowstrząsem", który powinien zmusić Europę do zabezpieczenia przyszłości - własnej i Ukrainy. Prezydent Francji dodał, że Europa musi "przypakować" zarówno w kwestii obronności, jak i gospodarki. Później, pytany o plany Trumpa na przejęcie Grenlandii i zabudowę Gazy, Macron mówił, że Unia musi radykalnie przemyśleć, w jaki sposób powinna działać. - To elektrowstrząs. Potrzebujemy wstrząsów asymetrycznych, potrzebujemy wstrząsów zewnętrznych. To wstrząs egzogeniczny dla Europejczyków - mówił prezydent Francji. 

Unia musi się zredefiniować: Macron uważa, że Trump wstrząsa Europą w sposób, który był potrzebny, by ocucić tych, którzy uważają, że Unia może dalej pozostawać w stanie "strategicznej zależności". Macron apeluje, aby porzucić model, w którym Chiny są naszym rynkiem zbytu, Stany naszym parasolem bezpieczeństwa, a tani gaz sprowadzamy z Rosji. Zamiast tego zdaniem Macrona lepsze byłoby pogłębienie współpracy w ramach samej Unii Europejskiej, przede wszystkim w kwestii zbudowania zintegrowanego przemysłu zbrojeniowego oraz technologicznego zaplecza. Macron uważa też, że Europa jest niedofinansowana, szczególnie biorąc pod uwagę konieczność inwestowania w nowe technologie, jak AI, w zieloną transformację oraz w obronność.

Model gospodarczy UE się wypalił: Macron od dawna przekonuje, że Europa powinna być bardziej odpowiedzialna za swoje bezpieczeństwo, co jego zdaniem może osiągnąć jedynie poprzez zwiększenie niezależności ekonomicznej i mniejsze poleganie na USA oraz Chinach. W opinii Macrona powrót Trumpa jest okazją dla Unii Europejskiej, by ta zaczęła inwestować we własną obronność, w gospodarkę, ale też w ożywienie technologiczne. To by natomiast oznaczało porzucenie reguł fiskalnych i monetarnych, na które kraje członkowskie zgodziły się w 1992, a które Macron nazwał przestarzałymi, nieprzystającymi do dzisiejszych realiów. Jego zdaniem Unia nie ma wyjścia, bo obecny model gospodarczy się wyczerpał.

To przez to UE ogranicza inwestycje: Europę wiążą m.in. reguły dotyczące konieczności utrzymania deficytu fiskalnego na poziomie 3 proc. PKB oraz konieczności utrzymania długu publicznego na poziomie 60 proc. PKB. To tzw. kryteria konwergencji UE. Oba limity już teraz są nagminnie przekraczane przez unijne kraje. Nie wiadomo jednak, czy Macron, osłabiony przez walkę o władze w kraju, zdoła przekonać inne kraje do porzucenia tych zasad, szczególnie że nadwyrężony budżet jego kraju sprawia, że Francja sama musi ograniczać wydatki na obronność. 

Niemcy nie chcą zmian: Macron zasugerował, że aby zachęcić kraje do inwestowania w obronność, Unia powinna zwrócić się ku "bardziej innowacyjnym mechanizmom finansowym". Jako przykład podał pożyczki, które były powszechnie użyczane w czasie pandemii. Wówczas to Unia stworzyła wspólny fundusz, o którym mówiło się, że mógłby być wzorem dla wspólnego unijnego budżetu. Takiemu podejściu sprzeciwiają się Niemcy, ale Macron ma nadzieję, że zmieni się to po wyborach, które odbędą się u naszych zachodnich sąsiadów 23 lutego. 

Poluzowanie reguł: Macron wezwał też do kilku deregulacji. Wahał się jednak pytany, czy Unia potrzebuje odpowiednika amerykańskiego Departamentu Efektywności Rządu, nowo powstałego urzędy, którym kieruje Elon Musk. Ostatecznie stwierdził, że choć potrzebujemy drastycznych uproszczeń, to jednak w jego opinii lepiej podejmować odważne i odpowiedzialne decyzje polityczne, niż wszystko rozwalać. 

Tyle lat potrzebuje Unia na zmianę: Macron uważa, że popchnięcie Unii Europejskiej na nowe tory i jej wzmocnienie, to kwestia 10-15 lat. Prezydent Francji nie ma tego czasu, bo jego kadencja kończy się 2027 roku. Macron wierzy jednak w swoje umiejętności przekonywania, które pozwolą wprowadzić postulowanego przez niego zmiany. 

Czytaj też: Premier Francji wytknął Chinom cztery rzeczy. Padły poważne oskarżenia. "Tkają sieć"

Źródło: IAR, Financial Times

Kacper Kolibabski
Więcej o: